Zgoda w rodzinie

Home Blog Wpisy Zgoda w rodzinie

Exemple

Zgoda w rodzinie


W ostatni weekend udaliśmy się z żoną do mojego rodzinnego miasta Chełma, by tam spotkać się z moimi dwiema siostrami i ich rodzinami, a także z moim bratem i bratową, którzy na tę okoliczność przyjechali aż z królewskiego miasta Krakowa. Było to nasze kolejne rodzinne spotkanie, którego ostatnio nie mieliśmy, więc zatęskniliśmy za sobą, jak to było dotychczas pielęgnowane przez nas od lat.

Spotykaliśmy się cyklicznie od dawna. Kiedy mieliśmy małe dzieci, pakowaliśmy je do malucha lub innego posiadanego w danym czasie pojazdu i gnaliśmy do naszych rodziców, by wspólnie z nimi usiąść pod bzem na podwórku, spożywać razem posiłki, pić kawę i delektować się pączkami pieczonymi przez mamę lub szarlotką przywiezioną przez bratową z Krakowa, o słodkich specjałach przygotowywanych przez nasze siostry nie zapominając.

Nasze dzieci grały w piłkę na podwórku, waląc często piłką do ogrodu sąsiadów. Chodziliśmy na wspólne spacery, rozmawiając do późna o naszych rodzinnych radościach i smutkach. Potem dzieci zaczęły nieco podrastać i zaczęła się era komputerowa. Zamiast grać w piłkę, jak to bywało dotychczas, zaczęły się one gnieździć w małym pokoiku na poddaszu domu siostry i na przemian grały w gry komputerowe. Wchodząc do tego pokoiku można było „siekierę powiesić”, jako że duchota panowała tam niemożebna, a i przekrzykiwania naszych latorośli były wtedy głośne nad wyraz. O grze w piłkę na świeżym powietrzu nie mogło być mowy.

Dziś nasze dzieci są dorosłe i samodzielne, ale kiedy po raz kolejny my, stare pryki, spotkaliśmy się znowu razem, mój bratanek z nieukrywaną zazdrością zareagował na nasze wspólne zdjęcie i zapytał pisząc SMS-a: „A kiedy to zrobimy rodzinne spotkanie w szerszym gronie?” Odezwała się w nim wyraźna nostalgia za pięknymi chwilami z dzieciństwa, gdy nasze dzieci, a naszych rodziców wnukowie, integrowali się pod ich gościnnym dachem. Czasem jednak z ust naszych dorosłych dzieci wydobywają się słowa nieukrywanej zazdrości płynącej z faktu, że jako ich rodzice wciąż potrzebujemy spotykać się razem, a na hasło mojego brata lub moje wsiadamy do aut i pędzimy do naszych sióstr, by spędzić razem dobre chwile jako rodzeństwo i rodzina.

Jako ludzie już poważnie dorośli zdajemy sobie w pełni sprawę z tego, jak szczęśliwymi ludźmi jesteśmy, że mamy tak dobre relacje ze sobą i to od wielu lat. Inni, słysząc o naszych rodzinnych zjazdach, szczerze nam tego zazdroszczą, a i ja byłem pod wrażeniem pewnej rodziny, która podobnie ja my, wciąż spotykała się razem przy okazji urodzin czy rocznic ślubnych i była dla nas wszystkich przykładem takiej rodzinnej integracji.

Jest to z pewnością wyjątkowe, ale jesteśmy ze sobą podwójnie spokrewnieni, wszak łączą nas nie tylko więzy krwi, ale także fakt, że my jako rodzeństwo jesteśmy ludźmi świadomie wierzącymi, kochamy naszego Ojca w niebie, choć nie wszyscy z naszych bliskich są też tak blisko Boga jak my. Ale modlimy się o nich, a także o nasze dzieci i wnuki, aby oni wszyscy również pielęgnowali wzajemne i dobre relacje. Kiedy więc widzimy, jak nasi synowie i córki także starają się spotykać i wzajemnie odwiedzać, kiedy rozmawiają ze sobą i wspominają wspólne, beztroskie przeżycia i przygody z dzieciństwa, wtedy nasze rodzicielskie serca są pełne radości, że nasz przykład okazał się zaraźliwy dla nich. Musimy więc pomyśleć o naszym rodzinnym spotkaniu w szerszym gronie, choć kiedy policzyliśmy wszystkie nasze dzieci i wnuki, to wyszło nam, że ta nasza rodzinna gromada liczy już ponad 30 osób. Trzeba będzie chyba wynająć hotel i restaurację, bo pod bzem na podwórku naszej ojcowizny miejsca dla wszystkich nie wystarczy.

Dobre relacje w rodzeństwie to rzeczywiście wielka wartość. Mamy również w Biblii sporo przykładów pozytywnych jak i negatywnych w tym zakresie. Bardzo złe relacje, pełne nienawiści i zazdrości, panowały wśród braci patriarchy Józefa. Potrzebowali oni wielu lat, by sobie wzajemnie wybaczyć i błogosławić swoim rodzinom na przyszłość. Z kolei możemy przeczytać o relacjach Aarona, Mojżesza i Miriam, które nie zawsze układały się pozytywnie, ale mimo to Pan Bóg był rozjemcą między nimi trojgiem i użył ich do realizacji swoich świętych planów.

Możemy również spotkać rodzonych braci wśród uczniów Pana Jezusa. Piotr i Andrzej albo Jakub i Jan – synowie Zebedeusza. Chodzili oni za Jezusem i służyli Bogu z oddaniem. Byli więc podwójnie spokrewnieni ze sobą: fizycznie i duchowo! A to jest wielkie szczęście i przywilej, który trzeba cenić, a dobre relacje pieczołowicie pielęgnować!

Psalmista Dawid napisał kiedyś w jednym ze swoich licznych Psalmów takie oto słowa: „O, jak to dobrze i miło, gdy bracia żyją w zgodzie. To niczym cenny olejek na głowie (…). To niczym rosa Hermonu, która spada na góry Syjonu. Tak. Tam Pan zsyła błogosławieństwo, życie na wieki wieczne” (Psalm 133,1-3). Jako rodzina doświadczamy więc tego błogosławieństwa i pragniemy tego samego dla naszych dzieci i wnuków.

Dlatego też, kiedy spotykam ludzi, którzy nie utrzymują żadnych kontaktów ze swoimi rodzicami, dziećmi lub rodzeństwem, to wtedy im mocno współczuję, bo wiem, ile ci ludzie tracą i jak są emocjonalnie ubodzy. Któż bowiem okaże człowiekowi serce, pomoc i wsparcie tak, jak to może uczynić zdrowa rodzina? Jeśli więc relacje rodzinne są pozrywane, to tak trudno je naprawić, a czasem na przeszkodzie staje mur nieprzebaczenia, doznanych krzywd czy niesprawiedliwości, a czasem faworyzowania dzieci przez rodziców. Dziś w świecie o przyjaciół coraz trudniej, tak więc warto naprawiać złe relacje rodzinne lub ich brak. Gdyby jednak wszyscy cię opuścili, jest jeszcze Pan Bóg, który przygarnie do swojego ojcowskiego serca każdego, kto czuje się samotny i odrzucony.

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com