Exemple

Gol samobójczy


Trwają Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, czyli Euro 2020, które odbywają się z rocznym opóźnieniem, jako że pandemia uniemożliwiła odbycie tego turnieju w ubiegłym roku – z wiadomych wszystkim powodów. Nasi, niestety, odpadli i znowu trzeba przypomnieć sobie oklepany przebój polskich kibiców z ostatnich dekad pt. „Polacy, nic się nie stało”. Może i nic się nie stało, ale smutno trochę, bo przecież mamy wielu zawodników w naszej reprezentacji, którzy na co dzień z powodzeniem grają w utytułowanych klubach europejskich. Dlaczego więc po raz kolejny nasze orły zawiodły oczekiwania kibiców?

Może i nic się nie stało, ale wszyscy wiemy, że kiedy w jakiejś dyscyplinie sportu zaczęliśmy odnosić sukcesy międzynarodowe, natychmiast przełożyło się to na zwiększone zainteresowanie dzieci i młodzieży uprawianiem tej właśnie dyscypliny. Dzisiaj wiele dzieciaków zapisuje się do klubów tenisowych, bo sukcesy Igi Świątek, a wcześniej Agnieszki Radwańskiej, spowodowały to ożywienie. Podobnie było ze spektakularnymi sukcesami skoczków narciarskich, naszych siatkarzy czy szczypiornistów. Nie będziemy mieli nowych mistrzów, jeśli teraz nasi zawodowi sportowcy nie będą odnosić sukcesów na wielkich turniejach. Mamy przecież miliony dzieci i młodzieży, a wśród nich są bezsprzecznie wielkie talenty. Muszą się one jednak ujawnić, a stanie się to wtedy, kiedy zostaną zainspirowane zwycięstwami naszych reprezentantów, potem zapiszą się do klubów i zaczną trenować z pasją i marzeniami.

A tak, zamiast do klubów i na boiska, zamiast ruchu i ćwiczeń na świeżym powietrzu i w halach sportowych, nasze młode pokolenie zatopi się jeszcze bardziej w fotelach przed ekranami komputerów i smartfonów, z pokrzywionymi kręgosłupami i sieczką w mózgu. Taki to mamy rezultat naszych sportowych, narodowych porażek. Nieprawdą jest więc, kiedy z sarkazmem kibice znowu śpiewają: „Polacy, nic się nie stało”. Otóż stało się i to ze szkodą dla nas wszystkich. Kibicujmy więc na przykład Czechom czy Duńczykom, bo choć to małe liczebnie narody, to jednak wiedzie się im lepiej niż nam. Nie tylko w futbolu.

A skoro o Euro 2020 mowa, to ciekawostką tego turnieju jest fakt, że w dotychczasowych rozgrywkach padło aż dziesięć goli samobójczych, co nie zdarzyło się dotychczas na żadnym z turniejów tej rangi. Mając szacunek do tych czytelników naszej gazety, którzy nie interesują się piłką nożną, śpieszę wyjaśnić, że gol samobójczy pada wtedy, kiedy któryś z obrońców drużyny, która odpiera atak przeciwnika, albo odbija ciałem piłkę skierowaną do jego bramki przez atakującą ich drużynę w sposób niefortunny, zmienia jej lot i piłka wpada do siatki, albo czasem podaje piłkę do swojego bramkarza w tak nieoczekiwany sposób, że ten nie jest w stanie wybronić tego podania i również pada ten nieszczęsny gol.  Jest on zapisany na konto tego obrońcy, choć przecież nie chciał on strzelić celnie do własnej bramki. Ale taki już los obrońców.

Był jednak i taki gol samobójczy, który wpakował niefortunnie do własnej bramki sam…bramkarz, który przecież ma strzec swoją drużynę przed utratą gola. Najlepiej, kiedy zachowuje on czyste konto, czyli w całym meczu broni skutecznie wszystkie strzały przeciwników. No cóż, dola bramkarzy jest również dość trudna, bo bramka jest szeroka i wysoka, zaś czołowi napastnicy to istni snajperzy, którzy bezlitośnie wykorzystują każdą nadarzającą się okazję, by zdobywać bramki i wygrywać mecze. Tacy są zwykle liderami i idolami kibiców, prezesów oraz sponsorów.

Samo określenie „gol samobójczy” jest bardzo wymowne. Strzelenie do własnej bramki to czasem sportowe samobójstwo, bo prowadzi do porażki drużyny z powodu jej własnych błędów. Tacy nieszczęśliwi zawodnicy czasami wyręczają przeciwników i sprawiają, że mecz kończy się przegraną, a czasem klęską. Samobójcze gole odbierają drużynie ducha walki, a przeciwnicy skrzętnie to wykorzystują i dokładają kolejne gole. Mówimy wtedy o porażce niejako na własne życzenie. Takich przykrych meczów nie lubią ani sami zawodnicy i ich trenerzy, ani tym bardzie kibice.

Kiedy obserwujemy życie niektórych ludzi, możemy dostrzec podobne sytuacje jak na boisku. Ktoś żyje nieporządnie, nie jest ostrożny i rozważny, a życie atakuje z różnych stron. Padają niebezpieczne strzały, a my bronimy „własnej bramki”, by tego życia nie przegrać.  Czasem zdarzają się jednak niewytłumaczalne błędy, wpadki lub wręcz katastrofy życiowe i po bliższym poznaniu faktów okazuje się, że ktoś „strzelił sobie w stopę”, albo „strzelił sobie samobója”. To znaczy, że zadziałał na własną szkodę lub na szkodę swojej rodziny i stało się to na jego własne życzenie. Stracił szacunek, reputację i autorytet w oczach bliskich i przyjaciół, zrujnował własne życie i przekreślił wszystkie dotychczasowe dokonania. Żal mi takich ludzi, tak jak żal mi piłkarza, który strzelił gola samobójczego. W życiu jednak chodzi o większą stawkę niż w pojedynczym meczu, choćby o mistrzostwo świata czy Europy. Niech więc sam Pan Bóg stanie się naszym najlepszym Trenerem i uchroni każdego z nas od takich „samobójczych goli”.

Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Dzień Ojca


Kiedy weźmiecie do ręki dzisiejszy numer naszej gazety, będzie to nazajutrz po Dniu Ojca. W naszej powszechnej świadomości zagościło na dobre bardzo piękne skądinąd święto, czyli Dzień Matki, który przywołuje najcieplejsze wspomnienia o naszych rodzicielkach. To im dedykowane są najcieplejsze słowa, wierszyki i piosenki śpiewane i recytowane przez dzieci na całym świecie.

Natomiast chyba zdecydowanie skromniejsze są obchody Dnia Ojca, o czym staram się dziś napisać kilka słów, wszak sam jestem ojcem trojga dorosłych już dzieci oraz mężem babci, bo doczekaliśmy się trzech wnuczek. Celebrowałem więc wczoraj, a raczej nasze dzieci celebrowały dzień poświęcony pamięci o mnie i rzeczywiście nie zapomniały. To miłe, tym bardziej, że jakiś parytet musi być przecież zachowany.

Tak więc w duchu męskiej solidarności przesyłam wszystkim ojcom o jeden dzień spóźnione, ale nie mniej serdeczne życzenia. Kieruję je szczególnie pod adresem tych panów, o których ich dzieci zapomniały. Czasem bowiem te relacje są chore lub całkowicie zdemolowane i to z różnych powodów. Współczuję więc takim ojcom i takim synom lub córkom, których nie łączy z ojcami nic albo bardzo niewiele.

Pamiętam, jak kilka lat temu byłem w naszym kościelnym Domu Opieki w Białystoku. Czekając na spotkanie z kierowniczką tej placówki charytatywnej stałem na korytarzu i zobaczyłem starszego człowieka – pensjonariusza, który mieszkał w tym Domu Opieki już od jakiegoś czasu. Zagadnąłem go i zapytałem, ile ma dzieci i jak często go tu odwiedzają. Jego twarz nagle spochmurniała, a w jego oczach pojawiły się z trudem hamowane łzy. Po chwili łamiącym się głosem powiedział: „Nikt mnie tu nie odwiedza. Moje dzieci żyją własnym życiem”.

Ile jest takich złamanych ojcowskich serc dzisiaj? Ile dzieci zranionych w dzieciństwie lub zaniedbanych przez ojców szczególnie, nosi w sercu żal, ból, a czasem traumatyczne wspomnienia ciężkich lub samotnych dni bez ojcowskiego wsparcia, zrozumienia i uwagi. Modlę się o to, by moje dzieci nie nosiły w sercach żadnych złych wspomnień z dzieciństwa. Nie byliśmy przecież z żoną doskonałymi rodzicami. Nikt zresztą nie jest.

Nie jest łatwo być dobrym ojcem. Wie o tym każdy mężczyzna, który zaznał przywileju ojcostwa.  O ile bowiem kobiety mają zwykle bardzo silnie rozwinięty instynkt macierzyński i niezwykle gorące serca dla swoich dzieci, o tyle my ojcowie nie mamy wrodzonych zdolności do opiekowania się dziećmi i okazywania im uczuć, których od nas oczekują. Ponadto w naszej kulturze wciąż jest utrwalony stereotyp myślenia, że mężowie i ojcowie są szczególnie odpowiedzialni za zarabianie pieniędzy, by utrzymać swoją rodzinę, zaś wychowaniem, okazywaniem ciepłych uczuć, troski i uwagi winny się zajmować  matki i oczywiście babcie.

Ja też tak myślałem, kiedy mieliśmy małe dzieci, ale moja żona wciąż przypominała mi o tym, że ja również ponoszę odpowiedzialność za wychowanie naszych dzieci, za czytanie historii z Biblii oraz modlitwę z nimi wieczorem przed pójściem spać. Buntowałem się, jak niemal każdy facet ale z drugiej strony wiedziałem, czego ucz mnie Pismo Święte w tej materii. W Starym Testamencie obowiązywała bowiem zasada, że to ojcowie mieli wpajać dzieciom zasady Słowa Bożego. W Prawie judaistycznym to właśnie ojciec był duchową głową rodziny, który zawsze celebrował święta i szczególną troską miał otaczać swoich synów, dając im przykład męskości i bogobojności. Dlatego też powiedziane jest wyraźnie, że „przeklęty, kto lekceważy ojca swego” (Ks. Powt. Prawa 27,16).

W Nowym Testamencie czytamy z kolei o zasadzie skierowanej do ojców, by nie pobudzali swoich dzieci do gniewu, lecz wychowywali je według wyraźnych reguł oraz wskazań Pana (List do Efezjan 6,4), czyli według zasad, które zostawił nam Pan Jezus w swoim nauczaniu utrwalonym na kartach czterech Ewangelii. Chodzi o to, by dzieci nie uległy zniechęceniu (List do Kolosan 3,21). Tak więc my ojcowie-chrześcijanie również ponosimy odpowiedzialność przed Bogiem za wychowanie naszych pociech – razem z naszymi żonami. Dobrze się więc stało, że na rynku literatury chrześcijańskiej pojawiają się wciąż nowe i wartościowe książki – poradniki na temat tego, jak chrześcijańscy rodzice wini wychowywać swoje dzieci w bogobojności i prawości.

Do tego wszystkiego należałoby na koniec wspomnieć o naszym wspólnym Ojcu w niebie – o naszym Bogu, który nas wszystkich stworzył jako swoje dzieci i który na różne sposoby nas wychowuje, karci i smaga, kiedy trzeba (Hbr 12,5-10), żebyśmy nie zgubili właściwej drogi, nie wyrzekli się szlachetnych i słusznych wartości w swoim życiu i żebyśmy po prostu byli Mu wdzięczni za bezcenny dar życia, w tym również za dar życia wiecznego. Możemy to wszystko mieć, jeśli potraktujemy swojego Ojca w niebie poważnie i z respektem, poddając się Jego dyscyplinie i wychowaniu. Bo jeśli, podobnie jak czasem nasze dorosłe dzieci, dokonamy w swoim życiu wyboru, by żyć bez Boga i bez spełniania Jego woli – dobrej przecież dla nas, to na pewno pogubimy się w życiu i nie zaznamy pełnej satysfakcji, o perspektywie życia wiecznego nie wspominając.

Pamiętajmy więc zarówno o naszych ojcach biologicznych jak też o naszym wspólnym Ojcu – nie tylko w dniu ich święta.

Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Zwycięzcy EURO 2021


W ostatnią sobotę cały piłkarski świat zamarł z przerażenia obserwując, co wydarzyło się na ledwie rozpoczętych Mistrzostwach Europy w piłce nożnej, czyli na EURO 2021. Otóż – jak wielu z nas widziało to w czasie transmisji telewizyjnej – pod koniec pierwszej połowy meczu pomiędzy reprezentacjami Danii i Finlandii nagle i bez powodu upadł na murawę boiska najwybitniejszy obecnie duński piłkarz Christian Eriksen. Nikt z przeciwników nie sfaulował go, ani nie został uderzony piłką po silnym strzale, jak to czasem bywa w czasie meczu. Po prostu biegł i nagle padł twarzą na murawę nie podnosząc się z niej. Nie było to bowiem potknięcie czy wpadnięcie w poślizg, ale po prostu nagły i nienaturalny upadek.

Piłkarze obydwu drużyn zrozumieli natychmiast, że stało się coś strasznego, przybiegli na pomoc, a pierwszym był kapitan reprezentacji Danii. Zaraz potem dobiegli medycy, ratownicy medyczni i sanitariusze. Szybko stało się jasne, że na murawie stadionu trwa akcja reanimacyjna duńskiego gwiazdora, który – jak się później okazało – doznał w czasie meczu niespodziewanego ataku serca. Przerażona partnerka piłkarza, która widziała całe zdarzenie z trybun stadionu, wbiegła przerażona na murawę boiska i koledzy jej męża zaczęli ją pocieszać w tej strasznej dla niej chwili.

Walka o życie tego wybitnego piłkarza przeciągała się, mecz został oczywiście przerwany przez sędziego, zaś koledzy z reprezentacji Danii otoczyli kordonem miejsce, gdzie medycy reanimowali ich wybitnego kolegę, który jest filarem duńskiej reprezentacji. W ten sposób zasłonili całą akcję, by nie pozwolić kamerom telewizyjnym naruszać prywatności tej bardzo intymnej i niezwykle groźnej sytuacji. W tym momencie nie kręcono przecież filmu sensacyjnego, lecz tam, na stadionie, na oczach tysięcy kibiców działo się prawdziwe życie, a właściwie dramatyczna walka o życie tego wybitnego sportowca.

Był to tak szokujący moment, że wszyscy na stadionie i przed telewizorami zamarli z przerażenia i niepewności o los Christiana Eriksena, który jeszcze na boisku odzyskał przytomność, bo udało się przywrócić akcję serca, które się wręcz zatrzymało. Zawodnik został przetransportowany do szpitala. Tam lekarzom udało się ustabilizować jego stan zdrowotny na tyle, że sam piłkarz poprosił kolegów, by ci dokończyli przerwany z jego powodu mecz. Jako kibice byliśmy pełni podziwu dla obu drużyn, które po dłuższej przerwie kontynuowały mecz zakończony ostatecznie nieoczekiwanym zwycięstwem Finów.

Jedna z czołowych hiszpańskich gazet dała niezwykły tytuł na pierwszej stronie wydania weekendowego. Otóż dziennikarze napisali: „Znamy już zwycięzców EURO 2021 – to medycy”. I rzeczywiście, mimo faktu, że odbywają się dopiero pierwsze mecze Mistrzostw Europy, to jednak już mamy zwycięzców tej imprezy – medyków, którym udało się przywrócić akcję serca Christiana Eriksena, a więc de facto uratować mu życie, które było poważnie zagrożone.

Mamy jednak jeszcze innych zwycięzców EURO 2021. Mam tu na myśli kolegów z drużyny duńskiej, którzy zachowali się bardzo godnie i szlachetnie w stosunku do swojego kolegi w krytycznym dla niego momencie życia. Choć przegrali mecz z reprezentacją Finlandii, to jednak sam fakt, że pomimo wielkiego szoku jakiego doznali, byli w stanie kontynuować mecz, grając dla swojego wybitnego kolegi i przyjaciela z reprezentacji, czyni ich zwycięzcami tego przegranego meczu. Podobnie jak piłkarze z Finlandii, którzy zachowywali się godnie, współczując i przeżywając z niekłamaną empatią ten tragiczny wypadek na boisku. Oni również zasługują na słowa wielkiego uznania.

Są jednak jeszcze inni zwycięzcy tego sportowego, niezapomnianego w swej dramaturgii wydarzenia na boisku, mianowicie kibice na stadionie w Kopenhadze. Oni także pozostali na stadionie, przeżywając dramat, który rozegrał się na ich oczach. Nie poszli do domów lub do pubów na piwo, lecz czekali cierpliwie i w napięciu na wieści o stanie zdrowia Christiana Eriksena swojego idola, a po zakończonym meczu zgotowali aplauz zawodnikom obu drużyn i cieszyli się wieściami ze szpitala, które dawały nadzieję na to, że piłkarz, który wrócił do życia, wróci również do zdrowia. Czy wróci o wyczynowego sportu – trudne pytanie i za wcześnie wyrokować cokolwiek.

Aż trudno uwierzyć, że tak zdrowi i silni mężczyźni, jakimi są wyczynowi i zawodowi piłkarze, czasami doświadczają takich groźnych dla życia sytuacji. Znane są przypadki piłkarzy, którzy zasłabli na boisku i nie udało się ich uratować. Mimo szczegółowych badań lekarskich, prób wysiłkowych i sprawnościowych, również i im może się przytrafić niespodziewany atak serca, który może zabić. To nie są przecież maszyny nie do zdarcia, lecz ludzie z krwi i kości, którzy uprawiając sport wyczynowy, często przekraczają granice ludzkich możliwości. A to kosztuje – czasem życie.

Nie myślmy więc, że zawodowi piłkarze otoczeni sztabem lekarzy sportowych, masażystów, terapeutów i psychologów, nie są narażeni na takie niebezpieczeństwa. Również najsilniejszy, najbardziej wytrenowany, odporny i posiadający żelazną kondycję zawodnik może upaść, zemdleć lub nawet umrzeć na boisku. I tu kłania się zasada biblijna, która mówi: „Jeśli stoisz, uważaj abyś nie upadł”. Kiedy bowiem jesteśmy zbyt pewni siebie, swoich możliwości i odporności na zło, to wtedy możemy nagle potknąć się i boleśnie upaść. Szatan zrobi wszystko, by podstawić nam nogę, a potem będzie się szatańsko cieszył z naszego upadku. Dbajmy więc o naszą duchową kondycję i nie bądźmy zbyt pewni siebie. Liczmy raczej na Bożą pomoc i Jego możliwości, bo naszego Boga szatan nie jest w stanie pokonać!

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

Read More →
Exemple


Tytuł dzisiejszego felietonu jest cytatem z Pisma Świętego, dokładnie z Listu Ap. Pawła do Rzymian (12,14). W najnowszym przekładzie zdanie to brzmi: „Dobrze życzcie, a nie przeklinajcie”. Jest to nakaz biblijny dotyczący naszych relacji nie tylko z naszymi prześladowcami, ale także ze wszystkimi ludźmi, z którymi mamy na co dzień do czynienia.

Relacje międzyludzkie nie są nigdy łatwe i zawsze przyjemne bądź przyjazne. Czasem załazimy sobie za skórę, krzywdzimy się nawzajem, ponieważ jako ludzie mamy skłonności do czynienia zła. Powodów takiego stanu rzeczy jest bardzo wiele, natomiast w dużym uproszczeniu możemy powiedzieć, że jednych lubimy lub nawet kochamy, a więc miło czynić im dobrze i życzyć wszystkiego najlepszego. Są jednak tacy, którzy są nam nieprzychylni, z przeróżnych zresztą powodów robią nam krzywdę, ranią czasem do szpiku kości i dlatego mamy pokusę i skłonność, by ich przeklinać, a tym samym życzyć im wszystkiego najgorszego.

Słowo „błogosławić” znaczy: życzyć i pragnąć szczęścia oraz dobra bądź pomyślności dla drugiej osoby, natomiast słowo „przeklinać” – to w tym kontekście nie oznacza bynajmniej, że ktoś używa niecenzuralnych słów, ale znaczy o wiele więcej. Przeklinać – to pragnąć i życzyć komuś nieszczęścia, wszelkiego zła, to rzucanie klątwy lub uroku. Najczęściej towarzyszy temu złość i gniew wyrażany w ostrych słowach opisujących, czego życzy osoba przeklinająca temu, kogo przeklina a także wzywanie nadprzyrodzonych sił duchowych, by zrobiły z kimś porządek. „Oby spadł na niego grom z jasnego nieba” – oto przykład łagodnego sformułowania przekleństwa, w którym wzywane jest niebo do interwencji względem kogoś, kto nas prześladuje lub nas krzywdzi.

Tymczasem w Piśmie Świętym odkrywamy, że Pan Jezus nauczał, abyśmy kochali naszych nieprzyjaciół i modlili się o nich (Mt 5,44-45a), błogosławili albo inaczej życzyli dobrze tym, którzy nas przeklinają i krzywdzą nas lub szkodzą nam Ew. Łk 6,28). Gdzie możemy spotkać ludzi, którzy nas krzywdzą, przeklinają nas i są do nas nastawieni nieprzyjaźnie? W różnych miejscach. Zaś Pan Jezus nauczał, mówiąc: „Skoro Mnie świat nienawidzi, więc i was będzie nienawidził ze względu na Mnie” (Ew. Jana 15,18-19).

Czy przeklinanie może być obecne również w Kościele, wśród chrześcijan? Niestety, tak. Kontekst cytatu: „Błogosławcie, nie przeklinajcie” wskazuje, że konflikty między chrześcijanami w kościele w Rzymie musiały istnieć, skoro napominał ich i korygował ich relacje prosząc, by nie przeklinali, lecz błogosławili siebie nawzajem. Z kolei Apostoł Jakub w swoim liście napisał, że nie możemy jednymi ustami błogosławić Boga i jednocześnie przeklinać innych ludzi. „Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak, drodzy bracia [i siostry], być nie powinno” (List Jakuba 3,10). Jest to poważne ostrzeżenie dla nas wszystkich przed pokusą przeklinania w słowach.

Jaka więc winna być nasza postawa wobec tego nakazu: „Błogosławcie, nie przeklinajcie”? Otóż niektórzy chrześcijanie powiadają: Nie przeklinam nikogo, bo boję się Boga! I to jest właściwa postawa, jeśli oczywiście jest szczera i zgodna z tą deklaracją. Inni z kolei powiadają tak: „Błogosławię, ale nie wszystkim, bo przychodzi mi to z trudnością: niektórym nie jestem w stanie błogosławić, a czasem mam pokusę, by im złorzeczyć”. Dziś pragnę zachęcić siebie i was, Drodzy Czytelnicy, abyśmy potrafili wyłącznie błogosławić wszystkim, bo taka jest wola Boża wobec nas. Tym się mamy różnić od ludzi bezbożnych!

Są jednak i tacy ludzie, którzy mówią: „Ani nie błogosławię, ani nie przeklinam”. Taka postawa oznacza jednak obojętność, lekceważenie i ignorowanie innych, cichą i skrywaną pogardę, którą ktoś nosi w sercu, a zakrywa fałszywymi uśmiechami. Cóż więc z tego, że ktoś powiada na przykład w ten sposób: „Przebaczam krzywdzicielom, ale omijam ich potem z daleka i wciąż pamiętam o krzywdach, które mi wyrządzili”. Tacy postępują w myśl błogosławieństwa cara za „Skrzypka na dachu”. Rabbi, a czy masz jakieś błogosławieństwo dla cara? Tak. Panie Boże, błogosław cara i trzymają go jak najdalej od nas.

Z dzisiejszych rozmyślań wynika więc kilka ważnych wniosków. Po pierwsze: mamy błogosławić ludzi, a nie przeklinać ich, zarówno tych w świecie, jak i tych w kościele, bo taka jest wola Boga i Pana Jezusa wobec nas. On sam dał nam przykład, modląc się z krzyża o przebaczenie Boga względem oprawców, którzy Go torturowali, a w końcu ukrzyżowali. Po drugie: mamy dbać o czystość naszego serca, bo z niego pochodzą złe i dobre rzeczy, złe i dobre myśli oraz intencje, które możemy starannie ukrywać. Po trzecie: mamy dbać o czystość naszego języka, by z naszych ust nie płynęły zarówno błogosławieństwa jak i przekleństwa jednocześnie. „Ten jednak, który nie uchybia w mowie, jest człowiekiem doskonałym” – czytamy w Liście Jakuba (3,2).

Pamiętaj więc – drogi przyjacielu: jeśli przeklinasz, będziesz przeklinany, jeśli będziesz błogosławił i to będzie stylem twojego życia oraz wyznacznikiem twoich relacji ze wszystkimi ludźmi – błogosławieństwo będzie do mnie powracać. Tak więc – drodzy chrześcijanie: błogosławcie, a nie przeklinajcie!

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

Read More →
Exemple

Pan moim sztandarem

Kazanie pastora Andrzeja Seweryna pt. Pan moim sztandarem, wygłoszone w Kościele Droga Zbawienia w Białymstoku 30-go maja. Zapraszamy do oglądania. Kazanie z Białegostoku zaczyna się w 25,45 min.

Read More →
Exemple

W szkole życia


Matury już się właściwie skończyły, powoli zbliżają się wakacje, maturzyści kończą więc kolejny etapy swojej edukacji i przechodzą trudny moment wchodzenia w dorosłość. Będą teraz szukać nowego miejsca do życia, samodzielnej pracy oraz nowych perspektyw życiowego i intelektualnego rozwoju. Kończy się szkoła, za chwilę będą trzymali w rękach świadectwa dojrzałości i zacznie się szkoła życia – na własny rachunek i własną odpowiedzialność.

Już jakiś czas temu z dumą patrzyliśmy z żoną na naszą córkę, jak odbierała dwa dyplomy magisterskie i w ten sposób kończyła pewien ważny dla niej etap zdobywania wykształcenia. Zainwestowała wiele sił i czasu, by zdobyć nie tylko wiedzę, ale też inne niezbędne umiejętności, pracując w akademickiej bibliotece, a także – jako wolontariusz – z dziećmi mającymi za sobą trudne doświadczenia wczesnego dzieciństwa. Zdobyła nie tylko kolejne punkty do swojego CV, ale także kolejne życiowe doświadczenia, które z pewnością zaowocują w jej dalszym zawodowym życiu i karierze.

Kiedy ja studiowałem przed laty, nie było jeszcze Internetu i tak łatwego dostępu do wiedzy, jak to dzieje się obecnie. Jeden z moich profesorów na Uniwersytecie Warszawskim powiedział nam kiedyś na zajęciach zdanie, które do dziś pamiętam: „Nie chodzi o to, by wiedzieć wszystko. Sztuką jest wiedzieć, gdzie znaleźć to, czego będziemy w danej chwili potrzebować.

Minęło parę dekad i oto wiedzę mamy na wyciągnięcie ręki. Dosłownie. Nie trzeba wychodzić z domu, grzebać po bibliotekach, bo wystarczy kilka kliknięć myszką komputera i potrzebne nam informacje mamy wyświetlone na monitorze. A żeby było jeszcze wygodniej i jeszcze łatwiej, bezkresny ocean wiedzy nosimy w kieszeniach, bo mamy do niej dostęp dzięki telefonom komórkowym. Już wiemy, jak wiedzę znaleźć.

Teraz chodzi więc o coś bardziej ważnego i trudnego – trzeba nauczyć się myśleć i mądrze korzystać z tak łatwo dostępnej nam dzisiaj wiedzy. Tego nie nauczy nas komputer czy telefon komórkowy. Tu trzeba intelektualnego wysiłku, głębszych przemyśleń i wreszcie nauczenia się dokonywania słusznych wyborów oraz podejmowania życiowych, rozważnych decyzji. Potrzebny jest człowiek, doradca, mentor, mądry przyjaciel, a także umiejętność rozróżniania dobra od zła, prawdy od fałszu, tego co słuszne od tego co niesłuszne i niegodne człowieka myślącego. Nie bez znaczenia będzie więc również środowisko, jakie wybierzemy i w jakim będziemy się obracać, bo ludzie, z którymi przyjdzie nam żyć, będą mieli wpływ na nasz sposób myślenia i na styl naszego życia. O tym młodzi ludzie powinni pamiętać.

Podobnie rzecz się ma z duchową sferą naszego życia. Jak nigdy przedtem, mamy dzisiaj tak łatwy dostęp do Pisma Świętego, które możemy kupić w każdej księgarni czy kościele. W każdym formacie i kolorze okładki, dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Możemy mieć teksty biblijne i to w różnych przekładach, a także komentarze biblijne i słowniki w naszych telefonach komórkowych. Jeśli tylko chcemy z tego skorzystać – a powinniśmy.

Bo jako chrześcijanie – bez względu na wiek – potrzebujemy drogowskazu, wzorców i wartości, które pomogą nam poruszać się w tym skomplikowanym duchowo świecie. Mamy to wszystko dostępne na wyciągnięcie ręki – w Słowie Bożym! Nie możemy więc żyć z dnia na dzień, chaotycznie i bezrefleksyjnie, bo szkoła życia nie jest wcale łatwa i prosta. A trzeba tę szkołę ukończyć w dobrym stylu i nie zmarnować go, skoro otrzymaliśmy je od Boga jako najcenniejszy dar.

„Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały i do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany” – napisał Apostoł Paweł w 2 Liście do Tymoteusza (3,16-17). To Pismo Święte jest podręcznikiem i drogowskazem dla wszystkich chrześcijan, którzy chcą być uczniami Pana Jezusa i Jego naśladowcami. On sam zaś jest najlepszym Nauczycielem w szkole życia, w której – czy tego chcemy czy nie – wszyscy jesteśmy studentami. Chodzi tylko o to, abyśmy uczyli się pilnie, słuchali uważnie i poważnie naszego najlepszego duchowego Mentora. To będzie owocować w naszym życiu codziennym i przyniesie nam wiele błogosławieństw, a uchroni od wielu życiowych błędów i porażek.

Jeśli jednak nie będziemy dobrymi i pilnymi studentami w szkole życia, nigdy tej szkoły nie ukończymy z sukcesem. Nie będziemy robili postępów, nie będziemy się duchowo rozwijać, będziemy duchowymi karłami, których inni wyprzedzą, a my nie doświadczymy radości Apostoła Pawła, który u kresu swych dni napisał z dumą: „Toczyłem piękny bój. Bieg ukończyłem, wiarę zachowałem. Teraz czeka mnie wieniec sprawiedliwości, który w tym dniu da mi Pan” (2 Tym. 4,7-8).Drodzy Czytelnicy – życzę Wam powodzenia w codziennej szkole życia!

Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Grać do końca


Sport to taka dziedzina ludzkiej aktywności, która czasem pisze scenariusze przewyższające wyobraźnię najbardziej szalonych wizjonerów kina akcji. Ileż to razy przyszło nam oglądać filmy, w których na przykład ktoś rozbrajał tykającą bombę podłożoną w jakimś miejscu publicznym przez nawiedzonego szaleńca, który chciał w ten sposób zemścić się za swoje krzywdy i doznane nieszczęścia. Autorzy i scenarzyści konstruują takie sceny zazwyczaj w taki sposób, żeby napięcie sięgało zenitu. Dlatego jako widzowie zaciskamy zęby, wstrzymujemy oddechy, bo sekundy dzielące od eksplozji mijają w zawrotnym tempie, a życie saperów albo głównych bohaterów filmu wisi na włosku. Który kabel przeciąć: czerwony czy niebieski?  Ręka drży i w końcu następuję przecięcie. Bomba zostaje rozbrojona, zaś zegar zapalnika zatrzymał się czasem na ostatniej lub przedostatniej sekundzie.

Oddychamy wtedy z wielką ulgą, bo choć są to historie fikcyjne, to jednak wciągają nas emocjonalnie, a widzowie lubią przeżyć trochę podwyższonej adrenaliny. Zdajemy sobie sprawę, że jest to w końcu rozrywka z dreszczykiem, która nijak się ma do rzeczywistości i choć prawdziwi saperzy rozbrajają różne ładunki wybuchowe, to chyba nie czekają z ostateczną decyzją, który kabel przeciąć, do ostatniej sekundy. Tak czy owak – saper myli się tylko raz.

Miało być jednak coś ze sportu, a nie z życia saperów, więc przejdę od razu do rzeczy. Otóż sądzę, że wielu kibiców piłki nożnej – nie tylko w naszym kraju – obserwowało niesamowity sezon, jaki rozegrał nasz rodak i kapitan polskiej reprezentacji – Robert Lewandowski. Najpierw zgarnął on wiele wspaniałych trofeów z tytułem najlepszego piłkarza świata na czele, ale to nie było wszystko, na co go stać. Otóż w Bundeslidze tykał jeszcze jeden zegar zliczający kolejne bramki zdobyte przez napastnika Bayernu Monachium w kolejnych meczach ligowych. Z każdym niemal meczem pan Robert zbliżał się do magicznego rekordu ilości strzelonych bramek w jednym sezonie niemieckiej ekstraklasy, który od 49 lat należał do legendarnego napastnika i wybornego strzelca Bayernu Gerda Muellera. Ten genialny piłkarz zdobył ich aż 40 i wynik ten był nie do pobicia przez prawie 5 dekad, a sam rekordzista urósł do rangi bożyszcza i legendy niemieckiego futbolu.

Ale – jak to bywa w dynamicznych filmach akcji – kontuzja, jakiej doznał kapitan naszej narodowej jedenastki w niedawnym meczu z Andorą, zdawała się pozbawić go tej szansy pobicia rekordu wielkiego Gerda. Pan Robert wrócił jednak po przerwie do gry i w kilki kolejnych meczach doszedł do magicznej 40-tki goli, zrównując się tym samym z idolem sprzed pół wieku. Pozostał jeszcze ostatni mecz, a wraz z nim ostatnia szansa na pobicie tego wyśrubowanego rekordu. I ten mecz został rozegrany w ostatnią sobotę.

Był to z jednej strony dziwny, a z drugiej strony niezwykły i dramatyczny mecz, o którym kibicie nie tylko w Polsce i w Niemczech będą długo pamiętać i wspominać. Dziwny dlatego, że Bayern Monachium miał już wcześniej zapewnione kolejne mistrzostwo w Bundeslidze, zaś FC Augsburg miał także pewne miejsce w tabeli osiągnięć najlepszych niemieckich klubów piłkarskich. Był to więc mecz o przysłowiową pietruszkę, a jednak oczy milionów kibiców były skierowane na ten ostatni mecz w Monachium. Smaczku dodawał fakt, że naprzeciw Roberta Lewandowskiego w bramce gości stanął również nasz rodak Rafał Gikiewicz, który jako rasowy i lojalny wobec swojej drużyny sportowiec postanowił za wszelką cenę utrzymać czyste konto, czyli przeszkodzić swojemu utytułowanemu koledze w pobiciu rekordu i zdobyciu kolejnego gola.

Mecz ten był zresztą bardzo zacięty i obfitował w wiele akcji na bramkę Augsburga, a ich bramkarz, choć w ciągu prawie całego meczu puścił już 4 gole, to jednak obronił fenomenalnie aż 6 strzałów snajpera Bayernu. Mecz więc zbliżał się do końca i z każdą minutą topniały szanse i nadzieje na to, że Robertowi Lewandowskiemu uda się strzelić choćby jednego upragnionego gola. Tymczasem zdarzyła się dosłownie ostatnia w tym meczu sytuacja podbramkowa i ten upragniony gol wpadł dosłownie w ostatnich sekundach, gdyż zaraz potem sędzia odgwizdał koniec tego meczu. Cóż za dramaturgia! Gdyby coś takiego wydarzyło się w filmie, uznalibyśmy to za kiczowate i zupełnie nieprawdopodobne zakończenie. Ale tak było naprawdę i nie było w żaden sposób wyreżyserowane, bo bramkarz Augsburga minimalne nie dosięgnął dobitki.

Powszechnie uważa się, że szczególnie reprezentacja Niemiec słynie z tego, że gra konsekwentnie i do samego końca każdego meczu. Robert Lewandowski nauczył się tego od swoich niemieckich kolegów i zademonstrował nam konsekwentną grę do samego końca. Oczywiście, że miał przy tym szczęście, ale jak to się mówi w sporcie – szczęście zwykle sprzyja lepszym!

Przyznam, że szczerze kibicowałem naszemu genialnemu piłkarzowi, bo jest on nie tylko wzorem sportowca na boisku, ale też człowieka z klasą i pokorą również poza nim. Wzór dla wszystkich młodych piłkarzy i sportowców w szczególności. Dla mnie natomiast historia jego kariery piłkarskiej jest dla mnie obrazem tego, jak bardzo w życiu liczy się konsekwencja, ciężka praca, wytrwałość w dążeniu do ambitnych celów aż do końca. Takie cechy powinien mieć każdy chrześcijanin, który poważnie traktuje swoje duchowe życie z Bogiem. Tylko ten, kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony! Można bowiem dobrze zacząć, a potem zniechęcić się, zaniedbać w rozwoju duchowym i nie grać do końcowego gwizdka z wiarą i nadzieją, że osiągnę swój ambitny cel – ten najwyższy! Na przekór wielu duchowym przeciętniakom, których pełno wokół nas!

Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Morze, góry i Mazury


Jedną z dziedzin sportu, w której Polacy odnieśli wiele spektakularnych sukcesów, jest himalaizm, czyli zdobywanie najwyższych szczytów świata – latem i zimą. Takie nazwiska jak: Wanda Rutkiewicz, Krzysztof Wielicki, Jerzy Kukuczka czy Leszek Cichy – wpisały się złotymi zgłoskami na kartach historii światowego himalaizmu. Jako zwyczajni ludzie zadajemy sobie czasem pytanie: co nieodparcie ciągnie największych wspinaczy górskich na najwyższe szczyty i dlaczego ryzykują własnym życiem podejmując coraz bardziej niebezpieczne wyzwania na granicy ludzkich możliwości? Doświadczanie majestatu piękna niebotycznych szczytów, przezwyciężanie swoich własnych ograniczeń, przygoda, współzawodnictwo, pasja?  Pewnie wszystkie te czynniki razem.

 Dzisiaj będzie o górach i Mazurach, ponieważ wiele osób zadaje sobie teraz pytanie: gdzie najlepiej spędzić zbliżające się wakacje? Czy wybrać się na wycieczkę lub wczasy za granicę do ciepłych krajów, choć to nadal nie będzie tak łatwe jak dawniej z powodu pewnych obostrzeń związanych z podróżami – szczególnie lotniczymi? Czy też pozostać w kraju i zaszyć się gdzieś nad morzem, skoro zapowiadają ponoć upalne lato, a może w górach? A najlepiej na Mazurach – tak osobiście uważam.

Jedni bowiem lubią szum morskich fal i kąpiele w słonej wodzie, inni nostalgię i spokój nad mazurskimi jeziorami, oczywiście nie tymi obleganymi przez ludzi, bo tam spokoju i nostalgii latem nie uświadczysz. Jeszcze inni z kolei wolą góry, wspinaczki, czasem zmagania z niebezpieczną pogodą i inne przygody na górskich szlakach. Wszystko jest kwestią własnych upodobań i doprawdy trudno odkryć, dlaczego jedni lubią wodę, nieważne czy jest ona słona czy słodka, a inni skały i wchodzenie z wielkim wysiłkiem na niższe czy wyższe szczyty. Natomiast szczytem bezmyślności jest ciągłe siedzenie przed telewizorem i nieruszanie się wcale, choć niestety taką „dyscyplinę” uprawia całkiem sporo ludzi. I niech mi nie mówią, że ich nie stać na wycieczki i wakacje, bo na spacer do lasu można się wybrać nie raz i to bez wielkich nakładów finansowych.

A skoro zacząłem od himalaizmu i zdobywania najwyższych szczytów świata, więc chciałbym powiedzieć, że o górach można przeczytać w Biblii wielokrotnie. Tylko w Starym Testamencie słowo „góra” występuje ponad 500 razy. Ponadto warto wiedzieć, że góry albo szczyty mają głęboki sens teologiczny, symbolizują one bowiem bliskość Boga i człowieka oraz miejsca objawienia Bożej prawdy. Tak było na górze Synaj, gdzie Pan Bóg objawił Mojżeszowi i Izraelowi swoje Prawo (Wj r. 19-20). Z kolei na górze Moria Abraham był gotów złożyć syna Izaaka na ofiarę Bogu (Rdz r. 22). Po wielu latach obudowano to miejsce i zbudowano tam święte miasto Jerozolimę. Na szczycie góry Karmel Eliasz modlił się o deszcz, a wcześniej pokonał 450 proroków Baala (1 Król r.18).

Również w Nowym Testamencie spotykamy górę przemienienia, Górę Oliwną, górę Golgota czy też inne góry, gdzie Jezus szedł, by mieć rozmowę z Bogiem Ojcem na osobności. Wszystkie te miejsca łączy to, że na szczytach gór ludzie doświadczali szczególnych przeżyć z Bogiem, który był blisko nich! Były to jednak chwile szczególne, spędzane najczęściej na osobności, a nie w rozentuzjazmowanym tłumie, po których musieli schodzić w dół i prowadzić życie w dolinach. Ludzie nie mieszkają przecież na szczytach gór, bo tam jest niedostatek tlenu, panuje niska temperatura i brakuje pożywienia. Ludzie mieszkają w dolinach, gdzie budują domy, gdzie jest dość wody i pożywienia oraz jest ciepło i przyjaźnie.

Z symboliki górskich szczytów jako szczególnie wzniosłych przeżyć duchowych z Bogiem wynika ciekawa lekcja dla nas. Potrzebujemy takich chwil, nie w tłumie, ale sam na sam z Bogiem. Nie możemy jednak żyć tylko takimi wzniosłymi chwilami. Trzeba ze szczytów naszych duchowych uniesień wracać w dolinę naszej codzienności i żyć w sposób święty i podobający się Bogu, który zachęca nas, „abyśmy prowadzili życie ciche i spokojne, z całą pobożnością i godnością” (1Tym 2,2). Jeden z poetów- pieśniarzy napisał: „Po prostu z Jezusem żyć, zwyczajnie, bez wielkich słów, każdy dzień powierzać Mu, zawsze przy Nim być”.

Czy spędzasz czas z Bogiem na osobności i czy są to dla ciebie wzniosłe chwile na duchowych szczytach? Czy masz świadomość, że trzeba umieć żyć również i przede wszystkim w dolinie i na nizinach – tam okazywać się człowiekiem wiernym Bogu, żyjącym bez wielkich słów i egzaltacji, lecz w duchu wiernej miłości do Stwórcy? Psalmista powiedział: „Oczy moje wznoszę ku górom. Skąd nadejdzie mi pomoc? Pomoc moja jest od Pana, który uczynił niebo i ziemię” (Psalm 121,1-2) Skąd ty oczekujesz pomocy, kiedy w dolinie twojego życia zapada mrok lub ciemność? Czy potrafisz przejść przez nią zwycięsko – z wiarą i całkowitym zaufaniem do Pasterza twojej duszy?

W sensie duchowym my wszyscy powinniśmy więc kochać „góry”, by być bliżej Boga i doświadczać ekscytujących chwil w Jego obecności. Ale sztuką jest życie w dolinie, zwyczajnie i na co dzień z moim Bogiem. Najlepiej na Mazurach…

Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Kobieca uległość


Niejeden z nas otrzymuje maile czyli pocztę elektroniczną. Różne są to listy. Czasem miłe od życzliwych ludzi, czasem drażniące lub wręcz niemiłe od ludzi nieżyczliwych lub wręcz niewychowanych. Odpisywanie na te listy to też sztuka, a nasze odpowiedzi są wyrazem kultury osobistej bądź wiedzy, a czasami naszej życiowej dojrzałości lub ugruntowanej duchowości.

Kiedy ostatnio prowadziłem online studium biblijne z grupą ludzi i poruszaliśmy temat relacji małżeńskich Abrahama i jego żony Sary, wtedy poruszyliśmy również kwestię uległości żon względem swoich mężów, o czym czytamy w Piśmie Świętym. Jedna z uczestniczek nie zabierała specjalnie głosu w czasie tego interaktywnego studium, jednak napisała do mnie maila z bardzo ciekawymi i mądrymi przemyśleniami na ten temat. Postanowiłem, zresztą za jej zgodą, zacytować w pełni jej wypowiedź, którą warto rozważyć. Oto ona:

„Kilka słów na temat uległości. Chciałam się podzielić paroma przemyśleniami, ponieważ nie za bardzo lubię zabierać głos na forum publicznym. Pozostałe panie również nie lubią się wypowiadać na ten temat, bo „uległość” źle się kojarzy – myślę, że z typem bezradnej ofiary, a spacyfikowani feministycznym kijem panowie nie chcą się narażać, i dyplomatycznie milczą. A to naprawdę nie jest kontrowersyjny temat.

Czym jest jednak uległość kobiety wobec mężczyzny? Absolutnie nie jest to rola potakiwacza: „Tak mężu, masz rację, mężu, jak sobie życzysz, mężu”. Czy Sara taka była? Absolutnie nie. I bardzo dobrze, bo kobietę (i mężczyznę) o temperamencie kuchennego zydla można znieść przez parę dni. Może kilkanaście, jeżeli ktoś miał wcześniej nadmiernie kłótliwą niewiastę. Kobieta ma prawo, i też musi, kwestionować kontrowersyjne pomysły męża dotyczące ich domu i wspólnego życia, a mąż powinien wysłuchać swojej kobiety, gdyż niestety zdarza się panom mieć pomysły zarówno genialne, jak i też takie nieszczególnie lotne. Zasada jest prosta: obie strony muszą zachować szacunek i życzliwość nawet w najtrudniejszych chwilach, ale ostateczną decyzję podejmuje mężczyzna, i kobieta powinna tę decyzję uszanować. Dlaczego? „Jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać”. Dwóch kapitanów na statku to dryf na skały.

Co więcej, kapitana statku wybiera kobieta. To ona decyduje się na związek z tym czy innym, to kobieta mówi „tak”. I kobiety raczej szukają mężczyzn silniejszych od siebie – zarówno fizycznie, jak i intelektualnie (co jest zarówno logicznie jak i biologicznie uzasadnione). Nie zawsze się to udaje, ale sprytny nawigator może potem wspomagać kapitana, jeśli ten drugi nie do końca ogarnia żyrokompas. Ale od samego początku przewodnik stada jest jeden i wyznacza go kobieta. Późniejsze kwestionowanie jego przywództwa, to kwestionowanie własnego wyboru.

Czy bycie kapitanem jest łatwe? Nie, nie i jeszcze raz – nie. Podejmowanie ważnych decyzji naprawdę jest trudne, rzadko kiedy jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkie konsekwencje. I to osoba, która te ostateczne decyzje podejmuje, zmaga się później z poczuciem klęski, być może też z wyrzutami żony i całej rodziny. W Polsce ponad trzy czwarte samobójstw popełniają mężczyźni. Mimo swojej siły i domniemanej odporności psychicznej, w porównaniu z wrażliwością i emocjonalnością kobiet, to nie są cyborgi. I też potrzebują wsparcia, znacznie większego, niż się kobietom wydaje. Dom, w którym panuje miłość, życzliwość i zgoda to twierdza, w której każdy rycerz nabierze sił do walki z kolejnym dniem. A kobieta której mąż, mimo przeciwności losu, nie poddaje się, również czerpie z tego siłę. Wspaniałe sprzężenie zwrotne.

Na koniec: młode dziewczyny, chrześcijanki, powinny szukać chrześcijan na partnerów, bo uległość wobec mężczyzny ze świata może się skończyć śmiercią duchową albo nieustanną walką. Kobiety zaś, których mężowie są na duchowych bezdrożach, mogą znaleźć nadzieję w liście Apostoła Piotra: „Żony niech będą poddane swoim mężom, aby nawet wtedy, gdy niektórzy z nich nie słuchają nauki, przez samo postępowanie żon zostali [dla wiary] pozyskani bez nauki, gdy będą się przypatrywali waszemu, pełnemu bojaźni, świętemu postępowaniu.” Z tego płynie również wniosek: naszą ostateczną instancją i kierunkowskazem jest Bóg. Nadrzędność Boga i jego przykazań unieważnia wszelkie decyzje i wymagania, które Jego prawa łamią. Ktokolwiek – nieważne czy mąż, czy ojciec, czy przyjaciółka – ma takie oczekiwania wobec nas, mamy prawo zaprotestować z całą mocą i o żadnej uległości nie może być mowy”.

To ciekawe przemyślenia, prawda? Tym bardziej, że napisała to kobieta o imieniu Dorota. Bo kiedy mówią o tym mężczyźni, mogą być mniej wiarygodni – czyż nie tak?

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

 
Read More →
Exemple

Życiowe sekrety


Ponieważ ostatnią majówkę mieliśmy „pod psem” bo pogoda była paskudna, więc w czasie odpoczynku oglądałem program telewizyjny, który nosił tytuł: „Sekretne życie kotów”. Dwoje sympatycznych weterynarzy prowadzi swoistą klinikę, w której badają oni życie i zachowanie kotów różnych właścicieli.

Życie i zachowanie dzikich zwierząt jest zwykle fascynujące i czasem warto obejrzeć ciekawy film przyrodniczy, w którym można poznać tajniki życia różnych, czasami bardzo egzotycznych zwierząt. Jeśli do tego komentarz w takich filmach czyta Krystyna Czubówna ze swoim niepowtarzalnym i ciepłym głosem, to mamy wtedy ucztę dla oka i ucha, a przy tym nową wiedzę o naszych „mniejszych braciach”.

Kiedy jednak mamy na myśli naszych czworonożnych domowników, to wydaje się, że o swoich pupilkach, psach lub kotach, wiemy już niemal wszystko. Tymczasem okazuje się, że szczególnie koty prowadzą często swoje sekretne i zaskakujące, nocne życie. Ich właściciele mają więc mgliste pojęcie o tym, co dzieje się z ich mruczkami, gdy zapada noc, a one opuszczają dom czy mieszkanie.

Tych dwoje weterynarzy, którzy naukowo badają zachowanie kotów, pomaga właścicielom odkryć tajemnice ich podopiecznych, przytwierdzając do obroży nadajnik GPS wraz z kamerką. Te urządzenia rejestrują nie tylko miejsca, które te zwierzaki odwiedzają po nocach, ale także pokazują dystans i szlaki, jakimi koty poruszają się najczęściej. Ku zaskoczeniu opiekunów tych domowych „sierściuchów” okazuje się, że ich pupile pokonują czasem po 10 km w ciągu jednej nocy i oddalają się od domów swoich właścicieli na dość znaczną odległość. Przechodzą one czasem przez ruchliwe jezdnie, szukając ustronnych miejsc albo innych misek z kocim żarciem, bo jak wiadomo – każdy kot chodzi własnymi drogami.

Wiadomo jednak, że nie tylko koty mają swoje słodkie tajemnice i swoje sekretne życie. Podobnie rzecz ma się również z ludźmi. Są bowiem tacy, którzy na pozór prowadzą bardzo zorganizowane i porządne życie, gdy tymczasem okazuje się, że mają też swoje tajemnice, czasem dość mroczne i wstydliwe. Prowadzą bowiem podwójne albo hulaszcze, nocne życie gdzieś z dala od swojego domu i swoich bliskich. Kiedy zaś te zakulisowe sprawy wychodzą na jaw, wtedy mamy do czynienia ze skandalem, a potem nieszczęściem i rozpadem rodziny lub małżeństwa. Wiedzą o tym sporo na przykład sędziowie sądów rodzinnych, którzy rozpatrują sprawy rozwodowe, albo policjanci lub prywatni detektywi, którzy śledzą drogi i postępki ludzi, których partnerzy czy małżonkowie przestali mieć do nich pełne zaufanie. Prawda, która wtedy wychodzi na jaw, jest często szokująca i bardzo bolesna.

Wiele nieszczęść i ludzkich tragedii dzieje się wtedy, kiedy ludzie ukrywają swoje występki, dopuszczają się potajemnie wielu niegodziwości i złych rzeczy, a wszystko to dzieje się pod osłoną nocy, zawoalowane mrocznymi kotarami kłamstwa i udawania, że wszystko jest w ich życiu w porządku. Tyle tylko, że wyrzuty sumienia nie pozwalają im spokojnie zasnąć, a życie w ustawicznym stresie, że ktoś odkryje czyjąś mroczną i wstydliwą prawdę, zwykle budzi lęk przed zdemaskowaniem i utratą poczucia bezkarności.

Człowiek potrafi jednak łudzić się, że choć tylu przestępców złapali i ukarali, to jednak mnie nigdy nie aresztują. Tylu mężom żony udowodniły zdradę, ale mojej zdrady moja żona nie odkryje, bo dobrze się ukrywam i maskuję. Tylu nietrzeźwych kierowców policja zatrzymała i zabrała im prawo jazdy, ale mnie nigdy nie złapią i nie dam się nakryć na tym procederze, bo ja właściwie to zawsze jestem trzeźwy, chyba że po jednym piwku  i tak dalej….. i tak dalej…..

Może nikt nigdy nie dowie się o czyimś podwójnym życiu, może policja nie przyłapie na gorącym uczynku i nie ukarze, może komuś się upiecze, ale do czasu. A nawet gdyby, to warto byłoby pamiętać, że oczy Pana Boga, naszego Stwórcy, widzą wszystko, wszędzie i także w najgęstszej ciemności. Dla Niego nie ma żadnych tajemnic, o których by nie wiedział, bo jest On Bogiem Wszechwiedzącym i Wszystkowidzącym. Nie musi więc przypinać nam nadajnika GPS czy małej kamerki, by wiedzieć co robimy, kiedy nas nikt nie widzi, a nasza rodzina i znajomi są daleko od nas. Każdy z nas jest przed Nim jak otwarta księga, którą czyta bez trudu i czyta wszystko.

Będzie więc kiedyś taki dzień, kiedy wyświetli nam wszystkie filmiki ze swojej ukrytej kamery i w ten sposób udowodni nam, że nasze życie było albo uczciwe i transparentne, że mieliśmy jedną twarz i nie prowadziliśmy podwójnego życia, albo podłe i nikczemne, choć nikt z ludzi nas na tym nie nakrył. Warto o tym pomyśleć, zacząć pokutować i zaprzestać rzeczy, które ukrywamy, bo się ich wstydzimy. Zróbmy to nie tylko dla własnego dobra, ale również dla dobra naszych bliskich i przyjaciół. Oby nie doznali zaskoczenia i szoku, kiedy nasze sekretne życie wyjdzie na jaw. Nie miejmy więc żadnych mrocznych tajemnic ani przed nimi, ani przed Bogiem.

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

Read More →
Exemple

Długi i kredyty


Tak to już bywa, że nasze potrzeby i oczekiwania od życia przerastają często nasze możliwości finansowe. Staramy się zarabiać na chleb i nie tylko, czyli na nasze podstawowe życiowe potrzeby, ale mamy jeszcze zachcianki, plany, marzenia i potrzeby wyższego rzędu, a wszystko to kosztuje. Pismo Święte uczy nas jednak, żebyśmy poprzestawali na tym, co mamy i mogli się tym cieszyć, wszak „pobożność jest prawdziwym zyskiem, jeżeli łączy się z umiarem (…). Jeśli więc mamy strawę i odzienie, przyjmijmy to z zadowoleniem” – jak pisał Apostoł Paweł (2 Tym 6,6 i 8).

Żyjemy jednak w epoce obfitości dóbr wszelkiego rodzaju, zapomnieliśmy już o tym, czym jest niedostatek żywności oraz innych dóbr konsumpcyjnych. Wszystkiego mamy aż w nadmiarze w sklepach, magazynach, hurtowniach i wszystko możemy kupić sobie bez większych trudności, nawet na telefoniczne zamówienie.

Problem jednak w tym, że nie na wszystko nas stać, a jeśli do tego inni mają więcej od nas, niełatwo poprzestać na tym, co mamy. Chcemy innym dorównać lub ich nawet przegonić. Dlatego też pożyczanie pieniędzy od innych znane jest od tysiącleci, a z pożyczaniem łączy się również kwestia oddawania pożyczek i spłacania zaciągniętych długów.

Pamiętam czasy, kiedy systemy bankowe nie były tak rozwinięte, nie było wtedy bankomatów i kart kredytowych. Oczywiście, że ludzie brali pożyczki w bankach, szczególnie hipoteczne, bo przystępowali do budowy własnego domu i potem przez wiele lat spłacali je co miesiąc.

Dawniej ludzie dość często pożyczali pieniądze od innych ludzi – członków rodziny czy przyjaciół. Bez procentu bankowego, bez żadnych umów czy spisanych aktów notarialnych. Ludzie chyba bardziej niż dzisiaj ufali sobie, co nie znaczy wcale, że wszyscy i w terminie spłacali zaciągnięte pożyczki. To czy, ktoś wywiązywał się z tych obowiązków, czy też zwlekał ze spłatą, albo wręcz nie oddawał i przez to krzywdził tego, kto mu pożyczył, zależało od zwyczajnej ludzkiej uczciwości, szacunku do danego słowa, że oddam i zwrócę w terminie i co do grosza. Nie każdy taką uczciwość i moralność posiadał, stąd zdarzały się ewidentne nieuczciwości, bo łatwo jest pożyczyć, ale o wiele trudniej oddać.

Dziś nie mówimy zbyt często o pożyczkach od innych ludzi, lecz mówimy o kredytach zaciąganych w bankach, o nadużywaniu kart kredytowych i debetów, bo tak łatwo pójść do bankomatu i wyciągnąć potrzebną sumę, lub skusić się na chwilówkę. Trzeba to jednak później spłacić, a żaden bank nie okaże sentymentów i nie będzie czekał cierpliwie, lecz jeszcze dorzuci odsetki za zwłokę. Wtedy tak łatwo wpaść w spiralę kredytową i życiowe nieszczęście gotowe.

Kiedy ludzie pożyczali pieniądze od innych ludzi, zdarzało się czasem co innego. Otóż bywało, że ten kto pożyczył wpadał w takie życiowe kłopoty, że nie był w stanie – mimo szczerych chęci – spłacić swojego długu. Prosił więc pożyczkodawcę o wykazanie cierpliwości i przedłużenie terminu spłaty, na co ten musiał się zgodzić i czekać cierpliwie. Kiedy jednak sytuacja człowieka, który pożyczył nie poprawiała się, bądź w jego życiu zaszły dodatkowe, trudne okoliczności, wtedy pożyczkodawca czasem okazywał wspaniałomyślność i umarzał zaciągnięty u niego dług. Łatwo się domyślić, jaką wdzięczność musiał czuć człowiek, któremu ktoś darował dalsze spłaty.

W jednej ze swoich przypowieści sam Pan Jezus mówił o kimś, kto darował jednemu większy dług, a drugiemu mniejszy i zapytał faryzeusza Szymona: Jak myślisz, który z tych dwóch będzie go bardziej miłował? Padła słuszna odpowiedź: Ten, któremu więcej umorzył (Ew. Łukasza 7,41-43).  Co Jezus chciał powiedzieć i czego nauczyć faryzeusza, który zaprosił Go do domu na posiłek?

Otóż zjawiła się tam pewna grzeszna kobieta, która siadła u stóp Jezusa, rozpłakała się, otarła włosami łzy spadające na stopy Jezusa i całowała je z czułością, namaszczając olejkiem. Dlaczego tak się zachowała? Otóż dlatego, że Jezus przebaczył jej wiele grzechów, więc w tak szczególny sposób okazała Mu swoją wdzięczność i miłość. Faryzeusz tymczasem potraktował Jezusa w mniej troskliwy sposób, bo widział w Nim tylko człowieka, nawet nie proroka, a ponieważ sam czuł się święty i sprawiedliwy, więc uważał, że Pan Bóg nie miał zbyt wiele okazji, by mu cokolwiek wybaczyć. Dlatego nie miłował Jezusa tak jak ta kobieta. Usłyszał więc od Nauczyciela: „Mocno Mnie pokochała, bo przebaczono jej wiele grzechów. Komu mało się przebacza, słabo kocha” (Ew. Łuk 7,47).

Mamy więc tutaj ważną duchową lekcję: każdy z nas potrafi na tyle kochać Zbawiciela, na ile ma świadomość, że Jezus tak wiele mu darował, czyli przebaczył! Taką świadomość nosi w sercu tylko ten, kto potrafi nazwać swoje grzechy po imieniu, a potem idzie do Jezusa po przebaczenie. Otrzymując darowanie win, będziesz czuć wielką wdzięczność do Jezusa, która przerodzi się niekłamaną miłość do Niego. Trzeba jednak wiary, że On może tego dokonać w twoim życiu, a kiedy to się stanie, wtedy usłyszysz, jak ta kobieta: „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju” (Ew. Łuk 7,50).

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

Read More →
Exemple

Zadumanie przy goleniu


Ktoś obliczył, że każdy człowiek przegląda się w lustrze co najmniej 10 razy dziennie, a niektórzy nawet do 70 razy, wliczając w to przeglądanie się w szybach wystawowych, lusterkach wstecznych w autach czy ekranach smart fonów. Dlaczego zazwyczaj stajemy przed lustrem? Nie tylko dla samozachwytu lub rozbudzania w sobie niepotrzebnych kompleksów, ale przede wszystkim po to, by upewnić się, że wyglądamy porządnie i schludnie, zanim wyjdziemy z domu i pokażemy się innym ludziom.

 Za nierozsądnego lub lekkomyślnego uznalibyśmy człowieka, który – przygotowując się z rana w łazience do funkcjonowania w nowym dniu – dostrzegł w lustrze swoje rozczochrane i nieuczesane jeszcze włosy, przekrzywiony krawat, przygięty kołnierzyk w koszuli, lecz nie zareagował na te mankamenty swojego wyglądu, nie poprawił fryzury i krawatu, a następnie udał się na jakieś ważne i prestiżowe spotkanie.

Najbardziej naturalną reakcją każdego rozsądnego i dbającego o siebie człowieka jest natychmiastowe poprawianie swoich braków, które dostrzegamy w lustrze. Tylko ludzie próżni patrzą w nie z subiektywnym samouwielbieniem, zachwycając się wyłącznie sobą. Ale są również i tacy, którzy patrząc w lustro załamują się, wpadają w jeszcze większe kompleksy i czasem zaczynają wręcz nienawidzić samych siebie. „O, jaki jestem gruby (-a)! Jaki jestem stary i brzydki!!”.

W wielu przypadkach jest to dość obiektywna samoocena, ale nierzadko również bardzo subiektywna i nie odpowiadająca prawdzie. Wszak każda wychudzona anorektyczka, na której widać tylko skórę i kości, patrząc w lustro powie przerażona, że nadal jest gruba i tłusta, więc musi przestać jeść! Tylko czy tak jest naprawdę?

Jeśli jednak dostrzegamy w lustrze, że nasz wizerunek jest niedoskonały, to zazwyczaj poprawiamy detale naszego wyglądu czy fryzury. Niektórzy mężczyźni golą się starannie, kobiety poprawiają makijaż i dopiero po sprawdzeniu i upewnieniu się, że wszystko jest w porządku, udają się do pracy czy na ważne spotkanie.

Gdy ktoś stojąc przed lustrem pomstuje na samego siebie, że jest otyły i tak jest w rzeczywistości, to nie należy biadolić i użalać się nad sobą, bo od tego nie schudniemy. Trzeba się wziąć w garść, zmienić dietę, zadbać o ruch, spacery i zacząć wreszcie jeść po to, by żyć, a nie żyć po to, by jeść! Nie każdy jednak znajdzie w sobie siłę i motywację, by się właściwie odżywiać i prowadzić zdrowy styl życia.

Jeśli więc dostrzegasz w lustrze, że masz przybrudzoną twarz, to po prostu niezwłocznie się umyj! Jeśli masz rozczochrane włosy – natychmiast chwyć za grzebień czy szczotkę do włosów! One same się nie uczeszą. Po to mamy lustra – zwykle w łazience, bo tam szczególne z rana (ale nie tylko) sprawdzamy stan swojego zewnętrznego wyglądu. Lubimy zresztą patrzeć na ludzi schludnych i dbających o siebie na co dzień. I takimi mamy być!

To ciekawe, że o lustrze mowa jest w Nowym Testamencie tylko raz, mianowicie w Liście Jakuba i to w bardzo ciekawym kontekście. Oto ten fragment, który pragnę zacytować: „Bądźcie także wykonawcami Słowa, a nie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. Słuchacz Słowa, w przeciwieństwie do wykonawcy, przypomina człowieka, który przygląda się swojej twarzy w lustrze. Przyjrzał się, odszedł i zaraz zapomniał, jak wygląda” (Jak 1,22-24).

Wielu chrześcijanom wydaje się, że kiedy poszli w niedzielę do kościoła i posłuchali kazania czy homilii swojego duchownego, to już wystarczy i Pan Bóg powinien być z nich w pełni zadowolony. List Jakuba uczy nas jednak, że taka postawa jest samooszukiwaniem się.  Samo słuchanie Słowa Bożego bowiem nie wystarcza! Dlaczego? Bo nie czyni to żadnej pozytywnej zmiany w naszym życiu, w naszej duchowości, moralności czy etyce codziennego życia!

Jeśli tak podchodzimy do Słowa Bożego, że bywamy jedynie biernymi słuchaczami, to jesteśmy podobni do człowieka, który popatrzył na siebie w lustrze, niczego nie poprawił i nie zmienił w sobie, lecz zapomniał o tym i odszedł. Czasem Bóg do nas przemawia w różny sposób, ale nie bierzemy sobie do serca Jego wskazówek, przykazań czy napomnień, lecz wracamy do swoich przyzwyczajeń, nawyków i grzechów, a nasze życie nie zmienia się ani trochę.

Tymczasem Pan Bóg oczekuje od nas, że będziemy nie tylko słuchaczami, ale przede wszystkim wykonawcami tego, czego uczy nas w swoim Słowie. A więc nie tylko słuchaj, ale również czyń to, o czym słyszysz, a wtedy zobaczysz, że twoje życie zacznie się zmieniać! Przypomnij sobie o tym, gdy znowu staniesz przed lustrem.

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

Read More →
Exemple

Recepta na długowieczność


Mój teść przekroczył już 90-tkę, coraz częściej trafiają się ludzie, których długowieczność zadziwia. Mówimy czasem, że kiedyś był naturalny przesiew, a wojny, głody i epidemie przeżywali najsilniejsi. Dlatego takie jednostki żyją długo i zadziwiają kondycją fizyczną oraz trzeźwością umysłu.

Ludzie podają różne przepisy na długowieczność. Albo więc słyszymy o codziennych drinkach królowej angielskiej Elżbiety II (nota bene najstarszej i najdłużej panującej monarchini we współczesnej Europie), albo o zamiłowaniu innych do herbat ziołowych, warzyw czy owoców. Nie bez znaczenia jest również codzienny ruch na świeżym powietrzu i wiele innych czynników, które utrzymują ludzki umysł w kondycji i świeżości.

Jakiś czas temu zostałem zaproszony na wykład na Uniwersytecie Trzeciego Wieku w jednej z podwarszawskich miejscowości. Byłem zaskoczony obecnością ok. 200 seniorów, którzy przyszli schludnie ubrani, w doskonałych nastrojach i otwarci na przyswojenie sobie wiedzy o innym Kościele, który wśród nich reprezentowałem. Zadziwiło mnie jednak coś jeszcze. Przed moim wystąpieniem usłyszałem od osoby prowadzącej te zajęcia, jakie następne atrakcje czekają tych starszych ludzi, którzy postanowili aktywnie i w sposób atrakcyjny przeżywać czas na emeryturze. Otóż usłyszałem, że oprócz następnych wykładów mają do wyboru np. spektakl teatralny, aerobik, wyjście do kina, wieczorek taneczny, wycieczkę do muzeum i jeszcze inne, bardzo ciekawe zajęcia. Można i tak przeżywać swoje podeszłe lata, a nie siedzieć przed telewizorem bez ruchu i tylko narzekać na to, co boli i doskwiera na co dzień.

Życie ludzkie jest dla nas wszystkich bardzo cenne. Życzymy więc sobie długich lat życia i co bardzo ważne – życia w zdrowiu, bo nie każdy ma to szczęście. Kiedyś spotkałem sędziwą kobietę – pensjonariuszkę kościelnego Domu Opieki, która żaliła mi się na to, co jej dolega, co ją boli, jaki ma słaby wzrok, słuch i sił coraz mniej. Na koniec jednak powiedziała z naciskiem: ciężka ta starość, ale tak chce się żyć!!

Mimo pandemii, która nie chce nas zostawić w spokoju, chcielibyśmy żyć długo i szczęśliwie. Zauważamy też wyraźnie, że przeciętne życie ludzkie wydłuża się. Przybywa nie tylko 80- czy 90-latków, ale też częściej niż kiedyś zdarzają się ludzie, którzy przekraczają magiczną „setkę” – i co im wtedy życzyć? Dwustu lat…?

Z sympatią i lekką zazdrością obserwuję więc leciwych seniorów, którzy chodzą na spacery, prowadzą auta, spotykają się ze swoimi przyjaciółmi, by wypić kawę lub herbatę i pogawędzić o starych, dobrych czasach, choć w czasach pandemii jest to raczej niewskazane. Mogą sobie jednak odpoczywać, bo zasłużyli na to, pracując całe dziesięciolecia. Dzieci odchowane, wnuki też już prawie dorosłe. Oby tylko zdrowie dopisało, dobry humor i pozytywne nastawienie do życia, bo zestarzeć się z klasą nie wszyscy potrafią.

Ciekawe, że również Pismo Święte nie milczy na temat tajemnicy długowieczności. Tam także możemy znaleźć receptę na długie i spełnione życie. Pamiętamy przecież Dekalog, czyli dziesięć przykazań, wśród których jest również następujące: „Czcij ojca swego i matkę swoją, aby długo trwały twoje dni w ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie” (2 Mojż. 20,12). Jest to przykazanie z Bożą obietnicą długiego życia dla tych, którzy darzą szacunkiem i troską swoich rodziców. Czy młodzi ludzie biorą sobie do serca tę receptę na długowieczność? Kiedy ma się 18 lat, to wydaje się, że jest się człowiekiem nieśmiertelnym, niestety…

Również w Księdze Przysłów (lub Przypowieści Salomona) znajdujemy kolejną receptę na długie życie: „Początkiem mądrości jest bojaźń Pana, a poznanie Świętego – to rozum. Gdyż przeze mnie rozmnożą się twoje dni i przedłużą się lata twojego życia” (9,10-11).Na następnej kartce tej księgi biblijnej czytamy, że „bojaźń Pana przedłuża życie” (10,27).

Mądry Salomon napisał w tej samej księdze następujące słowa: „Synu mój! Nie zapominaj mojej nauki, a twoje serce niech przestrzega moich przykazań, bo one przedłużą ci dni i lata życia oraz zapewnią ci pokój” (3,1-2).Natomiast sam Pan Bóg przez psalmistę wypowiedział piękne słowa obietnicy do człowieka, który kryje się w cieniu Wszechmocnego: „Ponieważ mnie umiłował, wyratuję go, wywyższę go, bo zna imię moje. Wzywać mnie będzie, a ja go wysłucham. Będę z nim w niedoli, wyrwę go i czcią obdarzę. Długim życiem nasycę go i ukażę mu zbawienie moje (Psalm 91,14-16).

To wspaniale dożyć sędziwego wieku w zdrowiu i pomyślności. Wszyscy kochamy życie i najlepiej byłoby w ogóle nie umierać. Pan Bóg zresztą stworzył nas do wiecznego życia z Nim. Chodzi tylko o to, by tę doczesną część naszej wiecznej egzystencji przeżyć w bojaźni przed Nim, żyjąc mądrze i zgodnie z Bożymi przykazaniami, szanując i troszcząc się o swoich rodziców. Warto wziąć pod uwagę Boże recepty na długowieczność i porozmyślać o nich nie tylko w dniach, kiedy zbliżamy się do życiowej mety.

 Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

Read More →
Exemple

Refleksje poświąteczne


Z pewnością każdy z nas otrzymał ostatnio sporo życzeń świątecznych płynących z Internetu, za pośrednictwem SMS-ów, maili i innych narzędzi oraz mediów społecznościowych. Coraz rzadziej ludzie do siebie dzwonią, by złożyć życzenia osobiste, takie bezpośrednie i od serca, a jeszcze rzadziej ludzie wysyłają kartki świąteczne, co kiedyś było nagminnym zwyczajem wielu. Dziś starsi wiekiem, przyzwyczajeni od lat, wysyłają nadal kolorowe kartki z życzeniami na święta, ale należą już do wymierającego gatunku.

Ja również otrzymałem liczne życzenia świąteczne i w różny sposób zostały one do mnie dostarczone. Wszystkim wysyłającym jestem wdzięczny nie tylko za życzenia, ale także za pamięć o mnie i życzliwość okazaną mi w ten sposób. O ile jednak kartki adresowane były do mnie osobiście, o tyle życzenia przez Internet często wydają się być wysłane do wielu ludzi naraz i mają tę samą treść. Są więc bezosobowe i nie takie osobiste, jak to bywało przed epoką internetową.

Kiedy więc czytałem kierowane do mnie mniej czy bardziej osobiste życzenia świąteczne, starałem się wczytać w ich sens i znaczenie. Próbowałem odpowiedzieć sobie na pytanie: co te życzenia znaczą tak naprawdę i jaki mają one związek z obchodzoną pamiątką męczeństwa, śmierci i wreszcie triumfalnego zmartwychwstania Pana Jezusa Chrystusa? Przecież – póki co – nikt nie zabrania nam zamieszczać chrześcijańskich treści w życzeniach, które dotyczą przecież chrześcijańskich świąt, a nie jakiejś świeckiej i pustej tradycji.

Kiedy w tzw. Wielkim Tygodniu chodziłem po ulicach naszego miasta, zobaczyłem pojawiające się, dość skromne w porównaniu z Bożonarodzeniowymi, ozdoby wielkanocne i cóż takiego zobaczyłem? Kolorowe jajka, zajączki i króliczki… To na swój sposób smutne, że nie mamy pięknych symboli, które nawiązywałyby do istoty Świąt Wielkanocnych. Bo w czasie Bożego Narodzenia mamy chociaż kolędy, które w treści nawiązują do narodzin Jezusa w Betlejem i które jakoś pamiętamy i czasem potrafimy zaśpiewać choć po jednej zwrotce.

A co z Wielkanocą? Nie mamy tak powszechnie znanych pieśni jak kolędy w grudniu, a święta te, zamiast z pustym krzyżem i pustym grobem Jezusa, dość powszechnie kojarzą się raczej z jajkami i zajączkami. Jakież to mizerne. Dlatego też czasem dostajemy życzenia wielkanocne z takim oto przesłaniem: „Jaj przepięknie malowanych, świąt słonecznie roześmianych, w poniedziałek dużo wody, zdrowia, szczęścia oraz zgody”. Miłe i sympatyczne, prawda? Ale co takie życzenia mają wspólnego z pamiątką śmierci i zmartwychwstania Chrystusa? Trzeba dopiero pójść do kościoła, by usłyszeć coś na temat istoty tych najważniejszych świąt w chrześcijańskim kalendarzu. Tylko komu się dzisiaj chce tam pójść, gdy jeszcze do tego obostrzenia sanitarne ograniczają liczbę wiernych na nabożeństwach?  Nasze chrześcijańskie życie jałowieje, staje się coraz bardziej bez wyrazu i głębokiego znaczenia. Co będzie z naszym chrześcijaństwem za 10 lat?

Czytałem z zainteresowaniem wypowiedzi kilku duchownych, które ukazały się na łamach naszych szczycieńskich tygodników. Dobrze, że zabrali głos w tym przedświątecznym czasie, by przypomnieć swoim wiernym sens i ważność tych świąt, które już mamy za sobą. Sam zresztą odniosłem się do tego w swoim ostatnim felietonie. Otóż ksiądz dziekan Andrzej Wysocki życzył mieszkańcom naszego miasta „mocnej wiary i żeby w naszych sercach było więcej miłości i wzajemnej życzliwości”. Z kolei ksiądz Witold Twardzik – duchowny Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego i proboszcz parafii luterańskiej w Pasymiu – przypomniał, że „Wielkanoc to najważniejsze święto dla chrześcijan wielu wyznań, w tym także ewangelików (…). Dla nas to pamiątka śmierci Syna Bożego, ale też wiary, że Wielki Piątek nie kończy się wraz z zamknięciem grobu, lecz ma swój ciąg dalszy, bowiem tylko przechodząc przez Wielki Piątek doznać możemy radości pustego grobu i przeżyć cud zmartwychwstania” – podkreślił z naciskiem.

Słusznie, że to podkreślił, bo również dla nas, członków Kościoła Baptystycznego, to są również najważniejsze święta, które obchodzimy ze skupieniem i wczytaniem się w prawdy Słowa Bożego. Wtedy też głosimy kazania, a nasi wierni słuchają ich, by poprzez głębsze zrozumienie prawd dotyczących śmierci i zmartwychwstania naszego Zbawiciela ich wiara mogła wzrastać, połączona z pewnością, że Jezus umarł za nasze grzechy i zmartwychwstał dla naszego wiecznego zbawienia.

Kiedy to przeżywamy i rozumiemy, wtedy te święta spełniają swoją duchową rolę. Jeśli tak nie jest, stają się coraz bardziej wyblakłą i coraz bardziej świecką tradycją, która oddala nas od Boga, staje się rutyną jedynie w sercu naszych babć i dziadków, a jest coraz bardziej obca młodemu pokoleniu.

Obyśmy kiedyś nie musieli pozamykać naszych pustych kościołów, potem posprzedawać świątyń, które nowi właściciele przeznaczą na supermarkety, kluby z alkoholem i świecką muzyką, jak to widziałem jakiś czas temu w Szkocji. Nie daj tego, Boże! Bo jeśli Pan Jezus, który zmartwychwstał dwa tysiące lat temu, znowu umrze w naszych sercach i umysłach, to wtedy pozostaną nam tylko pisanki, bazie i zajączki oraz lany poniedziałek. Ja wolę jednak wyznać z wiarą oraz głębokim przekonaniem, że mój Pan żyje i ja będę z nim żył na wieki!

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

Read More →