Exemple

O pokorze


W ostatnią niedzielę uszanowałem w pełni tzw. ciszę wyborczą i wygłosiłem w naszym kościele kazanie pt. „Pyszny czy pokorny – jaki jestem?”. Temat ten nie miał nic wspólnego z toczącym się procesem wyborów prezydenckich, natomiast zachęcił słuchaczy do pomyślenia o własnej postawie i charakterze. Kościół nasz nie jest bowiem miejscem agitacji politycznej, więc zadawaliśmy sobie raczej pytania dotyczące naszych codziennych wyborów – małych i poważniejszych, które mają wpływ na nasze życie i na naszą przyszłość.

Przygotowując to kazanie wcześniej, chciałem również odpocząć od atmosfery kampanii wyborczej, tym razem krótkiej, więc chyba ostrzejszej niż zwykle i chwilami zbyt brutalnej. Niestety, będziemy musieli się z tą atmosferą zmagać przez kolejne dwa tygodnie aż do drugiej tury.

W swoim życiu byłem wybierany parokrotnie na pewne stanowiska w Kościele Chrześcijan Baptystów, ale nigdy nie prowadziłem żadnej „kampanii wyborczej” na rzecz swojej kandydatury. Demokratyczne reguły są co prawda stosowane w naszej denominacji, ale dla mnie osobiście czymś obcym jest promowanie siebie samego w taki sposób, aby w końcu mnie wybrano. Piastowałem więc parę funkcji bez konieczności autopromocji, wszak uważałem i nadal uważam, że moje miejsce w pracy kościelnej to kwestia Bożego powołania, a nie reguł demokratycznych. I tak się rzeczywiście działo. Nie musiałem z nikim konkurować bezpośrednio, ani też nie dyskredytowałem nikogo, kto potencjalnie pretendował do objęcia tego stanowiska, które w końcu stało się moim udziałem. Za to jestem Panu Bogu bardzo wdzięczny.

W czasie ostatniego niedzielnego nabożeństwa przywoływałem słynne zdanie z Listu Jakuba: „Bóg się pysznym przeciwstawia, lecz pokornych darzy łaską” (4,6). Prawda ta jest obecna w kilku innych miejscach Pisma Świętego, gdzie wspomina się wielu ludzi wielkich, choć bardzo pokornych i posłusznych Bogu, takich jak: Mojżesz, Jan Chrzciciel, Apostoł Paweł czy wreszcie sam Pan Jezus, który kiedyś powiedział do swoich słuchaczy: „Uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (Mt 11,29).

Taka metoda postępowania i taka cecha charakteru nie ma jednak racji bytu w polityce, choć bardzo szkoda. Brutalne reguły kampanii wyborczych stoją bowiem w jaskrawej sprzeczności z duchem pokory wyrażającej się również w szacunku do drugiego człowieka. Podobnie nieprzydatne w polityce jest również zdanie napisane przez Apostoł Piotra, które brzmi następująco: „Wszyscy przyjmijcie postawę pokory względem siebie nawzajem, gdyż Bóg pysznym się przeciwstawia, a pokornych obdarza łaską (…). Uniżcie się pod mocną ręką Boga” (1 P 5,5-6). Jeśli nie potrafię uszanować innych, których widzę, nie mogę się oszukiwać, że szanuję Boga, którego nie widzę i że jestem Mu posłuszny! Takich standardów Bóg spodziewa się od swoich dzieci. Tylko dlaczego politycy nie mieliby nimi być?

Zanim więc poszliśmy zagłosować, uczyliśmy się w naszym kościele, że ważna jest nie tylko nasza wiedza o Bogu i znajomość Słowa Bożego, ale także nasz charakter: przesiąknięty albo pokorą, albo pychą. Pan Bóg obserwuje nasze życie i nasze postawy, a ponadto reaguje zarówno na pokorę, by pokornych wywyższyć, jak i na pychę, by pysznych poniżyć, przeciwstawić się im bądź nawet ich ukarać.

Nie ma bowiem w sercu człowieka prawdziwej pokory bez miłości do Boga i bliźnich oraz szacunku do autorytetów! Ponadto pokora jest znakiem, że jestem prawdziwym naśladowcą mojego pokornego Zbawiciela! Jeśli natomiast mam serce pyszne, dumne, aroganckie, wyniosłe, zbyt pewne siebie – to oznacza, że jestem świadomym lub nieświadomym naśladowcą, wręcz dzieckiem diabła – ojca nie tylko wszelkiego kłamstwa, ale również buntu i permanentnego nieposłuszeństwa Bogu.

Pokora ma być więc nieodłącznym elementem naszego charakteru, naszej postawy oraz codziennym stylem naszego życia! Przez niekłamaną pokorę wyrażam moją miłość i szacunek do Boga i do innych ludzi, a także do ustanowionych praw i porządków – Bożych i ludzkich! Najwięcej dobra dla ludzkości uczynili bowiem ludzie wielcy w swej pokorze, natomiast najwięcej zła uczynili ludzie pyszni, aroganccy, mający chore ambicje i zbrodnicze plany!

Pan Bóg przeciwstawia się pysznym. Nie chciałbym więc nigdy przeżyć upokorzenia ze strony Boga. Pragnę żyć tak, aby być przez Niego doceniony, wywyższony i móc doświadczyć od Niego przychylności. Bo jeśli Bóg będzie mi się sprzeciwiał, to upokorzy mnie i sprawi, że upadnę bardzo nisko! Kara za pychę jest bardzo bolesna i dotkliwa i może mnie zaprowadzić do piekła.

Pan Bóg w swoim Słowie lojalnie uprzedza nas dzisiaj przed katastrofalnymi skutkami ludzkiej pychy, buty i wyniosłości, zaś Pan Jezus zachęca nas dzisiaj: „Uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokorny sercem”. Drodzy chrześcijanie: bądźmy dobrymi uczniami i posłusznymi naśladowcami naszego pokornego, a przez to wielkiego Zbawcy i Pana!

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

a) Job 22,29-30 – Bóg utrąca pychę, a pokornym zsyła wybawienie,

b) Ps 147,6 – bezbożnych poniża do ziemi, bo są pyszni,

c) Ps 149,4 – Bóg ozdabia pokornych zbawieniem,

d) Przyp 3,34 – pokornym Bóg okazuje przychylność,

d) Przyp 29,23 – pyszni upadają bardzo nisko, pokorni dostępują czci,

e) Mt 23,8-12 – „kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się będzie uniżał – zostanie wywyższony”,

f) 1 P 5,5-6 – „wszyscy przyjmijcie postawę pokory względem siebie nawzajem, gdyż Bóg pysznym….. Uniżcie się pod mocną ręką Boga”.

Jeśli nie potrafię uszanować innych, których widzę, nie mogę się oszukiwać, że szanuję Boga, którego nie widzę i że jestem Mu posłuszny!

Przykład: ten czas ograniczeń jest testem sprawdzającym naszą pokorę!

2. Przykłady ludzi pysznych, których Bóg poniżył:

a) Daniela 4,26-31 – upokorzenie Nebukadnesara: Bóg dał mu 12 miesięcy na opamiętanie – nie skorzystał,

b) Dz 12,21-23 – upokorzenie Heroda Agryppy I (wnuka Heroda Wielkiego) – nie oddał on bowiem chwały Bogu!

c) 1 Sam 10,20-24 – Bóg wywyższa pokornego Saula i czyni go królem Izraela,

     1 Sam 15,9-12 – Saul staje się pysznym,

     1 Sam 15,13-23 – Bóg odrzuca Saula i pozbawia go tronu (zginął w bitwie)

3. Pokora – cnotą i wyróżnikiem prawdziwych dzieci Boga:

a) Mojżesz – najpokorniejszy człowiek na ziemi (Liczb – 4M 12,3) – wywyższony przez Boga jako zakonodawca i wielki duchowy przywódca Izraela,

b) Jan Chrzciciel – J 3,30 – największy z proroków w opinii Pana Jezusa

c) Ap. Paweł – 1 Kor 2,1-5 – nieśmiały i niepewny,

                           1 Kor 8,13 – gotowy na poświęcenia dla dobra braci.

d) Pan Jezus: „Uczcie się ode mnie, że jestem cichy (albo: łagodności – NP) i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (Mt 11,29

4. WNIOSKI:

– ważna jest nie tylko nasza wiedza o Bogu i znajomość Słowa Bożego, ale także nasz charakter: przesiąknięty albo pokorą, albo pychą,

– Pan Bóg obserwuje mnie i ciebie i reaguje zarówno na pokorę (by wywyższyć) jak i na pychę (by poniżyć, przeciwstawić się bądź ukarać),

– nie ma pokory bez miłości do Boga i bliźnich oraz szacunku do autorytetów!

– pokora znakiem, że jestem prawdziwym naśladowcą mojego pokornego Zbawiciela!

– pokora zapewnia nam ukojenie duszy!

– jeśli natomiast mam serce pyszne, dumne, aroganckie, wyniosłe, zbyt pewne siebie – to oznacza, że jestem świadomym lub nieświadomym naśladowcą/dzieckiem diabła – ojca nie tylko wszelkiego kłamstwa, ale również buntu i permanentnego nieposłuszeństwa Bogu.

– pokora ma być więc nieodłącznym elementem naszego charakteru/postawy oraz stylem naszego życia!

– przez niekłamaną pokorę wyrażam moją miłość i szacunek do Boga i do innych ludzi, a także do ustanowionych praw i porządków – Bożych i ludzkich!

– pokora nie ma nic wspólnego z kompleksem niższości czy nieudacznictwem, niewiarą w siebie czy też niskim poczuciem wartości,

– tylko pokora prowadzi do wywyższenia i chwały, uznania i prawdziwej wielkości! Najwięcej dobra dla ludzkości uczynili ludzie wielcy w swej pokorze, natomiast najwięcej zła uczynili ludzie pyszni, aroganccy, mający chore ambicje i zbrodnicze plany!

– Nie chciałbym nigdy przeżyć upokorzenia ze strony Boga. Pragnę żyć tak, aby być przez Niego doceniony, wywyższony, móc doświadczyć od Niego przychylności, być przyozdobionym zbawieniem i łaską.

– Bo jeśli Bóg będzie mi się sprzeciwiał, to upokorzy mnie i sprawi, że upadnę bardzo nisko! Kara za pychę jest bardzo bolesna i dotkliwa i może mnie zaprowadzić do piekła.

– Pan Bóg w swoim Słowie lojalnie uprzedza nas dzisiaj przed katastrofalnymi skutkami ludzkiej pychy, buty i wyniosłości, zaś Pan Jezus zachęca nas dzisiaj: „Uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokorny sercem”. Bądźmy dobrymi uczniami i posłusznymi naśladowcami naszego pokornego, a przez to wielkiego i uwielbionego przez Boga – naszego Zbawcy i Pana!

Read More →
Exemple

Gdzie jest prawda?


Jednym z najbardziej deficytowych towarów w naszych czasach jest prawda. Ponieważ żyjemy w świecie Internetu i nieprawdopodobnego zalewu informacji z różnych stron i źródeł, więc czujemy się bardzo często zagubieni. Tym bardziej, że informacje, które do nas docierają, nieraz wykluczają się wzajemnie. Dlatego też współczesny człowiek bardzo często zadaje sobie dręczące pytanie: To gdzie w końcu jest prawda? Które informacje są prawdziwe, a które nie? Co jest faktem o co „fejkniusem” – czyli świadomie zmanipulowaną pseudoinformacją, która ma ludzi wprowadzić w błąd, oszukać i wyprowadzić w pole.

Pamiętam czasy jeszcze przed wszechobecnym dziś Internetem, kiedy mieliśmy w roku tylko jeden dzień, mianowicie 1 kwietnia, czyli tzw. Prima Aprilis, kiedy to robiliśmy sobie psikusy, rozpowiadając wymyślone „fakty”, które bulwersowały lub drażniły mniej zorientowanych bądź naiwnych ludzi. Również w radiu czy telewizji, w serwisach informacyjnych z powagą na twarzach podawano informacje, które były po prostu primaaprilisowym żartem, który zresztą następnego dnia dementowano, by rozwiać wszelkie wątpliwości.

Kiedyś było chyba trochę łatwiej pod tym względem, ponieważ ludzie bardziej szanowali swoje słowa, byli bardziej honorowi, a mniej skłonni do kłamania w żywe oczy. Nie było tylu co dzisiaj hejterów i innych speców od rozpuszczania w sieci nieprawdziwych informacji, które sieją tyle zamętu i niejasności niemal na każdy temat. Nawet poważne instytucje potrafią nas wprowadzać często w błąd, co jest szczególnie dotkliwe. Kiedyś bowiem ludzie mieli więcej zaufania do słowa pisanego czy głoszonego na antenie radiowej czy w telewizyjnych programach informacyjnych, choć i w przeszłości zbyt wielu ludzi i zbyt często „mijało się z prawdą” – mówiąc delikatnie.

Już wczesną wiosną poważne instytucje meteorologiczne z amerykańskimi włącznie wieszczyły nam suszę tej wiosny i w czasie tego lata. Co prawda lato mamy zaledwie od wczoraj, ale wiosnę mieliśmy chłodną i ze sporymi – dzięki Bogu – opadami, zaś ostatnie wiadomości szczególnie z południa Polski mówią wręcz o lokalnych powodziach, podtopieniach, zalanych domach i polach. Nie wiemy oczywiście, czy lato ostatecznie nie przysmaży nas i jednak ta susza nastanie, ale wolelibyśmy mieć bardziej stabilną pogodę, a jak najmniej anomalii. Dawaliśmy wiarę wcześniejszym długoterminowym prognozom, które wieszczyły ogromną suszę w całej Europie. Póki co, one nie sprawdziły się, choć z drugiej strony współczuję bardzo tym ludziom, których domy zalała woda z wezbranych rzek, bądź mieli pozrywane dachy w wyniku działania pojawiających się oraz częściej trąb powietrznych.

Gorąca jak nigdy wcześniej kampania wyborcza, którą obecnie obserwujemy, obfituje w liczne badania opinii publicznej w kontekście preferencji wyborczych naszych rodaków. Wyniki tych sondaży są bardzo różne, często wzajemnie się wykluczają i znowu wielu ludzi zadaje sobie pytanie: To gdzie w końcu jest prawda? Które sondaże są obiektywne, a które zmanipulowane, bo wykonane na zlecenie określonych środowisk politycznych. Sami zresztą politycy i kandydaci startujący w tych ważnych wyborach również chcieliby być pewni tych badań, które są publikowane w różnych mediach niemal codziennie.

Kolejny strumień informacji i zapowiedzi płynie z ust kandydatów ubiegających się o najwyższy urząd w państwie, którzy składają liczne obietnice przedwyborcze mające zachęcić do głosowania na nich właśnie, a nie na ich konkurentów politycznych.  Które z tych obietnic są realne i wiarygodne, a które są zwyczajną „kiełbasą wyborczą”, o której nikt po wyborach nie będzie specjalnie pamiętał ani brał odpowiedzialności za ich realizację w praktyce? Znowu pytanie, na które nie ma obiektywnych odpowiedzi.

Gdzie jest prawda? Przecież potrzebujemy jej tak samo, jak poczucia bezpieczeństwa czy stabilizacji. Gdzie wiarygodność i prawdomówność ludzi, szczególnie tych, którzy chcą w naszym imieniu sprawować władzę i decydować o naszym losie w przyszłości? Mamy chyba prawo tego od nich oczekiwać. Podobnie jak od dziennikarzy, sędziów, autorytetów różnych dziedzin – od nich wszystkich oczekujemy prawdy i wiarygodności. Gdzie nam się one podziały – szczególnie w tym czasie, kiedy również na temat pandemii koronawirusa krąży tyle opinii i sądów wypowiadanych przez różnych i często bardzo utytułowanych ludzi. Mamy totalny bałagan informacyjny, setki spiskowych teorii dziejów, jak i zupełnie ignoranckich i bezmyślnych wręcz wypowiedzi. Gdzie jest prawda? – pytamy znowu jako ludzie zagubieni i zdezorientowani.

Kiedy patrzymy na ten problem z biblijnego punktu widzenia, to musimy stwierdzić, że „prawda jest w Jezusie”, który powiedział kiedyś: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6). Tylko Pan Bóg i Jego Syn umiłowany Jezus Chrystus – mówią prawdę. Duch Święty jest nazwany Duchem prawdy” (J 14,17). Zaś w modlitwie arcykapłańskiej Jezus modlił się do swojego Niebiańskiego Ojca, mając na myśli apostołów oraz Jego naśladowców w kolejnych pokoleniach: „Poświęć ich do życia w prawdzie: Słowo Twoje jest prawdą” (J 17,17). Widzimy więc, że nasz Trójjedyny Bóg jest prawdą i kwintesencją prawdy, a Jego święte i natchnione Słowo Boże jest jej świadectwem, a jednocześnie wyzwaniem dla nas, żebyśmy kierowali się prawdą, mówili prawdę i postępowali zgodnie z nią.

Skoro prawdy tak bardzo brakuje w dzisiejszym, zeświecczonym świecie, niech jej nie zabraknie wśród chrześcijan, ludzi wierzących i oddanych Bogu, w którym zawsze mieszka prawda. Nie okłamujmy siebie nawzajem, bo kłamcy Królestwa Bożego nie odziedziczą.

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Zapraszamy do wysłuchania kazania pastora Andrzeja Seweryna pt. “Wielbisz Boga czy marudzisz?” z ostatniej niedzieli, które zostało wygłoszone na nabożeństwie w niedzielę 21 czerwca 2020 roku w I Zborze Kościoła Chrześcijan Baptystów w Warszawie.

Pieśń w wykonaniu Ewy i Andrzeja Seweryn pt. “Nie wstydzę się Ewangelii” rozpoczyna się w 1:00:55 minucie nagrania.

Kazanie pastora w 1:08:05 minucie nagrania.

Zapraszamy.

Read More →
Exemple

W cieniu skrzydeł

W ostatnią niedzielę przyjechał do nas z Warszawy nasz najstarszy syn, który wracał od swoich teściów mieszkających w Kętrzynie i wraz z naszą synową i trzema naszymi wnuczkami a jego córkami znowu po drodze zawitał do naszego mieszkania. To zawsze miłe, kiedy nasze dorosłe dzieci z radością odwiedzają swoich rodziców, przywożąc ze sobą całe swoje rodziny. Sprawiają nam tym wielką radość, kiedy możemy pobyć razem, porozmawiać o ważnych sprawach i pocieszyć się naszymi wnuczkami.

A jeszcze zdawałoby się nie tak dawno nasi dwaj synowie i córka mieszkali z nami jako małe, a potem coraz większe dzieci. Byliśmy z nimi cały czas, troszcząc się i opiekując nimi oraz pomagając im rozwijać się pod każdym względem aż do osiągnięcia samodzielności. Wychowywaliśmy je w jak najlepszej wierze, troszczyliśmy się o ich edukację, a nade wszystko wskazywaliśmy im na Boga oraz na biblijne wartości ukazane w Piśmie Świętym.

Ten czas jednak nieuchronnie się skończył i każde z nich po kolei opuściło swój dom rodzinny, by rozpocząć własne życie, zakładając rodziny i podejmując życie już na własny rachunek. Pozwoliliśmy im na to mając świadomość, że taka już kolej rzeczy. Nie zapomnieliśmy bowiem tych chwil, kiedy jakby nie tak dawno sami opuszczaliśmy rodzinne pielesze i rozpoczynaliśmy własne, samodzielne życie. Na szczęście nie utraciliśmy więzi z naszymi rodzicami, to znaczy z moimi teściami a rodzicami żony, bo swoich rodziców już nie mam na tej ziemi od lat.

Kiedy w ostatnią niedzielę patrzyliśmy na nasze wnuczki, które jeszcze nie tak dawno były malutkie i pocieszne, a teraz stają się powoli dziewczętami i nastolatkami, zaś najstarsza to tegoroczna maturzystka, powiedziałem synowi, że „jego dni są policzone” i nie obejrzą się oboje z żoną, jak te ich ukochane córeczki zaczną po kolei opuszczać ich rodzinne gniazdo. To tylko kwestia czasu. Trzeba się będzie z tym pogodzić, choć nie będzie to dla naszego syna i synowej łatwe. Ale pocieszałem ich mówiąc, że znowu będą żyli jak po ślubie – tylko we dwoje! Inna rzecz, że trzeba będzie się tego nauczyć i na nowo odkryć uroki życia bez dzieci, bo one są nam dane tylko na pewien określony czas. W końcu i tak odejdą z domu, ale zawsze pozostaną naszymi dziećmi i naszą radością.

Po niedzielnym nabożeństwie w kościele rozmawiałem z młodym małżeństwem, któremu jako pastor udzielałem ślubu niespełna rok temu. Wkrótce po założeniu rodziny oboje wyjechali ze Szczytna i rozpoczęli wspólne życie w innym mieście naszego regionu. Zapytałem, jak im się powodzi, a oni odpowiedzieli, że co prawda mieszkają przy rodzicach, ale oczekują z utęsknieniem na własne mieszkanie, które aktualnie się buduje. „Dobrze nam się mieszka przy rodzicach, ale już chcielibyśmy być na swoim, żyć i mieszkać zupełnie samodzielnie” – powiedzieli. To oczywiste i naturalne – życzyłem im więc cierpliwości na te kilka miesięcy przed nimi oraz radości z własnego gniazdka, które uwiją sobie w swoim własnym mieszkaniu.

Nie jest bowiem dobrze, zdrowo i właściwie, kiedy młodzi, ale już dorośli ludzie, nadal i zbyt długo żyją pod tzw. „skrzydełkami swojej mamusi”. Współczesne statystyki wskazują na to, że istnieje dość spory procent młodych mężczyzn i kobiet, którzy nadal żyją ze swoimi rodzicami i nie kwapią się do założenia własnej rodziny oraz wzięcia pełnej odpowiedzialności za swoje dorosłe już życie. Brak im odwagi, dojrzałości oraz zrozumienia, że to oni teraz powinni pomyśleć o wspieraniu starzejących się rodziców, a nie przedłużającym się życiu na ich koszt, co jest wygodne, ale niewłaściwe i krzywdzące naszych rodziców lub dziadków.

O wiele częściej jednak coraz młodsi ludzie, właściwie jeszcze dzieci,  chcą być samodzielni i dorośli. Choć brakuje im poczucia odpowiedzialności, ponieważ do takiego życia nie są jeszcze należycie przygotowani, chcą jak najszybciej uciec spod skrzydełek swojej mamusi i tatusia. Dość często kończy się to gorzkimi błędami, moralnymi upadkami, uzależnieniem lub depresją. Poobijani wracają wtedy do swoich rodziców, choć wstyd i trudność przyznania się do swojej niefrasobliwości i samowoli czasem i na te powroty nie pozwalają. Wtedy jest jeszcze gorzej i trudniej pozbierać się życiowo takim młodym „dorosłym”.

Kiedy jednak patrzymy na duchową sferę naszego życia, to wtedy dostrzegamy w młodych ludziach silną tendencję do uciekania spod skrzydeł Bożej opieki i podejmowanie życia na własny rachunek bez żadnych zahamowań i ograniczeń. Młodzi ludzie bardzo szybko przestają się liczyć z Bożymi przykazaniami i wymogami życia chrześcijańskiego. Postanawiają iść własną drogą – bez Boga i bez liczenia się z Jego opiniami i radami.

Tymczasem szczególnie w Księdze Psalmów pojawia się często motyw będący zachętą do życia i chronienia się pod skrzydłami Pana Boga. Oto czytamy: „Ukryj mnie w cieniu swoich skrzydeł” – woła do Boga psalmista Dawid (Ps 17,8b) i dodaje, że dzięki łasce okazywanej nam przez Boga ludzie mogą się chronić w cieniu Jego skrzydeł (Ps 36,8), aż przeminie nieszczęście (Ps 57,2b). A ponieważ przy Bogu możemy się czuć bezpieczni i chronieni, więc psalmista powiada o Stwórcy: „On okryje cię swoimi piórami, pod swymi skrzydłami zapewni schronienie” (Ps 91,4a). Dlatego też psalmista dodaje, że w cieniu Bożych skrzydeł będzie śpiewał również pieśni radości (Ps 63,8).

Tak więc dobrze jest, kiedy młody człowiek dorasta, przestaje być dzieckiem i ucieka „spod skrzydełek swojej mamusi”. W sensie duchowym jednak jest inaczej i lepiej będzie, jeśli pozostaniemy nadal dziećmi Boga, a spod Jego skrzydeł nigdy nie będziemy chcieli uciekać!

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Nabożeństwa Online

W związku ze złagodzeniem obostrzeń związanymi z uczestnictwem w nabożeństwach, nie będziemy nagrywać kolejnych nabożeństw ‘live’. Zapraszamy do bezpośredniego uczestnictwa w nabożeństwach niedzielnych o godzinie 10:00 lub 12:00 (obowiązują zapisy telefoniczne) lub wysłuchania kazania audio.

Wszystkie aktualne nagrania audio oraz archiwalne nabożeństwa i kazania online dostępne na naszej stronie w zakładce Media/Kazania.

Wybrane archiwalne kazania i nabożeństwa online można również zobaczyć na naszej stronie YouTube lub Facebook.

Read More →
Exemple

Egzamin dojrzałości


Matura – znowu i jak zawsze, choć w tym roku jednak inna i wyjątkowa. Po pierwsze – odbywa się w czerwcu i dokładnie dzisiaj się zaczęła, a więc później niż zwykle. Po drugie – nie będzie w tym roku egzaminów ustnych, a po trzecie – skoro o ustach mowa, nasi tegoroczni maturzyści musieli pojawić się na egzaminie dojrzałości wyposażeni w maseczki. To coś nowego i niespotykanego dotychczas. Sorry, takie mamy obostrzenia.

Mimo, że od mojej matury minęły wieki, wciąż pamiętam te egzaminy z języka polskiego, matematyki i historii, które zaliczyłem powyżej moich oczekiwań i możliwości. Używam świadomie słowa „powyżej”, ponieważ muszę wyznać z dumą, że choć humanista mam na świadectwie maturalnym czwórkę z matematyki, co mi się wcześniej nie zdarzało. Pewnie ktoś zacznie mnie podejrzewać, że ściągałem, ale mój matematyczny sukces zawdzięczam koleżance z liceum, która maglowała mnie z tego przedmiotu przez całą klasę maturalną. Dlatego też – jak każdy zdolny leń – w końcu zrozumiałem tę dziedzinę, a na egzaminie ustnym odpowiadałem z taką swobodą, że obecny w komisji dyrektor szkoły znający mnie jako „cienkiego bolka” z przedmiotów ścisłych, nie mógł wyjść z podziwu, by nie powiedzieć osłupienia.

Tak więc swoją maturę wspominam bardzo miło, tym bardziej, że potem z takim świadectwem mogłem dostać się na studia, co wiązało się oczywiście z dodatkowymi egzaminami wstępnymi, a potem długim oczekiwaniem na wyniki. Udało się przez te wszystkie stresy przejść zwycięsko i tak oto osiągnąłem dojrzałość (?!). Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało, bo wcześniej moja babcia Zofia mawiała, że kiedy jej wnusio Andrusia będzie miał osiemnaście lat, to wtedy zmądrzeje. Zajęło mi to trochę więcej czasu niż myślałem na początku, ale trzeba było wejść w dorosłość i wyjeżdżając z domu wziąć życie za bary, a przy tym również odpowiedzialność za swoje świadome czyny i wybory.

Minęło trochę lat i przyszło nam jako rodzicom zdawać z żoną matury naszych synów i córki, które z nie mniejszym strachem zaliczyliśmy jednak pomyślnie. Dziś oni sami są już dostatecznie dorośli i mądrzy, by uznać, że osiągnęli dojrzałość i życiową mądrość. Czy dojście do dojrzałości zajęło im mniej czasu niż mnie? – nie jestem w stanie odpowiedzieć. Ważne, że od jakiegoś czasu gadają coraz bardziej do rzeczy, a nawet coraz częściej mówimy jednym głosem! Alleluja – warto było cierpliwie na to czekać!

Dziś mój najstarszy syn zdaje – razem z nami zresztą – maturę swojej własnej córki. Ma pewnie nadzieję, że jej pójdzie bardziej gładko niż jemu przed laty, choć historia jego przygotowań do matury to odmienna i długa historia. Kiedy jednak pomyślę, że moja najstarsza wnuczka za chwilę będzie w wieku pomaturalnym, to nieuchronnie nachodzi mnie myśl, że chyba już taki młody nie jestem, jak mi się często wydaje. Niech więc powiedzie się jej na tych egzaminach i niech idzie w dorosłość mądra i coraz bardziej dojrzała. Łatwo nie będzie, bo czasy mamy wredne i niespokojne.

W tym kontekście rodzi się pytanie: kiedy właściwie człowiek staje się dojrzały? Wtedy, kiedy kończy osiemnaście lat, wyrabia sobie dowód osobisty i osiąga pełną zdolność do czynności prawnych – jak mawiają prawnicy? A może dopiero wtedy, kiedy zda pomyślnie egzamin dojrzałości, co, jak sama nazwa wskazuje, daję ten upragniony bilet wstępu do dorosłości?

Obserwując życie i historie różnych ludzi możemy stwierdzić, że bardzo trudno jest odpowiedzieć na to pytanie. Dzieje się bowiem tak, że niektórzy osiągają tę dojrzałość wcześniej, a inni później. Są też i tacy, którzy nie osiągają jej nigdy, bo są nieudacznikami życiowymi, żyją beztrosko i za cudze pieniądze, są lekkoduchami i ludźmi nieodpowiedzialnymi. Nie chcą się uczyć na cudzych błędach, nie uczą się zresztą niczego, bo sami wiedzą najlepiej, a swoje prymitywne często poglądy uporczywie narzucają innym. Takie duże dzieci – powiadamy często.

Myślę, że podobnie jest w życiu duchowym chrześcijanina. Jedni z nas robią widoczne postępy duchowe, rozwijają się, dojrzewają i dorośleją w swojej relacji z Bogiem oraz w praktykowanej na co dzień pobożności. Inni zaś są bardzo słabi duchowo, niedojrzali, prymitywni w postrzeganiu Boga i siebie samego. Nie inwestują w swój duchowy rozwój i są również takimi dużymi, duchowymi dziećmi.

Takie zjawisko istniało zawsze wśród chrześcijan, skoro autor nowotestamentowego Listu do Hebrajczyków napisał do adresatów, że oni powinni być już nauczycielami dla innych, a tymczasem są ciągle jeszcze niemowlętami w wierze i potrzebują duchowego mleka, czyli uczenia ich podstawowych zasad wiary. Nadal nie potrafili pójść dalej i wyżej w swojej duchowości (zob. Hbr 5,11-14). Dlaczego byli tak niedojrzali w wierze? Otóż dlatego, że byli „ociężali w słuchaniu” (w. 11). Prosta odpowiedź i jakże trafna diagnoza.

Kiedy młody człowiek – uczeń czy student – nie słucha swoich nauczycieli i profesorów, nie przykłada się do nauki i lekceważy sobie wszystko oraz wszystkich, wtedy staje się niedojrzały i nieporadny życiowo, co kończy się wieloma błędami, porażkami i kłopotami w życiu. Podobnie w życiu duchowym: kiedy ktoś nie słucha Boga, lekceważy Jego natchnione Słowo, nie bierze sobie do serca kazań, napomnień i nauki słyszanej w kościele czy w domu, wtedy staje się duchowo niedojrzały, nieporadny i zeświecczały. Nadal pozostaje niedorozwiniętym duchowym kaleką, który ciągle upada, powtarza grzechy, jest zniewolony przez różne uzależnienia, ulega pokusom i boleśnie upada. Nie bądźmy zatem duchowymi niemowlętami, ale dążmy do duchowej dojrzałości, bo bez niej zginiemy wcześniej czy później! Oby tak się nie stało!

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Dzień Dziecka


Zabrałem się do pisania tego felietonu jak zwykle w poniedziałek, a jest on dniem szczególnym, bo to 1 czerwca, czyli Dzień Dziecka. Każdy z nas ma zapewne różne wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to nasi rodzice urządzali nam to święto na miarę swoich sił i możliwości finansowych. Ci bardziej usytuowani dawali swoim pociechom dość drogie prezenty, ci skromniej żyjący zabierali dzieci na wycieczki, na lody czy po prostu kupowali dużą michę truskawek, którymi zajadaliśmy się w tym szczególnym dniu.

Miłe to święto, bo nam rodzicom przypomina ono o przywileju rodzicielstwa – ojcostwa i macierzyństwa oraz o szczęściu posiadania własnych dzieci, co nie jest dla wszystkich takie oczywiste. A jeśli jeszcze do tego one chowały się zdrowo i wyrosły na przyzwoitych ludzi, to tylko dalej się cieszyć i choć dzisiaj to „stare konie” albo dojrzałe kobiety, to dla nas zawsze pozostaną naszymi synkami i córeczkami. Jeśli oczywiście nadal pielęgnujemy z nimi dobre relacje i łączy nas więź rodzinnej miłości oraz obustronnego szacunku. Nie wszyscy tak mają, niestety. Ale miłość do własnych dzieci jest czymś pięknym i szlachetnym – mimo wszystko!

Kiedy obserwuję życie albo niektóre filmowe historie, dość często pojawia się w nich wątek zerwanych albo bardzo chorych relacji pomiędzy rodzicami i ich dorosłymi już dziećmi. Bolesne, a czasem wręcz traumatyczne przeżycia albo ewidentne zaniedbania rodzicielskie pozostają w sercach dorosłych już ludzi jako wciąż nie zabliźnione rany i emocjonalne „dziury”, które nie sposób niczym wypełnić. Kiedy więc – czasem po latach – te relacje zostają uleczone, choć to nie jest takie łatwe i proste, wtedy zarówno rodzice jak również ich dorosłe dzieci doświadczają uwolnienia, emocjonalnego uzdrowienia. Wtedy jedni i drudzy pragną nadrobić stracony czas.

Dobrze, jeżeli tego czasu jeszcze trochę mają, bo niekiedy zdarza się i tak, że ludzie nie potrafią sobie wybaczyć, a dzieci emocjonalnie i geograficznie od swoich rodziców, pojawiają się dopiero na pogrzebie swojego ojca lub matki, z gorzkim wyrzutem, że teraz jest już za późno na jednanie i naprawę. Współczuję zawsze takim ludziom. Dlatego też śpieszmy się kochać ludzi, a szczególnie swoich rodziców lub swoje dzieci, bo ani my rodzice nie jesteśmy doskonali, ani też nasze dzieci takie nie są. Tu potrzeba miłości pomimo wszystko, bo tylko taka miłość jest dojrzała, odpowiedzialna i zdolna do najwyższych poświęceń.

Powyższe dywagacje prowadzą mnie do rozmyślań nad relacją nas, dorosłych ludzi, z Panem Bogiem. Przecież w sensie bardzo ogólnym – wszyscy jesteśmy Jego dziećmi. To przecież On nas stworzył dla siebie i zachęca nas, abyśmy traktowali Go jako naszego Niebiańskiego Ojca, skoro w Modlitwie Pańskiej możemy do Niego wołać: „Ojcze nasz, który jesteś w niebie”. Takiej relacji nie zbudujemy jednak na bazie rodzinnych tradycji religijnych, czy wręcz braku znajomości tegoż Ojca. A możemy Go przecież poznawać w Słowie Bożym, rozumiejąc Jego przykazania i doświadczać osobiście Jego działania w naszym życiu, o ile tym przykazaniom jesteśmy posłuszni. Nie z obowiązku lub strachu, lecz z miłości do swojego Ojca.

Jeśli więc zrywamy kontakty z Bogiem niekiedy na długie lata swojego życia, jak to się dzieje czasami w naszych rodzinach, kiedy dzieci wychodzą z domu rodzinnego i rozpoczynają życie na własny rachunek, to niestety nie poznajemy naszego Stwórcy i nie doświadczamy Jego obecności w naszym życiu. Stajemy się wtedy marnotrawnymi synami i córkami Boga Ojca, którego wyrzekamy się i usuwamy ze swojego życia. Wtedy – nie zdając sobie z tego sprawy – stajemy się w końcu dziećmi kogoś zupełnie innego. Nie muszę chyba wyjaśniać, kogo mam tutaj na myśli. Jeśli jednak ktoś nie wie, niech zajrzy do 1 Listu Ap. Jana 3,10 – macie przecież Pismo Święte w swoich domach.

Ale kto właściwie jest dzieckiem Boga i co o tym świadczy? – może ktoś zapyta. Są dwie proste definicje dziecka Bożego w Piśmie Świętym. Oto pierwsza z nich: „Tym wszystkim, którzy Go [tzn. Jezusa Chrystusa] przyjęli, dał przywilej stania się dziećmi Boga – tym, którzy wierzą w Jego imię” (Ew. Jana 1,12). A druga definicja brzmi następująco: „Bo wszyscy, których prowadzi Duch Boży, są dziećmi Boga” (Rzym 8,14). Tak więc istnieją dwa duchowe wyróżniki dzieci Boga: ich osobista i świadoma wiara albo zawierzenie Bogu Ojcu za sprawą Ducha Świętego, który ich prowadzi w codziennym życiu. Oto prawdziwy obraz Bożych dzieci – Jego synów i córek. Zaliczamy się do nich? Należysz do rodziny Bożych dzieci? To ważne pytanie!

Czasem dorosłe dzieci uświadamiają sobie, że zerwane na wiele lat relacje z ojcem lub matką były ich niepowetowaną stratą i nieszczęściem. Czasem ta świadomość przychodzi za późno, a czasem nie zdarza się wcale. Podobnie może się dziać w naszej relacji z Bogiem Ojcem. Bo o ile ziemscy ojcowie czy matki czasami niektórych z nas boleśnie zranili i zawiedli, o tyle nasz Niebiański Ojciec nigdy tego nie czyni. Jeśli więc te relacje z Nim są zerwane, to z pewnością z naszego powodu. Masz jednak czas, by je naprawić, byle tylko nie było za późno.

Wszystkim dzieciom – tym małym i tym dorosłym – składam spóźnione nieco, ale serdeczne życzenia, by kochali swoich rodziców, a my rodzice – ich. Zaś wszystkim, małym i dużym, życzę z całego serca w Dniu Dziecka, abyśmy byli również prawdziwymi dziećmi Boga – najwspanialszego Ojca!

pastor Andrzej Seweryn

                                                                                                          (andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Dziś w naszym kościele w Szczytnie nasz pastor Andrzej Seweryn wygłosił kazanie, które wygłosił tydzień temu, w niedzielę 17 maja w I Zborze w Warszawie.

Retransmisję tego kazania możecie obejrzeć i posłuchać na YouTube, na kanale Pierwszego Zboru Kościoła Chrześcijan Baptystów w Warszawie. 

Kazanie naszego pastora zaczyna się w 48 minucie transmisji.

Posłuchajmy Bożego Słowa i budujmy się jego treścią!

Read More →
Exemple

Głosić warto i trzeba


Dziś odwiedziłem mojego kolegę po fachu – pastora baptystycznego pracującego od lat w naszym kościele w Katowicach. Odżyły wspomnienia wspólnych przeżyć sprzed lat, a także pracy jego ojca – również wieloletniego pastora, który należał w przeszłości do liderów powojennego Kościoła Baptystycznego w Polsce.

Ten pastor- senior nie żyje już od kilku lat, a ja pamiętam jego poczucie humoru i dystans do siebie, który pozwolił mu dożyć sędziwych lat. Miałem przywilej uczestniczyć w uroczystości jubileuszowej 70-lecia jego urodzin, a było to w 1999 roku, choć pierwszy raz zobaczyłem go na własne oczy, kiedy przyjechał do mojego rodzinnego zboru baptystycznego w Chełmie i przez kilka wieczorów głosił nam Słowo Boże. Poza tym zagrał nam na gitarze i nauczył nowej pieśni chrześcijańskiej, co w latach 60. ubiegłego wieku było swoistym ewenementem.

Należał do grona cenionych ewangelistów, czyli kaznodziejów Słowa Bożego, którzy mieli dar przekazywania prawd Bożych ludziom poszukującym prawdy i relacji z Bogiem. Dziś jego syn, również pastor, pokazał mi niewielką kartkę z zapisanym drobnymi literami konspektem jednego z kazań swojego ojca wraz z adnotacjami miejsc, w których on to kazanie głosił. A czynił to przez całe dekady. Ilu ludzi doprowadził do Boga, ilu wierzących pocieszył, jak wielu ostrzegł przed konsekwencjami życia bez Boga? Trudno powiedzieć. Bo tak to już jest w naszym pastorskim życiu, że owoce naszej kaznodziejskiej i duszpasterskiej pracy będziemy mogli oglądać dopiero w wieczności.

Dziś też mój przyjaciel w służbie kościelnej skorzystał z okazji, by zaprosić mnie do nagrania kazania na Dzień Zesłania Ducha Świętego, który będziemy obchodzić w ostatnią niedzielę maja i to nagranie ukaże się na stronie zboru katowickiego kościoła baptystycznego. To był dla mnie przywilej głosić Słowo Boże, które pójdzie w „internetowy eter” i zapewne dotrze do wielu ludzi. Jaki będzie tego skutek i jaki będzie owoc duchowy tego kazania? Tylko Pan Bóg to wie.

A tak przy okazji tego święta, które jest przed nami, pewnie pamiętamy, że w Dzień Zielonych Świąt apostoł Piotr – natchniony przez Ducha Świętego – wygłosił płomienne kazanie i 3 tysiące osób nawróciło się do Jezusa, uznając go za Mesjasza i osobistego Zbawiciela (Dz. Ap. 2,41). Dziś natomiast, używając hiperboli, trzeba wygłosić trzy tysiące kazań, aby w końcu jeden człowiek się nawrócił. Takie czasy i tacy ludzie…

Czasem więc nachodzi nas, pastorów, pytanie o sens naszej żmudnej pracy nad ludźmi i ich duchowością. Czy biorą sobie do serca to, co głosimy im ze Słowa Bożego? Jakie to ma dla nich znaczenie i wartość? Może dzisiaj, w obliczu pandemii, ludzie trochę chętniej i uważniej słuchają tego, co Pan Bóg ma im do powiedzenia, ale obostrzenia wciąż nie pozwalają nam wszystkim spotykać  się w kościele na nabożeństwach. Nie potrafię więc obiektywnie ocenić, czy dzisiaj i jutro ludzie będą bardziej otwarci na głoszone im prawdy Boże, niż to było dotychczas. Tak chciałoby się widzieć więcej i więcej owoców naszej duszpasterskiej pracy.

Gdy tak sobie rozmyślałem nad służbą kościelną naszych poprzedników oraz naszą dzisiaj, podeszła do mnie kobieta w moim mniej więcej wieku, która jest od lat członkinią katowickiej wspólnoty baptystów. Ku mojemu miłemu zresztą zaskoczeniu powiedziała do mnie tak: Miło mi spotkać pastora po latach. Pamiętam bowiem, jak w 1983 roku był pastor na ewangelizacji w naszym katowickim zborze i po jednym z kazań, które wtedy wygłosiłeś nawróciłam się do Boga. Jakież to było miłe i budujące dla mnie i dla jej pastora, a mojego przyjaciela. Obaj byliśmy wzruszeni tym przykładem, że głoszone Słowo Boże nie wraca do Boga puste, lecz wykonuje swoją pracę i działa na rzecz zbawienia tych, którzy tego zbawienia pragną i poszukują łaski pojednania z Bogiem.

To przypomniało mi inny fakt sprzed lat, kiedy byłem gościem i przemawiałem w innym zborze baptystycznym w Polsce. Po skończonym nabożeństwie podszedł do mnie młody człowiek i powiedział mi coś takiego: Miło mi wreszcie spotkać pastora osobiście, bo dotychczas słyszałem pastora głos w czasie radiowych nabożeństw naszego Kościoła. Pamiętam szczególnie kazanie z lipca tego roku. I tu podał mi temat tego kazania i jego główne przesłanie, po czym dodał: I właśnie ja po tym kazaniu powierzyłem swoje życie Bogu. Nawróciłem się – dziękuję pastorowi za głoszone wtedy Słowo Boże, dzięki któremu doznałem Bożej łaski przebaczenia grzechów i zbawienia.

Warto więc trudzić się dla dobra duchowego innych. To jest nasze powołanie, które winniśmy wykonywać z pasją, umiłowaniem Boga i ogromnym szacunkiem do Jego Słowa, które ma moc przekonać, przeobrazić ludzkie życie i nadać mu wieczną wartość. Dlatego zawsze dziękuję za wszystkich słuchaczy moich kazań – tych w kościele, jak również tych, którzy słuchają ich w Internecie. Miałem taki przywilej, głosząc ewangelię w ostatnią niedzielę w zborze warszawskim. Tę samą radość czułem, nagrywając dziś kazanie w Katowicach i z taką samą radością będę służył moim braciom i siostrom w naszym Zborze w Szczytnie w najbliższą niedzielę. Oby było jak najwięcej duchowych owoców i błogosławionych skutków tej służby w życiu moich słuchaczy, ale najbardziej zależy mi na tym, by moja praca i głoszenie Dobrej Nowiny przyniosły chwałę Bogu i Jezusowi – mojemu Panu i Zbawicielowi!

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Epoka lodowcowa

E

Nie ma wątpliwości, że wszyscy jesteśmy już bardzo zmęczeni nienormalnością, która się przedłuża, choć zapowiadane są dalsze, ostrożne poluzowania obostrzeń nałożonych na nas przez rządzących. O ich decyzjach usłyszymy pewnie lada dzień. Oby przywracały normalność, za którą już bardzo tęsknimy, choć z drugiej strony mamy poważne wątpliwości, czy ta normalność powróci do nas na dobre, czy też nasz świat i styl życia zmieni się jednak nieodwracalnie i bezpowrotnie.

Kiedy widzę czasem obrazy z filmów czy innych materiałów reporterskich sprzed pandemii, to reaguję dziwnie i z zaskoczeniem, kiedy oglądam tłumy ludzi na ulicach, plażach, w parkach, czy siedzących blisko siebie przy kawiarnianych stolikach, wszak przez ostatnie miesiące odwykliśmy od tego. Miejsca publiczne tak wyraźnie się wyludniły, że czasami wręcz opustoszały. Te ostatnie obrazy zieją pustką, emocjonalnym chłodem, a opustoszałe ulice i lotniska wyglądają jak kadry z amerykańskich filmów katastroficznych.

Świat bez ludzi, bez bliskich i bezpośrednich kontaktów międzyludzkich jest martwy i obcy. Narzekaliśmy ostatnimi czasy na to, że zatraciliśmy się w wirtualnych kontaktach, a zaniedbaliśmy osobiste spotkania, bezpośrednie rozmowy i wspólne chwile wypoczynku lub relaksu. Nie przypuszczaliśmy w najgorszych przewidywaniach, że pandemiczne realia zgotują nam jeszcze większy dystans między nami i odepchną nas od siebie. Czy na zawsze, czy tylko na jakiś czas?

Nawet w kolejkach na pocztę czy do sklepu stoimy oddaleni od siebie, odzwyczajamy się od podawania rąk na powitanie, o młodzieżowych „hagach” już chyba zapomnieliśmy. Jeśli takie nowe zachowania utrwalą się w nas, będziemy od siebie oddaleni jeszcze bardziej – zarówno fizycznie jak i emocjonalnie, w tym także duchowo, co mnie najbardziej interesuje. Będziemy bać się siebie, okazywanej bliskości czy objawów zwyczajnej ludzkiej życzliwości i sympatii. Czy grozi nam więc swoista „epoka lodowcowa”, w której będziemy oziębli, zdystansowani do siebie, będziemy omijać się z daleka, a jeśli ktoś w pobliżu nas kaszlnie lub kichnie, będziemy go obchodzić łukiem, a najlepiej będziemy przechodzić na drugą stronę ulicy? To byłoby straszne.

Kiedy na niebie po dłuższej przerwie pojawiły się pierwsze, przelatujące nad naszymi głowami samoloty, pomyślałem przez chwilę, że może jeszcze i to niedługo będzie normalnie, a i nasze najbliższe lotnisko w Szymanach też w końcu ożyje, ludzie będą mogli polecieć w świat, albo choćby do Krakowa – królewskiego miasta przecież. Mam tam teraz nie tylko brata, ale i córkę! Chciałoby się do nich znowu polecieć! Tak normalnie, bez żadnych przeszkód. Na wakacje też, ale czy tylko ewentualnie na Węgry lub na Słowację – jak prognozują ludzie odpowiedzialni za turystykę?

Czekamy również niecierpliwie na normalność w naszych kościołach. Posłuszni zaleceniom władz staramy się zachowywać w kościele według obowiązujących reguł. Mając na uwadze ograniczenia liczby uczestników nabożeństw, w ostatnie dwie niedziele zorganizowaliśmy po dwa nabożeństwa po kolei, by choć część naszych wyznawców mogła bezpośrednio uczestniczyć w nabożeństwie, które zresztą nagrywamy i umieszczamy potem na Facebook’u i na naszej stronie internetowej. Dziwnie się jednak czujemy siedząc w ławkach kościelnych z zasłoniętymi twarzami, zachowując stosowny dystans od siebie, który jednak stoi w jaskrawej sprzeczności z ideą duchowej wspólnoty i bliskości, której doświadczamy w sposób szczególny właśnie w kościele.

Sytuacja, jaką obecnie przeżywamy, jest bardzo dotkliwa szczególnie w kościołach, bo przecież w takich trudniejszych doświadczeniach ludzie jeszcze bardziej potrzebują Boga, pociechy i zachęty do wiary i wytrwałości. Tymczasem jako duszpasterze nie możemy swobodnie zaspokoić potrzeb naszych duchowych sióstr i braci, bo nie możemy być wszyscy razem, blisko siebie, nie możemy spędzać czasu wspólnie w naszej zborowej kawiarence, rozmawiając ze sobą o naszych codziennych troskach i bolączkach, siedząc obok siebie – ramię w ramię.

Jest to tym bardziej dziwne, że otworzyły się sklepy, powoli życie wraca do galerii handlowych, coraz więcej ludzi na ulicach i w parkach, a życie kościelne, albo lepiej mówiąc – duchowe w kościele – jest nadal mocno skrępowane i pozbawione elementów wspólnotowych, co doskwiera nam wszystkim i to bardzo. Modlimy się więc o mądrość dla ludzi odpowiedzialnych za stan zdrowotny naszego społeczeństwa, by podejmowali decyzje słuszne, racjonalne, zgodne z rzetelną wiedzą, ale i zdrowym rozsądkiem i żeby ta pandemia, która zabija ciała ludzkie, nie zabijała w nas ducha, naszej duchowości i chrześcijańskiej wspólnoty, której zwykle doświadczamy właśnie i przede wszystkim w kościele.

Modlimy się więc do Boga prosząc Go, by wróciła normalność do naszych domów, do naszych miejsc pracy, do szkół i miejsc publicznych, ale także do naszych kościelnych realiów, byśmy znowu i bez przeszkód przychodzili wszyscy do domu Bożego i oddawali Mu chwałę za zdrowie, ochronę i siły, których nadal potrzebujemy. Dość tej epoki lodowcowej – czas na odwilż! Wyprośmy ją u Pana naszych losów!

pastor Andrzej Seweryn

 (andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Pobyć trochę na pustyni


Czytając ostatnio książkę J.D. Watsona pt. „Słowa hebrajskie na każdy dzień roku. Inspiracje ze Starego Testamentu”, poznałem bliżej słowo „pustynia” (hbr.  mitbar), które występuje w Starym Testamencie prawie 250 razy i oznacza: bezwodną pustynię, odludny obszar, pustkowie, rozległe odludne pastwiska. Istnieje również przenośne, symboliczne znaczenie słowa „mitbar” (pustyni) jako miejsca albo czasu próby i doświadczenia w życiu człowieka.

To słowo w Biblii kojarzone jest z czterdziestoletnią wędrówką narodu wybranego przez pustynię do ziemi obiecanej, która jest opisana aż w czterech księgach: Wyjścia, Kapłańskiej, Liczb oraz Powtórzonego Prawa. Czytelnicy Pisma Świętego z pewnością pamiętają, że ta wieloletnia tułaczka po pustyni była konieczna, by rozprawić się z pokoleniem ludzi powyżej 20. roku życia za ich niewierność i odwrócenie się od Boga, a także by ukształtować i wychować nowe pokolenie tych, którzy pod wodzą następcy Mojżesza – Jozuego weszli w końcu do ziemi obiecanej!

Czytając inne fragmenty Biblii możemy dostrzec bez trudu, że Pan Bóg często kształtował mężów wiary właśnie na pustyni lub na pustkowiu, w odosobnieniu, by mieli czas na zbliżenie się do Stwórcy oraz przygotowanie się do wielkich zadań zlecanych im przez samego Boga. Tak działo się w przypadku króla Dawida w odosobnieniu, na pustyni, gdzie doświadczał wyciszenia przed Bogiem. W jednym ze swoich psalmów napisał takie słowa: „Gdyby tak ktoś mi dał skrzydła gołębia, uleciałbym i odpoczął (…). Osiadł gdzieś na pustyni” (Ps 55,7-8).

Jeszcze wcześniej sam Mojżesz spędził na pustkowiu aż 40 lat, pasąc trzodę teścia Jetra (Wj 3,1), zanim Bóg powołał go do przewodzenia narodowi w czasie wyjścia z Egiptu i 40-letniej wędrówki po pustyni. Również Jan Chrzciciel przebywał i głosił na Pustyni Judzkiej – był głosem wołającym na pustkowiu (Mt 3,1-3). Wreszcie i sam Pan Jezus spędził 40 dni na wyżynnym pustkowiu, gdzie pościł i był poddany próbie przez diabła (Mt 4,1-2), często też modlił się na ustronnych miejscach (Łk 5,16).

Dlaczego piszę o tym w dzisiejszym felietonie. Otóż uważam, że i my potrzebujemy czasem „pustyni” w sensie metaforycznym jako testu naszego charakteru. Chodzi tu bowiem o to, by uciec od zgiełku tego świata, by wyciszyć się przed Bogiem, by odpocząć fizycznie, emocjonalnie i duchowo, by wreszcie przemyśleć wiele ważnych spraw, radząc się swojego Pana i Zbawiciela.

Trzeba nam jako chrześcijanom pozytywnie zaliczyć ten „test pustyni”, by potem móc wejść do „ziemi obiecanej”, czyli innymi słowy pozbierać się i wyjść na prostą w swoim często zagmatwanym i pokrzywionym życiu. Warto więc przy tej okazji zadać sobie pytanie: Kiedy ostatnio miałem czas odosobnienia, wyciszenia, rozmyślań i szczerej rozmowy tylko z Bogiem?

Ostatnio spotkałem człowieka, który od ponad 20 lat ma własny warsztat i ciężko w nim pracuje na siebie i swoją rodzinę. Powiedział mi jednak, że już nie pamięta, kiedy miał z rodziną prawdziwy urlop. To oznacza, że nie miał również okazji na wyciszenie i odosobnienie, by być sam na sam z Bogiem. Tymczasem Pan Bóg dał nam ostatnio dużo czasu – swoistej „pustyni”, przez którą trzeba przejść i przetrwać ten niewygodny i trudny dla nas wszystkich czas, by w końcu wrócić do normalności, za którą wszyscy przecież tęsknimy.

Ten okres może stać się dla nas czasem udręki, buntu, zwątpienia, depresji, co może prowadzić do śmierci – dosłownej lub duchowej! Tak było z pokoleniem Izraelitów od 20. roku wzwyż, których ciała zasłały pustynię! Nie doszli do Ziemi Obiecanej. Może to być jednak czas wyciszenia, swoistego testu naszej wiary, zaufania do Boga, posłuszeństwa Jego nakazom i przykazaniom oraz niezłomnego i silnego przekonania, że On nas przez ten trudny czas przeprowadzi, wyprowadzi, a następnie zaprowadzi do lepszej, wiecznej przyszłości.

A oto ważny cytat z książki, o której wspomniałem na początku: „Drogi Przyjacielu. Wierz mi, że jeśli nawet mieszkasz w milionowym mieście, i tak żyjesz na pustyni, która zwie się światem. Twoja wiara będzie poddawana próbom i doświadczana każdego dnia. Zrozum, że Bóg używa tych prób i doświadczeń, aby przygotować cię do standardów swojego Królestwa, gdyż Jemu zależy na tobie”.

Jak wygląda nasz czas w czasie kwarantanny domowej? Czy jest to czas wyciszenia i głębszych przemyśleń o swoim życiu oraz bliższej niż dotychczas więzi z Bogiem? Czy w naszym domu panuje cisza, czy też telewizor lub komputer gra głośno i bez ustanku, przerywany naszymi emocjonalnymi dialogami lub wręcz kłótniami z powodu tego czasu nie do zniesienia?

Czy na tej „pustyni” chcę umrzeć ze strachu i beznadziei, czy też mam w swoim sercu ducha Jozuego i Kaleba, którzy zaufali Bogu i razem z nowym pokoleniem weszli do ziemi obiecanej: ziemi pięknej i bogatej, miodem i mlekiem płynącej! A skoro już mówimy o tym, to warto byłoby zapytać: Gdzie jest twoja ziemia obiecana? Tu, na ziemi – czy tam, w górze? „Nasza zaś ojczyzna jest w niebie” (Fil 3,20) – pisał apostoł Paweł. „Uważaj więc, abyś nie zapomniał o Panu, twoim Bogu” (Pwt 8,11a).

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →