Exemple

To był piękny i uroczysty weekend, który był zwieńczeniem roku jubileuszowego szczycieńskich baptystów. Celebrowaliśmy bowiem 110-lecie powstania naszego zboru, czyli samodzielnej parafii baptystycznej. W lipcu 1912 roku ta wspólnota wyodrębniła się z macierzystego zboru w Rumach i w momencie ustanowienia liczyła 239 członków ochrzczonych na wyznanie osobistej wiary w Jezusa Chrystusa jako osobistego Zbawiciela.

Kiedy zaczęliśmy przygotowywać się do tych obchodów, przyświecała nam myśl, by ta historyczna okoliczność stała się okazją do oddania chwały Bogu i podziękowania Mu za naszych poprzedników wiary, którzy w różnych, a często bardzo trudnych okolicznościach zewnętrznych, okazali się wierni Jezusowi oraz swoim przekonaniom wynikającym z zasad duchowych i moralnych Pisma Świętego. Stało się to również za sprawą oddanych Bogu duszpasterzy, pastorów i liderów, którzy prowadzili lud Boży w niekłamanej pobożności i gorliwości dla Boga przez ponad sto lat.

Od samego początku przygotowań zakładaliśmy, że nie chcemy świętować i wspominać tej historii jedynie we własnym gronie. Chcieliśmy bardzo naszą radością podzielić się z innymi ludźmi, nie tylko z byłymi członkami naszej kongregacji, którzy we wcześniejszych okresach porozjeżdżali się po świecie i tam również służą Bogu, ale także z mieszkańcami naszego miasta i okolic oraz władzami lokalnymi, a także duchownymi różnych wyznań obecnych na mapie religijnej naszego miasta Szczytna.

Jesteśmy więc wdzięczni Panu Bogu, że na nasze zaproszenia odpowiedzieli pozytywnie nie tylko niektórzy nasi byli członkowie, jak na przykład rodzina Hirsch z Niemiec, ale również przedstawiciele zborów baptystycznych i nie tylko, którzy wraz ze swoimi pastorami przybyli z Warszawy, Olsztyna, Białegostoku, Bartoszyc, Kętrzyna, Giżycka czy Głogowa. Z radością przyjmowaliśmy ich życzenia i cieszyliśmy się ich obecnością.

Czuliśmy się również zaszczyceni faktem obecności na naszych uroczystościach jubileuszowych przedstawicieli władz lokalnych na czele z Panem Burmistrzem Szczytna Krzysztofem Mańkowskim, jego Zastępczynią Panią Iloną Bańkowską oraz Panem Starostą Szczycieńskim Jarosławem Matłachem. Mieliśmy przywilej gościć także Panią Poseł Urszulę Pasławską oraz Pawła Krassowskiego – prezesa Stowarzyszenia „Nasza Szczycieńska Ziemia”.

Byliśmy uradowani faktem, że na nasze zaproszenia zareagowali pozytywnie również duchowni kościołów szczycieńskich: księża Andrzej Wysocki i Edward Molitorys – reprezentujący dwie parafie rzymskokatolickie, ks. Adrian Lazar – proboszcz szczycieńskiej parafii Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego oraz pastor zboru Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego – Juliusz Jankowski z małżonką.

Szczególnym gościem naszego jubileuszu był również zwierzchnik i przewodniczący Rady Kościoła Chrześcijan Baptystów w RP – prezbiter Marek Głodek, który wygłosił dwa kazania okolicznościowe zawierające zarówno głębokie, biblijne prawdy o Kościele, jak również wyzwanie dla nas na przyszłość, abyśmy swoim życiem i postępowaniem nie zawiedli Chrystusa i dalej głosili ewangelię w naszym pokoleniu, kontynuując duchową sztafetę zapoczątkowaną w naszym mieście jeszcze w ubiegłym wieku.

Wspominając dość burzliwą historię baptyzmu na naszej szczycieńskiej ziemi, wymienialiśmy imiona i nazwiska duszpasterzy, starszych i innych duchowych liderów, którzy w przeszłości tworzyli historię naszego zboru. Większość z nich już nie żyje, ale odczuwaliśmy wielką radość, goszcząc byłych pastorów: prezbitera Jana Mroczka z małżonką Eugenią – służyli jako rodzina pastorska w latach 2000-2008 – oraz prezbitera Janusza Niwińskiego z małżonką Małgorzatą, którzy tworzyli wraz z dziećmi rodzinę pastorską w latach 1990-2000. Z wdzięcznością słuchaliśmy ich wspomnień oraz życzeń kierowanych do nas w czasie uroczystości.

Gościem zupełnie wyjątkowym okazał się także profesor pianistyki Uniwersytetu Muzycznego Mozarteum w Salzburgu Claudius Tanski, wnuk byłych członków naszego zboru Wilhelminy i Johanna Tanskich, którzy byli ochrzczeni w naszym szczycieńskim kościele baptystycznym tuż przed I wojną światową. Mimo ogromnych starań dyrektor Szkoły Muzycznej Anny Dranowicz oraz innych pracowników tej placówki nie udało się wnieść do Sali koncertowej użyczonego przez firmę Fazioli pięknego fortepianu, który dotarł do Szczytna, z powodu zbyt wąskiego przejścia z korytarza na estradę. Mimo tych niespodziewanych trudności wysłuchaliśmy nie tylko pięknego recitalu fortepianowego zagranego na fortepianie marki Petrof, ale także bardzo osobistego świadectwa sentymentalnych związków pana profesora ze Szczytnem. To było bardzo szczególne przeżycie – nie tylko artystyczne.

Dziękuję wszystkim uczestnikom za udział w naszych jubileuszowych uroczystościach, a licznym członkom naszej wspólnoty za przygotowanie pod namiotem na posesji zborowej miłego przyjęcia dla wszystkich naszych gości i przyjaciół. Te historyczne chwile uwiecznione zresztą na zdjęciach, które połączyły nas wszystkich w jeden chór wdzięczności będziemy długo wspominać. Także występ chóru „Wniebogłosy” z Olsztyna, który uświetnił nasz jubileusz pięknymi pieśniami. Niech nadal brzmią w naszych uszach i sercach!

Read More →
Exemple

Recital fortepianowy

Z okazji 110lecia istnienia zboru Chrześcijan Baptystów w Szczytnie chcielibyśmy wraz z Państwową Szkołą Muzyczną I stopnia im. Fryderyka Chopina w Szczytnie (http://psmszczytno.pl/aktualnosci-psm/) zaprosić Państwa na recital fortepianowy w wykonaniu wybitnego pianisty – prof. Claudiusa Tanskiego – wykładowcy Akademii Muzycznej w Salzburgu. Odbędzie się w Sali Koncertowej Szkoły 9 września o godzinie 18:00.

Read More →
Exemple

Dziś chcę podjąć temat trochę niezręczny dla nas jako chrześcijan dzisiaj. Chcę bowiem każdemu z was zadać następujące pytanie: jak często chodzisz do kościoła, jakie motywacje tobą kierują i jakie uczucia towarzyszą ci, kiedy kierujesz swe kroki do świątyni, by uczestniczyć w nabożeństwie? Do podjęcia tego tematu zainspirowała mnie treść Psalmu 84, który jest pieśnią o szczęściu przebywania w domu Pana ludzi, którzy byli narodem wybranym.

Świątynia w Jerozolimie była centrum życia religijnego Izraela, dokąd pielgrzymowano całymi rodzinami, by oddać chwałę Bogu i składać Mu ofiary. Ludzie z najdalszych stron modlili się zwróceni twarzą w kierunku Jerozolimy, bo nazwa tego miasta brzmiała: „Pan tam mieszka” (Ezech 48,35c). Sam Pan Bóg powiedział: „Ja, Pan, wasz Bóg, mieszkam na Syjonie, na mojej świętej górze, a Jerozolima stanie się święta” (Joel 4,17). Jedna z pieśni pielgrzymów (Psalm 122) zaczynała się od pięknych słów: „Ucieszyłem się, gdy mi powiedzieli: Udamy się do domu Pana. I oto stanęły nasze stopy w Twoich bramach, Jerozolimo” (w. 1-2). Takie wzniosłe chwile przeżywałem sporo lat temu, kiedy wraz z innymi pastorami znalazłem się pierwszy raz w Jerozolimie.

Jak Psalm 84 opisuje szczęście przebywania w domu Boga? „Jak kochane są Twoje przybytki” – czytamy w wersecie drugim. Tak silna, emocjonalna więź z domem Pana, łączyła autora tego Psalmu, który wyraził również silną tęsknotę duszy za tym miejscem, mówiąc: „Całym sercem i ciałem wyrywam się do żywego Boga” (w. 3). Potem zauważył, że nawet ptaki gnieździły się blisko ołtarzy Pana Zastępów (w. 4), by w końcu stwierdzić, że szczęśliwi są mieszkańcy domu Pana, bo mogą nieustannie chwalić Boga (w. 5), są oni stale blisko Pana, posilani przez Niego (w. 6).

Również w tamtych czasach ludzie doświadczali trudnych przeżyć, problemów i zmartwień i kiedy doświadczali bycia w „dolinie płaczu”, wtedy przychodzili do Boga, do Jego świątyni, po posilenie (w. 7-8). Czas spędzany z Bogiem w świątyni był unikalny, upragniony i nieporównywalny z niczym innym jako najmilsze miejsce na ziemi (w. 11), bo tam ludzie poznawali i rozkoszowali się swoim świętym Bogiem (w. 12-13).

W Księdze Psalmów możemy znaleźć również inne miejsca opisujące szczęście przebywania w świątyni Pana Boga. To właśnie w tym szczególnym miejscu ludzie
doświadczali zbiorowego uniesienia i wtedy spontanicznie wyrażali wdzięczność Bogu za wszelkie dobrodziejstwa, które otrzymywali od Stwórcy (Psalm 42,2-5). Radość, dziękczynienie i pieśni chwały rozbrzmiewały w bramach świątyni Pana, gdzie panował podniosły, świąteczny nastrój! (Psalm 100). Również tańce i muzyka ludzi pokornych i oddanych Bogu sprawiały, że „Panu spodobał się Jego lud” (Psalm 149,1-4).

Czy my, współcześni chrześcijanie, umiemy doświadczać takiego samego szczęścia i radości, kiedy jesteśmy w kościele? To dobrze, że nasz kościół lub kaplicę nazywamy często i słusznie domem Bożym, domem modlitwy lub domem Ojca. Ale dom to miejsce, gdzie się mieszka. Nasz kościół jako nasz duchowy dom to miejsce, gdzie powinniśmy duchowo mieszkać, a więc często przebywać i chętnie! Przecież nasz Pan Jezus chodził często do świątyni, Jego uczniowie także, pierwsi chrześcijanie w Jerozolimie „codziennie też jednomyślnie gromadzili się w świątyni” (Dz 2,46a).

Niestety, po niedługim czasie autor nowotestamentowego Listu do Hebrajczyków musiał napomnieć ówczesnych chrześcijan, pisząc do nich: „Nie opuszczajmy przy tym wspólnych spotkań, co jest u niektórych w zwyczaju, lecz dodawajmy sobie otuchy…” (Hbr 10,25).

Niech nasz kościół nie będzie miejscem, do którego się chodzi od czasu do czasu, jak do restauracji czy do supermarketu. To ma być miejsce naszego wspólnego spotkania z Bogiem, a więc czas wzniosły, uroczysty i piękny, do którego tęsknimy całym naszym jestestwem! Bo to jest nasz wspólny czas z naszym Ojcem w Jego domu!!

Read More →
Exemple

Czasem śpiewamy w naszym kościele piosenkę zaczynającą się od słów: „Nie mam nic, co bym ja mógł Tobie dać, nie mam sił, by przed Tobą, Panie, stać. Puste ręce przynoszę przed Twój w niebie tron, manną z nieba nakarm duszę mą”. Musimy chyba przyznać uczciwie, że subiektywne odczucia autora tej pieśni nie są nam zupełnie obce. Jednakże w ostatnią niedzielę wygłosiłem kazanie, które zatytułowałem: „Nie przychodź do Boga z pustymi rękami”. Bo właśnie taka postawa jest właściwa i biblijna, zgodna z myślą Apostoła Pawła, który napisał: „Zachęcam was zatem, bracia, ze względu na miłosierdzie Boże, abyście oddali swoje ciała na ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu – jako wyraz waszej rozumnej, wypływającej z głębi ducha służby” (Rz 12,1). W tym samym duchu Apostoł Piotr pisał do chrześcijan swojego pokolenia: „Wy sami jako żywe kamienie, jesteście budowani niczym duchowy dom, by być świętym kapłaństwem i składać duchowe ofiary, miłe Bogu, ze względu na Jezusa Chrystusa” (1P 2,5).

Ludzie w epoce Starego Testamentu nigdy nie przychodzili do Boga z pustymi rękami. Składali Mu regularnie kosztowne ofiary: dobrowolne, całopalne, dziękczynne, świąteczne, ofiary za grzechy (przebłagalne), z pierwszych plonów itd. Przynosili na ofiarę zwierzęta: owce, baranki, kozły lub woły, biedniejsi zaś pary synogarlic lub gołębi – najlepsze sztuki bez skazy i wad. Składali też ofiary pokarmowe: z najlepszej mąki i najlepszej oliwy.

Jako chrześcijanie dzisiaj – my też mamy przynosić Bogu ofiary, ale duchowe. Na przekór roszczeniowej postawy wielu ludzi wobec Boga dzisiaj, którzy uważają, że to Pan Bóg ma nam ciągle dawać i dawać, a do tego szybko i według naszych oczekiwań. Tym bardziej, że przecież
Pan Bóg od nas niczego nie potrzebuje – jak mniemamy. Czasem też myślimy jak autor pieśni zacytowanej na początku, że właściwie to nie mam nic, co bym mógł dać Panu Bogu. Czyżby? Czy Bóg ma nam dawać wszystko, a my Mu nie dajemy nic?

Jakie zatem duchowe ofiary powinniśmy przynosić Panu Bogu? Apostoł Paweł napisał, że winniśmy oddawać swoje ciała na żywą i świętą ofiarę, miłą Bogu (Rz 12,1), czyli wykonywać rozumną służbę wypływającą z głębi ducha. Chodzi tu o życie z pasją dla Boga. Mamy być „pełni zapału do pracy dla Pana” lub „wciąż tryskający poświęceniem w dziele Pana” (1 Kor 15,58). Czy ten nakaz odnosi się tylko do osób duchownych w Kościele? A do nas, zwykłych chrześcijan już nie?

W Liście do Hebrajczyków (13,15) czytamy, że winniśmy również składać Bogu ofiary uwielbienia i wyznawania imienia Bożego – jako owoc naszych ust, także w naszych modlitwach wdzięczności: „Niech moja modlitwa wznosi się ku Tobie jak kadzidło, me uniesione ręce potraktuj jak ofiarę wieczorną” – pisał Dawid w Psalmie 141,2. Czy składamy Bogu takie ofiary codziennie?

W kolejnym wersecie Listu do Hebrajczyków (13,16) czytamy, że dobroczynność i pomoc wzajemna – to również nasze ofiary, które podobają się Bogu, choć służą dobru naszych bliźnich. Kiedy więc wyciągamy chętnie pomocną dłoń do potrzebujących i słabych, wtedy Bóg przyjmuje to od nas jako miłą Jego sercu ofiarę.

W naszych dzisiejszych przemyśleniach nie możemy pominąć jeszcze jednego, bardzo ważnego cytatu z Psalmu 51,19, gdzie czytamy, że skruszony duch człowieka i jego serce przejęte własnym stanem – to ofiara szczególnie miła Bogu. Tak zrobił pokutujący Dawid, gdy wyznawał szczerze swoje grzechy i Pan Bóg przebaczył mu, dał mu nowe serce i przywrócił mu radość zbawienia.

Widzimy więc, że winniśmy chętnie i z radością przynosić jednak Panu Bogu duchowe ofiary, którymi są: nasze ciała oddane na służbę Bogu z zapałem i pasją, uwielbienie Boga i wyznawanie Jego imienia, modlitwy wdzięczności, dobroczynność i pomoc wzajemna, dziękczynienie, dotrzymywanie obietnic składanych Bogu, albo szczera pokuta naszych skruszonych serc.

Nie mamy więc prawa przychodzić do Boga z pustymi rękami i liczyć wyłącznie na Jego dobroć oraz nieustającą hojność! Nasz Bóg jest godny również najlepszych ofiar z naszej srony, nawet ofiary naszego życia, jeśli będzie trzeba! Pamiętajmy przy tym, że moje i twoje duchowe ofiary będą miłe Panu Bogu i przyniosą również wiele dobra innym ludziom!

Warto więc zadać sobie parę pytań: Czy przynoszę Bogu duchowe ofiary? Jeśli tak, to jakie (konkretnie) i jak często? Które z wymienionych ofiar najtrudniej mi przynieść lub nie przynoszę ich wcale? Ile jest w tobie roszczeniowego ducha w stosunku do Boga – liczysz na to, że da ci wszystko, a ty Mu nie musisz lub nie chcesz dać nic? Obyśmy mogli dziś wyznać z ręką na sercu i powiedzieć jak Psalmista w Psalmie 54,8-9a: „Z przyjemnością złożę Ci ofiary. Wywyższę Twoje imię, JHWH, bo jest dobre. Bo wyratowało mnie z wszelkiej niedoli”.

Read More →
Exemple

W tym tygodniu spotkam się co wieczór w naszym ośrodku kościelnym w Świętajnie z grupą chrześcijan z Łodzi i wspólnie rozważamy fragmenty Pisma Świętego poruszające temat naszej osobistej świętości. To jedno z kluczowych zagadnień definiujące nasze chrześcijańskie życie i tak na dobrą sprawę jestem bardzo ciekawy, ilu z nas ten temat tak naprawdę interesuje i obchodzi?
A powinien obchodzić. Oczywiście i przede wszystkim tych, którzy są chrześcijanami. Ale nie
tylko. Już w Starym Testamencie Pan Bóg mówił do swojego narodu wybranego: „Uświęcajcie
się i bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty” (3 Mojż. 11,44-45). Tę samą zasadę usłyszeli
również chrześcijanie w czasach apostolskich, kiedy to Apostoł Piotr napisał: „Lecz za
przykładem świętego, który was powołał, sami też bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu
waszym. Ponieważ napisano: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” (1 P 1,15-16).
Szkoda bardzo, że wielu ludzi dzisiaj zrezygnowało z pielęgnowania osobistej świętości. Reguły i
zasady, jakie sobie bez Boga wyznaczyliśmy we współczesnym świecie, usunęły Go na margines
naszego życia. Bezprawie, szerząca się przemoc i niemoralność oraz świecki styl życia
przejawiający się chociażby w używaniu brudnego języka – powszechnie i bez żadnego
skrępowania – to tylko jeden z przykładów „nieświętego” życia, jakie się toczy wokół nas i w
nas.
Czy tak trudno być świętym dzisiaj? A może to niemożliwe? Może łatwiej jest patrzeć na
świętość innych – tych wyniesionych na ołtarze – niż pielęgnować ją w sobie, bo po prostu nie
chce mi się żyć inaczej od innych? A może myślę, że to niemożliwe i nierealne dla mnie, by żyć
świętym życiem, godnym naszego chrześcijańskiego powołania.
A przecież warto byłoby na tę świętość popatrzeć nie tak patetycznie, lecz bardziej praktycznie i
zwyczajnie. Chodzi na przykład o świętą cierpliwość w sytuacjach, gdy inni nas denerwują, gdy
dzieci są nam nieposłuszne, a znajomi zawistni i zazdrośni. Czy zamiast oddawania pięknym za
nadobne – stać nas na cierpliwość, łagodność, uśmiech i wyrozumiałość? Czy mamy siłę
duchową, by zło dobrem zwyciężać – jak uczy nas Pismo Święte?
Może warto byłoby okazać czasem święty gniew i sprzeciw wobec przejawów
niesprawiedliwości, podłości i bezbożności, którą ktoś chce nam narzucić lub promować za
wszelką cenę? Nie być obojętnym na krzywdę innych, przejmować się losem pokrzywdzonych,
tulić do serca niechcianych i niekochanych. Bo prawdziwa świętość to nie pobożna mina czy

W tym tygodniu spotkam się co wieczór w naszym ośrodku kościelnym w Świętajnie z grupą chrześcijan z Łodzi i wspólnie rozważamy fragmenty Pisma Świętego poruszające temat naszej osobistej świętości. To jedno z kluczowych zagadnień definiujące nasze chrześcijańskie życie i tak na dobrą sprawę jestem bardzo ciekawy, ilu z nas ten temat tak naprawdę interesuje i obchodzi?
A powinien obchodzić. Oczywiście i przede wszystkim tych, którzy są chrześcijanami. Ale nie tylko. Już w Starym Testamencie Pan Bóg mówił do swojego narodu wybranego: „Uświęcajcie się i bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty” (3 Mojż. 11,44-45). Tę samą zasadę usłyszeli również chrześcijanie w czasach apostolskich, kiedy to Apostoł Piotr napisał: „Lecz za przykładem świętego, który was powołał, sami też bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym. Ponieważ napisano: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” (1 P 1,15-16).
Szkoda bardzo, że wielu ludzi dzisiaj zrezygnowało z pielęgnowania osobistej świętości. Reguły i zasady, jakie sobie bez Boga wyznaczyliśmy we współczesnym świecie, usunęły Go na margines naszego życia. Bezprawie, szerząca się przemoc i niemoralność oraz świecki styl życia przejawiający się chociażby w używaniu brudnego języka – powszechnie i bez żadnego skrępowania – to tylko jeden z przykładów „nieświętego” życia, jakie się toczy wokół nas i w nas.
Czy tak trudno być świętym dzisiaj? A może to niemożliwe? Może łatwiej jest patrzeć na świętość innych – tych wyniesionych na ołtarze – niż pielęgnować ją w sobie, bo po prostu nie chce mi się żyć inaczej od innych? A może myślę, że to niemożliwe i nierealne dla mnie, by żyć świętym życiem, godnym naszego chrześcijańskiego powołania.
A przecież warto byłoby na tę świętość popatrzeć nie tak patetycznie, lecz bardziej praktycznie i zwyczajnie. Chodzi na przykład o świętą cierpliwość w sytuacjach, gdy inni nas denerwują, gdy dzieci są nam nieposłuszne, a znajomi zawistni i zazdrośni. Czy zamiast oddawania pięknym za nadobne – stać nas na cierpliwość, łagodność, uśmiech i wyrozumiałość? Czy mamy siłę duchową, by zło dobrem zwyciężać – jak uczy nas Pismo Święte?
Może warto byłoby okazać czasem święty gniew i sprzeciw wobec przejawów niesprawiedliwości, podłości i bezbożności, którą ktoś chce nam narzucić lub promować za wszelką cenę? Nie być obojętnym na krzywdę innych, przejmować się losem pokrzywdzonych, tulić do serca niechcianych i niekochanych. Bo prawdziwa świętość to nie pobożna mina czy kościelna poza, lecz otwarte serce, miłość i dobroć w sercu, których tak dzisiaj brak. To proste odruchy, czyny miłosierdzia i ludzkiej szlachetności – na wzór samego Jezusa Chrystusa.
Święta racja – powiadamy w sytuacjach, gdy ktoś wypowiada słuszne i mądre słowa, gdy głosi prawdę lub okazuje rozwagę i rozsądek w rozstrzyganiu różnych życiowych spraw i dylematów. Być świętym oznacza więc mówienie prawdy i kierowanie się prawdą w życiu, a nie okłamywanie innych, mówienie półprawd, życie w obłudzie i zakłamaniu.
Czy warto być świętym i czy w ogóle jest to możliwe? To zależy od poziomu twojej wiary, od twojej osobistej relacji z Bogiem i od tego, jak poważnie traktujesz Słowo Boże oraz swoje chrześcijańskie powinności. Jeśli podchodzisz do tych spraw lekko, albo świadomie wyrzekłeś się swoich chrześcijańskich korzeni – to z pewnością nie obchodzą cię takie dywagacje i może śmiejesz się z tych ludzi, którzy myślą i mówią o świętości.
Kiedy jednak życie przyciśnie do muru i bezbożne życie oraz jego konsekwencje dadzą w kość, przyznasz – stojąc przed lustrem – że tęsknisz za bogobojną babcią, która uczyła cię modlitwy i szlachetnego postępowania, przypomnisz sobie kolegę lub koleżankę ze szkoły lub pracy, która była inna, uczciwa i dobra i po cichu zazdrościłeś jej lub jemu, że potrafili tak pięknie żyć i tak pięknie różnić się od innych swoją niekłamaną uczciwością i czystością.
Ty też możesz świętym być! Tylko czy zechcesz spróbować? Może warto byłoby? Dla twojego własnego dobra i dla dobra innych, którzy potrzebują dobrych przykładów dzisiaj. Pomyśl o tym, proszę, i nie reaguj tak jak to może już nieraz robiłeś, mówiąc: daj mi święty spokój!

kościelna poza, lecz otwarte serce, miłość i dobroć w sercu, których tak dzisiaj brak. To proste
odruchy, czyny miłosierdzia i ludzkiej szlachetności – na wzór samego Jezusa Chrystusa.
Święta racja – powiadamy w sytuacjach, gdy ktoś wypowiada słuszne i mądre słowa, gdy głosi
prawdę lub okazuje rozwagę i rozsądek w rozstrzyganiu różnych życiowych spraw i dylematów.
Być świętym oznacza więc mówienie prawdy i kierowanie się prawdą w życiu, a nie
okłamywanie innych, mówienie półprawd, życie w obłudzie i zakłamaniu.
Czy warto być świętym i czy w ogóle jest to możliwe? To zależy od poziomu twojej wiary, od
twojej osobistej relacji z Bogiem i od tego, jak poważnie traktujesz Słowo Boże oraz swoje
chrześcijańskie powinności. Jeśli podchodzisz do tych spraw lekko, albo świadomie wyrzekłeś się
swoich chrześcijańskich korzeni – to z pewnością nie obchodzą cię takie dywagacje i może
śmiejesz się z tych ludzi, którzy myślą i mówią o świętości.
Kiedy jednak życie przyciśnie do muru i bezbożne życie oraz jego konsekwencje dadzą w kość,
przyznasz – stojąc przed lustrem – że tęsknisz za bogobojną babcią, która uczyła cię modlitwy i
szlachetnego postępowania, przypomnisz sobie kolegę lub koleżankę ze szkoły lub pracy, która
była inna, uczciwa i dobra i po cichu zazdrościłeś jej lub jemu, że potrafili tak pięknie żyć i tak
pięknie różnić się od innych swoją niekłamaną uczciwością i czystością.
Ty też możesz świętym być! Tylko czy zechcesz spróbować? Może warto byłoby? Dla twojego
własnego dobra i dla dobra innych, którzy potrzebują dobrych przykładów dzisiaj. Pomyśl o tym,
proszę, i nie reaguj tak jak to może już nieraz robiłeś, mówiąc: daj mi święty spokój!

Read More →
Exemple

Rok jubileuszowy


Rok 2022 jest rokiem jubileuszowym dla szczycieńskich baptystów, którzy obchodzić będą jubileusz 110-lecia istnienia zboru, czyli parafii Kościoła Chrześcijan Baptystów w naszym mieście. Przechodząc ulicą Sienkiewicza i po pasażu do molo i plaży miejskiej mijamy pewnie nie raz nasz historyczny kościół, w którym nieprzerwanie od ponad 100 lat gromadzą się chrześcijanie naszego wyznania, by oddawać chwałę naszemu Bogu i Stwórcy. Wpisujemy się w te sposób w mozaikę wyznaniową naszego miasta, które leży na terenach Mazur – niegdyś regionu o protestanckich korzeniach i religijnej tradycji.

Warto w tym miejscu nadmienić, że początki baptyzmu jako jednego z protestanckich nurtów chrześcijaństwa, sięgają przełomu XVI i XVII wieku, kiedy to w Anglii, a potem w Holandii i Ameryce Północnej zaczęły powstawać pierwsze zbory baptystyczne. Nieco później, w pierwszej połowie XIX wieku baptyzm zaczął rozwijać się również w Niemczech za sprawą pioniera Johanna Gerharda Onckena. Stamtąd idee ruchu baptystycznego zaczęły przenikać na tereny Prus Wschodnich, na które przybywali misjonarze i osadnicy, dzieląc się prawdami Słowa Bożego z innymi.

Pierwszym misjonarzem, który w 1857 roku przybył i zamieszkał w niedalekich od dzisiejszego Szczytna Rumach w gminie Dźwierzuty, był Gottlieb Gross, wysłany przez zbory baptystyczne istniejące już wcześniej w Kłajpedzie i Królewcu. Jeszcze tego samego roku w Rumach odbył się pierwszy chrzest przez zanurzenie w wodzie dwóch osób, które przeżyły osobiste nawrócenie i na wyznanie swojej wiary przyjęły chrzest przez zanurzenie na wzór apostolski znany z kart Nowego Testamentu.

Ponieważ w tamtych czasach dał się zauważyć wyraźny kryzys duchowości ludzi żyjących w Prusach Wschodnich, więc świadectwa wiary oraz codziennego i bogobojnego życia ludzi, którzy doznawali od Boga łaski wiary i nowego narodzenia, spotykały się z silnym odzewem. Świadczy o tym fakt, że po niemal trzech latach od chrztu pierwszych baptystów w Rumach powstał zbór, czyli parafia, która liczyła już ponad 100 ochrzczonych i świadomych swojej wiary członków. Nieco później wybudowano tam nowy budynek kościelny, w którym odbywały się regularne nabożeństwa.

Zbór w Rumach stał się kolebką baptyzmu na Mazurach. Jego placówki misyjne zaczęły powstawać w takich miejscowościach, jak: Świętajno, Szymany, Piasutno, Powałczyn i Babięta. Kilkanaście lat później dwie rodziny baptystyczne osiedliły się w Szczytnie, zaś w 1883 roku nawrócili się dwaj mieszkańcy Szczytna, którzy stali się zaczątkiem przyszłego zboru baptystycznego w naszym mieście. Wtedy ci ludzie zaczęli spotykać się na domowych grupach studiowania Słowa Bożego, potem zaczęto wynajmować w mieście coraz to większe sale na nabożeństwa, ponieważ do grona wierzących wyznania baptystycznego przyłączali się kolejni ludzie. W Szczytnie powstała więc kolejna placówka zboru z Rum, a jej duchowymi opiekunami i duszpasterzami byli pastorzy: Fridrich Wilhelm Kottke oraz Adolf Pawlitzki, którzy w końcu przenieśli się z Rum do Szczytna i tu zamieszkali.

Przebudzenie duchowe coraz to większej liczby mieszkańców naszego miasta wzbudziło potrzebę wybudowania w Szczytnie własnego kościoła. Dlatego też w 1903 roku zakupiono posesję przy obecnej ulicy Sienkiewicza i rozpoczęto budowę, którą sfinansowano z dobrowolnych składek własnych, a także ofiar ze zboru w Rumach, z innych placówek, a także ze zborów niemieckich, które wsparły finansowo budowę tego kościoła. Już w następnym roku ukończono budowę tego kościoła w stylu neogotyckim i dnia 10 lipca 1904 roku odbyła się podniosła uroczystość otwarcia i poświęcenia tej nowej świątyni baptystycznej.

Osiem lat później, w 1912 roku szczycieńska placówka zboru w Rumach ostatecznie wyodrębniła się i stała się samodzielnym zborem, który w tym momencie swojej historii liczył już 239 członków ochrzczonych na wyznanie swojej wiary, nie licząc dzieci oraz licznych sympatyków i przyjaciół.  Mając na uwadze ogólną liczbę mieszkańców Szczytna (wtedy Ortelsburga) należy stwierdzić, że zbór baptystyczny zaznaczał dość wyraźnie swoją obecność na mapie wyznaniowej naszego miasta.

Dlatego też jubileuszowe uroczystości 110-lecia istnienia zboru baptystycznego w Szczytnie planujemy na sobotę i niedzielę 10-11 września 2022 roku. Te główne uroczystości poprzedzą inne wydarzenia, które planujemy w miesiącach wcześniejszych, a o których będziemy informować na bieżąco. Naszym pragnieniem jest, aby wielu mieszkańców naszego miasta mogło w duchu ekumenicznej otwartości świętować razem z nami, a przy okazji poznać naszą historię, zasady naszej wary oraz to, jak praktykujemy naszą chrześcijańską wiarę zarówno na nabożeństwach w kościele, jak i na co dzień.

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

Read More →
Exemple

Zapraszamy na monodram Cieszki Żółtko, który odbędzie się w sali pod szkłem na Zamku Krzyżackim w Szczytnie w piątek 17 czerwca o godz. 18.00 

 “TWARZĄ W TWARZ” to monodram zainspirowany książką Tima Stevensona „The Bema: A Story about the Judgement Seat of Christ”

Spektakl, który poprawia duchową optykę, kalibruje i koryguje patrzenie na to, co w naszym życiu na ziemi ma wartość w wieczności. Wszystko może być nam wybaczone. Ale też wiele zostało nam powierzone. Co dalej?

Cieszka Żółtko – aktorka, mim i storytellerka. Od lat związana ze Stowarzyszeniem Sztukmisja, które stara się za pomocą środków teatralnych i parateatralnych dać widzowi przestrzeń do przemyśleń i stawiania pytań o sens istnienia, istotę piękna, prawdy i miłości. Działa w nim jako aktorka, asystent reżysera i edukatorka. Prowadzi warsztaty teatralne, wykłady na temat języka ciała, świadomości sceny i wykorzystania technik teatralnych w edukacji. Opowiada dzieciom bajki w Muzeum Narodowym w Krakowie w ramach cyklu „Latający dywan. Opowieści przedmiotów”, który zdobył nagrodę „Słoneczniki” w kategorii JĘZYK.

Lubi piec chleb i rozmawiać z ludźmi. Mieszka w Krakowie.

O spektaklu:

Ten spektakl to godzinne spotkanie z trudnymi pytaniami o wiecznym znaczeniu. To czas na zajrzenie w głąb siebie i poszukanie w swoim życiu miejsca dla Boga. To spektakl, który porusza do głębi i nie pozwala zadowolić się tym co proste i powierzchowne. Każdy powinien to zobaczyć

Twarzą w twarz zderza Cię z nieuniknionym. Porusza. Daje Ci szanse na kalibrację. Zmusza do rewizji własnego postępowania, do podjęcia decyzji, zachęca do zmiany, daje nadzieje. Naprawdę warto zobaczyć.

Read More →
Exemple

Zapraszamy wszystkich mieszkańców miasta na wystawę pt. “Historia Biblii” – w ekspozycyjnej sali całorocznej na Zamku Krzyżackim w Szczytnie. Wystawa rozpocznie się wernisażem – czyli otwarciem w piątek 3-go czerwca o godz. 10.00 z udziałem Burmistrza Miasta. Wystawa potrwa do 10-go czerwca 2022. Wstęp wolny.

Read More →
Exemple

Matura z życia


Kasztany co prawda jeszcze nie kwitną, ale matura trwa i kolejne pokolenie młodych ludzi zdaje tzw. egzamin dojrzałości. Co prawda do tej dojrzałości trzeba im będzie dojść przez kolejne lata, ale jest to niewątpliwie ważny moment w życiu młodych ludzi i bardzo wyjątkowy. Choćby z tego powodu, że młodzi maturzyści zakładają garnitury, białe koszule i krawaty, o których zapomną na długo, chyba że zaczną pracować w korporacjach i trzeba będzie zamienić się w pracy w krawaciarzy.

Mimo, że od mojej matury minęły wieki, wciąż pamiętam te egzaminy z języka polskiego, matematyki i historii, które zaliczyłem powyżej moich oczekiwań i możliwości. Używam świadomie słowa „powyżej”, ponieważ muszę wyznać z dumą, że choć jestem humanistą, to mam na świadectwie maturalnym czwórkę z matematyki, co mi się wcześniej nie zdarzało. Pewnie ktoś zacznie mnie podejrzewać, że ściągałem, ale mój matematyczny sukces zawdzięczam koleżance z liceum, która maglowała mnie z tego przedmiotu przez całą klasę maturalną.

Minęło trochę lat i przyszło nam jako rodzicom zdawać z żoną matury naszych synów i córki, które z nie mniejszym strachem zaliczyliśmy jednak pomyślnie. Dziś oni sami są już dostatecznie dorośli i mądrzy, by uznać, że osiągnęli dojrzałość i życiową mądrość. Czy dojście do dojrzałości zajęło im mniej czasu niż mnie? – nie jestem w stanie odpowiedzieć. Ważne, że od jakiegoś czasu gadają coraz bardziej do rzeczy, a nawet coraz częściej mówimy jednym głosem! Alleluja – warto było cierpliwie na to czekać!

W tym kontekście rodzi się pytanie: kiedy właściwie człowiek staje się dojrzały? Wtedy, kiedy kończy osiemnaście lat, wyrabia sobie dowód osobisty i osiąga pełną zdolność do czynności prawnych – jak mawiają prawnicy? A może dopiero wtedy, kiedy zda pomyślnie egzamin dojrzałości, co, jak sama nazwa wskazuje, daję ten upragniony bilet wstępu do dorosłości?

Obserwując życie i historie różnych ludzi możemy stwierdzić, że bardzo trudno jest odpowiedzieć na to pytanie. Dzieje się bowiem tak, że niektórzy osiągają tę dojrzałość wcześniej, a inni później. Są też i tacy, którzy nie osiągają jej nigdy, bo są nieudacznikami życiowymi, żyją beztrosko i za cudze pieniądze, są lekkoduchami i ludźmi nieodpowiedzialnymi. Nie chcą się uczyć na cudzych błędach, nie uczą się zresztą niczego, bo sami wiedzą najlepiej, a swoje prymitywne często poglądy uporczywie narzucają innym. Takie duże dzieci – powiadamy często.

Myślę, że podobnie jest w życiu duchowym chrześcijanina. Jedni z nas robią widoczne postępy duchowe, rozwijają się, dojrzewają i dorośleją w swojej relacji z Bogiem oraz w praktykowanej na co dzień pobożności. Inni zaś są bardzo słabi duchowo, niedojrzali, prymitywni w postrzeganiu Boga i siebie samego. Nie inwestują w swój duchowy rozwój i są również takimi dużymi, duchowymi dziećmi.

Takie zjawisko istniało zawsze wśród chrześcijan, skoro autor nowotestamentowego Listu do Hebrajczyków napisał do adresatów, że oni powinni być już nauczycielami dla innych, a tymczasem są ciągle jeszcze niemowlętami w wierze i potrzebują duchowego mleka, czyli uczenia ich podstawowych zasad wiary. Nadal nie potrafili pójść dalej i wyżej w swojej duchowości (zob. Hbr 5,11-14). Dlaczego byli tak niedojrzali w wierze? Otóż dlatego, że byli „ociężali w słuchaniu” (w. 11). Prosta odpowiedź i jakże trafna diagnoza.

Kiedy młody człowiek – uczeń czy student – nie słucha swoich nauczycieli i profesorów, nie przykłada się do nauki i lekceważy sobie wszystko oraz wszystkich, wtedy staje się niedojrzały i nieporadny życiowo, co kończy się wieloma błędami, porażkami i kłopotami w życiu. Podobnie w życiu duchowym: kiedy ktoś nie słucha Boga, lekceważy Jego natchnione Słowo, nie bierze sobie do serca kazań, napomnień i nauki słyszanej w kościele czy w domu, wtedy staje się duchowo niedojrzały, nieporadny i zeświecczały. Nadal pozostaje niedorozwiniętym duchowym kaleką, który ciągle upada, powtarza grzechy, jest zniewolony przez różne uzależnienia, ulega pokusom i boleśnie upada. Nie bądźmy zatem duchowymi niemowlętami, ale dążmy do duchowej dojrzałości, bo bez niej zginiemy wcześniej czy później! Oby tak się nie stało!

Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Święta z Ukraińcami


W tym roku chrześcijanie obrządku wschodniego obchodzili Wielkanoc tydzień później. Kiedy więc piszę te słowa (a jest poniedziałkowy wieczór), uchodźcy z Ukrainy obchodzą nadal to święto – pamiątkę zmartwychwstania Jezusa, bo celebrują je aż trzy dni. Kiedy zaś my wcześniej obchodziliśmy te święta, niektórzy z nich odwiedzili nasz kościół w Szczytnie, dzieląc z nami te szczególne chwile.

Mając jednak na uwadze ich tradycję, postanowiliśmy uszanować ją i razem z nimi przeżyć to najważniejsze święto chrześcijaństwa jeszcze raz. Najpierw w poprzedni piątek wybrałem się do naszego kościelnego Ośrodka Katechetycznego w Świętajnie, gdzie od jakiegoś już czasu gościmy grupę 40 osób z Ukrainy, by razem z nimi obchodzić tzw. Wielki Piątek. Wspominaliśmy wydarzenia związane z męczeństwem i śmiercią naszego Zbawiciela, czytając odpowiednie fragmenty z Ewangelii. Nasi przyjaciele z Ukrainy śpiewali też pieśni napisane na tę okoliczność, wspólnie modliliśmy się i przeżywaliśmy Wieczerzę Pańską. To był dla nich bardzo szczególny czas, jako że wyrwani zostali nie tylko ze swoich domów, mieszkań czy gospodarstw i musieli uciekać przed wojną, ale zostali także pozbawieni duchowej wspólnoty w swoich kościołach i zborach, z których pochodzą. 

Również z tego samego powodu zaproponowaliśmy, aby w naszym baptystycznym kościele w Szczytnie mogło odbyć się wielkanocne nabożeństwo międzywyznaniowe, na które zaprosiliśmy Ukraińców nie tylko z samego Szczytna, ale także z okolicy. To było pierwsze takie nabożeństwo w języku ukraińskim, jakie odbyło się w naszym mieście, a na które przybyło około 50 osób. Nabożeństwo poprowadził i Słowem Bożym usłużył duszpasterz Ivan Krasnoszapka z Ukrainy, który pracuje z uchodźcami w naszym ośrodku kościelnym w Świętajnie. Ja również miałem przywilej powitać ich wszystkich w naszym kościele jako mile widzianych gości i przyjaciół, a także mogłem podzielić się Słowem Bożym na temat konsekwencji przyjęcia lub nie przyjęcia prawdy o zmartwychwstaniu Jezusa.

Zachęciłem obecnych Ukraińców do tego, by zechcieli skorzystać z okazji do uczestniczenia w takich nabożeństwach w kolejne niedziele. Chcemy bowiem udostępniać nasz kościół przy ulicy Sienkiewicza 3 w każdą niedzielę od godziny 13.00 na otwarte dla wszystkich chrześcijan z Ukrainy nabożeństwa międzywyznaniowe. Oni wszyscy przecież potrzebują również, a może przede wszystkim, duchowej pomocy i wsparcia. Właśnie teraz! Dlatego też pragniemy, aby nasz kościół stał się dla nich domem modlitwy, duchowego wsparcia oraz duchowej wspólnoty ze swoimi rodakami – tak mocno doświadczonymi przez okrucieństwo wojny toczącej się w ich ziemskiej ojczyźnie. Zapewniałem ich, że nie zamierzamy kogokolwiek z nich indoktrynować czy wcielać do naszego kościoła, bo szanujemy ich wolność sumienia i wyznania. W tej trudnej dla nich sytuacji jako uciekinierów nie ma znaczenia, z jakiego kościoła ktoś się wywodzi. Wyrwani ze swojego kraju, religii i kultury – teraz potrzebują być razem w modlitwie o pokój dla Ukrainy i o zaprzestanie tej okrutnej wojny, a my chcemy im pomóc i być razem z nimi w tej godzinie próby i życiowego doświadczenia.

W czasie tego nabożeństwa śpiewano pieśni w ich języku, dzieci mówiły wiersze i deklamacje. Największe wrażenie i wzruszenie wywołała jednak w moim sercu pieśń-modlitwa o ich umiłowany kraj – Ukrainę, o błogosławieństwo i pokój dla niej. To było bardzo poruszające i wymowne – w kontekście tego, co razem z nimi obecnie przeżywamy. Również ich gorące modlitwy o to, by Pan Bóg położył kres tej niesprawiedliwej wojnie i tym codziennym, jakże tragicznym doniesieniom zza naszej wschodniej granicy.

Dlatego też wyjątkowo mocno i przejmująco brzmiało wielokrotnie powtarzane przez nich wielkanocne zawołanie: „Christos woskres” („Chrystus zmartwychwstał”), które nam chrześcijanom przypomina o nadziei naszego zmartwychwstania i wiecznego życia, które obiecał nam sam Pan Jezus Chrystus. Ta silna nadzieja i wiara prowadzą nas poza grób i śmierć. Jestem Panu Bogu bardzo wdzięczny, że tę wiarę mogliśmy dzielić razem z nimi. Niech nasz Stwórca ma ich wszystkich w swojej opiece i niech okaże swoje miłosierdzie oraz wsparcie cierpiącej Ukrainie! Boże, dopomóż!

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

Read More →
Exemple

Piątek czy niedziela?


W życiu każdego z nas dobre dni przeplatają się z mniej pomyślnymi, czasem przychodzą dni pogodne, a innym razem chmurne i ponure. Różnie układają się nam tzw. koleje losu, dlatego trzeba się cieszyć każdym dobrym i szczęśliwym dniem, a znosić w pokorze i godnie wszelkie niepowodzenia, cierpienia czy doświadczenia.

Jeśli bliskie są nam wartości chrześcijańskie i tradycja religijna, to w tym tygodniu z różnym stopniem zaangażowania będziemy wszyscy przeżywać pamiątkę Wielkiego Tygodnia, którego kulminacją jest tzw. Wielki Piątek – pamiątka śmierci krzyżowej Pana Jezusa, a potem wielkanocna niedziela obchodzona na pamiątkę Jego triumfalnego zmartwychwstania.

Jakże skrajne emocje i przeżycia towarzyszą chrześcijanom w tych uroczystych, świątecznych dniach. W piątkowy wieczór w kościołach różnych wyznań chrześcijańskich będą dominowały bardzo poważne klimaty pasyjne, wszak oczyma duchowej wyobraźni przeżywać będziemy Jego przejmującą modlitwę w Ogrodzie Getsemane, potem Jego aresztowanie i proces niewinnego Syna Bożego. Następnie przejdziemy z Jezusem drogę krzyżową, udamy się na Golgotę i spróbujemy po raz kolejny zrozumieć sens Jego niewinnego cierpienia i wreszcie Jego tragicznej śmierci.

Być może sprowokuje nas to wszystko do pomyślenia o niejednym naszym „czarnym piątku” czyli dniu tragicznym, jakimś nieszczęściu czy dramacie, który spadł na nas i spowodował nasze osobiste cierpienie – tym bardziej bolesne, jeżeli okazało się niezawinione i niezrozumiałe. A nie wszystko w życiu da się zrozumieć – od razu i dogłębnie.

Taki czarny dzień przeżył w swoim życiu Job – bohater starotestamentowy – o którym powiedziano w Biblii, że był to człowiek nienaganny i prawy, bogobojny i stroniący od złego (Job 1,1). Aż dwa razy sam Pan Bóg potwierdził zresztą tę bardzo pochlebną opinię o tym człowieku (Job 1,8; 2,3). Zdarzyło się bowiem, że jednego dnia, jako również człowiek bogaty, stracił on swoje liczne stada i bogactwo, a także siedmiu synów i trzy córki, którzy zginęli tragicznie w domu, który zawalił się pod wpływem silnej wichury (Job 1,15-19). Mimo tak wielkiego i niezawinionego nieszczęścia Job nie zbluźnił Bogu. Uznając, że skoro Bóg dał i Bóg wziął, więc pomimo niewyobrażalnego bólu w sercu wypowiedział niezwykłe słowa: „Niech będzie imię Pańskie błogosławione” (Job 1,21).

Po jakimś czasie jednak okres żałoby, cierpienia i duchowej walki dobiegł końca. „Czarny piątek” w życiu Joba się skończył i Pan Bóg odmienił jego los diametralnie, wynagrodził jego wierność oraz pokorne znoszenie życiowej tragedii i nieszczęścia. W końcu tej księgi biblijnej czytamy, że „Pan zmienił los Joba (…) i rozmnożył Pan Jobowi w dwójnasób wszystko, co posiadał (…). A Pan błogosławił ostatnie lata Joba więcej niż początkowe (…). Miał także siedmiu synów i trzy córki (…). I umarł Job stary i syty dni” (Job 42,10-17).

Wspominam historię życia Joba dlatego, że kojarzy mi się ona z ostatnimi dniami ziemskiego życia Jezusa na tej ziemi. Przeżył On swój „piątek”, ale na śmierci nie skończyła się Jego ziemska historia. Po trzech dniach bowiem nastąpiła wspaniała niedziela, kiedy o świcie powstał z grobu, zmartwychwstał i teraz siedzi po prawicy swojego Ojca w niebie!

Sam szatan myślał w piątek, że zwyciężył, ale po piątku nastąpiła niedziela triumfu i zwycięstwa Jezusa nad szatanem i śmiercią. Dlatego dla nas, chrześcijan, jest to pełne radości święto, ponieważ Jezus jeszcze w czasie ziemskiego nauczania dał swoim naśladowcom, którzy w Niego uwierzyli, wspaniałą obietnicę: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki” (J 11,25-26). To powiedział Ten, którego krzyż jest pusty i grób też jest pusty!

Nie zajączki, jajka, pisanki i inne symbole odradzającego się życia – są istotą i sensem Świąt Wielkanocnych, lecz zmartwychwstanie Zbawiciela i Jego obietnica, że wszyscy, którzy w Niego wierzą i Mu ufają, również dostąpią zmartwychwstania i będą z Nim żyć wiecznie w domu Ojca w niebie! Czy podzielasz taką wiarę, pewność i nadzieję – drogi Czytelniku?

To oznacza również – w sensie symbolicznym – że i w naszym życiu, choć czasem zdarzają się „czarne piątki”, to jednak musimy pamiętać i żyć wiarą, że po piątku zawsze nastąpi niedziela pełna światła, życia oraz nadziei na przyszłość. Tak, jak to było w życiu Joba. Bo wiara jest „pewnością tego, czego się spodziewamy i przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy” – jak czytamy w biblijnej definicji wiary (Hbr 11,1).

Jeśli więc przeżywasz dzisiaj lub przyjdzie kiedyś w twoim życiu taki „czarny piątek” – pamiętaj i uwierz, że to nie koniec. Po każdym piątku przychodzi niedziela – czyli dzień, w którym Pan Bóg może odmienić twoją sytuację i twój los. Zobaczysz światełko w mrocznym tunelu i twoje życie znowu nabierze barw, znowu zaświeci słońce nadziei i zaczną się dobre dni pełne życia i radości. Tylko wierz!

                                                             Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Pomagajmy jak tylko się da!


Z bólem serca oglądamy przerażające obrazy zniszczeń i zbrodni, jakie dzieją się na Ukrainie. To nie do wiary, że w XXI wieku, niemal w centrum cywilizowanej Europy, na naszych oczach dzieją się wciąż takie okrucieństwa i straszne rzeczy. Oto, do czego zdolni są ludzie bezbożni, niemający sumienia, a nawet krzty wrażliwości na ludzką krzywdę i nieszczęście. To tragiczne, że takie niezbywalne wartości ludzkie, jak: pokój, bezpieczeństwo, ludzkie życie i poszanowanie czyjejś własności, w tym także poszanowanie integralności terytorialnej każdego państwa i nienaruszalności granic – są dzisiaj w tak strasznej poniewierce. Demony wojny, które zniknęły z naszej historii na dziesięciolecia, znowu obudziły się jak uśpione wulkany i zieją rozpaloną lawą nienawiści, ksenofobii, imperialnych zakusów i chorych ambicji tyranów, którzy są na usługach samego szatana!

Nie sposób przejść nad tym wszystkim do porządku dziennego. Sumienie nie pozwala biernie przyglądać się tym okrucieństwom, dlatego też wciąż i wciąż w sercach ludzi wierzących wzmaga się gorliwa modlitwa do Boga o powstrzymanie tej strasznej i niesprawiedliwej wojny, o otrzeźwienie tych wszystkich, od których decyzji zależy dalszy los milionów ludzi – nie tylko na Ukrainie. Bo właśnie tam – w luksusowych gabinetach – zapadają decyzje, które w konsekwencji skazują wielu ludzi na śmierć, cierpienie i upodlenie, a miasta i wioski zamieniają w ruiny i zgliszcza. Kiedy wreszcie ustaną strzały i ziemia dozna wytchnienia od wojny? Panie Boże, przybliż ten dzień! Ty przecież jesteś Najwyższy i Wszechmogący – zlituj się, ukarz zbrodniarzy, a także przyjdź z pomocą cierpiącym, walczącym o swoją wolność oraz milionom uciekinierów – w większości kobiet i dzieci.

Ta straszna wojna ukazała jednocześnie, jak wielu jest w Polsce i na świecie ludzi kochających pokój, ludzi dobrej woli i wrażliwych serc. Te kilka ostatnich tygodni naszej trudnej, współczesnej historii, wyzwoliło w nich niesamowite pokłady empatii, a także energii, kreatywności i poświęcenia w dziele niesienia pomocy Ukrainie oraz uchodźcom wojennym, którzy znajdują schronienie w tak wielu miejscach na świecie, w tym również w naszym otoczeniu. Pomoc humanitarna – tak powszechnie i spontanicznie zainicjowana – była pierwszym krokiem okazywania wsparcia tym nieszczęśliwym ludziom. Zostali oni otoczeni opieką, zapewniono im jedzenie oraz miejsca pobytu, pomoc lekarską i prawną oraz psychologiczną.

Ponieważ jednak wojna przedłuża się, niektóry uciekinierzy wojenni nie mają już do czego wracać, bo ich gospodarstwa, domy czy mieszkania w blokach zostały zrujnowane lub spalone przez rosyjskiego okupanta. Chcieliby więc pozostać w naszym kraju na dłużej (może i na zawsze?). Teraz więc nadszedł czas na kolejny i trudniejszy etap pomocy – poszukanie im pracy oraz mieszkań czy domów, w których mogliby zamieszkać, a także szkół i przedszkoli dla ich dzieci. Stąd apel do nas wszystkich, a także do władz samorządowych o poszukanie możliwości zatrzymania ich w naszym mieście i regionie, który ostatnio trochę się wyludnił. Ich obecność wśród nas może okazać się obopólną korzyścią – dla nich i dla nas. Oby tak się rzeczywiście stało.

Jest jeszcze jedna, bardzo ważna forma pomocy, którą powinniśmy okazać uchodźcom z Ukrainy. Mianowicie modlitwa o nich i pomoc duchowa, której oni tak bardzo teraz potrzebują. Ci ludzie spędzili już sporo tygodni w obcym kraju, nie znają często języka, nie potrafią radzić sobie z prozaicznymi wręcz sprawami, są już potwornie zmęczeni niepewnością i brakiem stabilizacji życiowej. Nie wiedzą często, co dalej, co zrobić ze sobą i jak wreszcie zachować spokój, nie ulegać strachowi i beznadziejności. Dlatego winniśmy okazywać im również duchową pomoc – indywidualnie oraz poprzez nasze parafie i zbory jako wspólnoty chrześcijan. Właśnie wśród nas powinni poczuć się mile widziani, pocieszani Słowem Bożym i zachęcani do pokładania ufności w Bogu i nadziei w Jezusie, który jest Księciem Pokoju.

Cieszymy się więc, że udało się nam wydrukować kilka tysięcy małych książeczek – prostych studiów biblijnych w języku ukraińskim, pt. „Uwolnienie od strachu”, które będziemy rozprowadzać wśród Ukraińców i będziemy chcieli pomóc im w poszukiwaniu prawdy, nadziei i miłości Bożej w Jego świętym Słowie. Bo tylko sam Bóg może ich prawdziwie pocieszyć oraz napełnić ich serca nadzieją i pokojem ponad traumatycznymi okolicznościami, przez które obecnie ci ludzie przechodzą. Mamy nadzieję, że pomoc duchowa będzie również bardzo ważna i pomocna tym ludziom w przetrwaniu tych trudnych dni i miesięcy.

Nie ustawajmy więc w niesieniu pomocy naszym sąsiadom, wszędzie i na wszelki, dostępny nam sposób. Piszmy nową, piękną historię naszych stosunków z Ukrainą. Niech stare rany zabliźnią się na zawsze, a solidarność i braterstwo w biedzie sprawi, że będziemy dla siebie przyjaciółmi i dobrymi sąsiadami. Oby na zawsze!

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

Read More →
Exemple

Przesłanie miłości


W ostatnią sobotę w kościele baptystycznym w Szczytnie odbył się koncert pieśni pasyjnych w wykonaniu Beaty Bednarz. Koncert ten zainicjował cykl wydarzeń, które zaplanowaliśmy z okazji obchodzonego w tym roku jubileuszu 110-lecia istnienia zboru, czyli parafii baptystycznej w naszym mieście. Główne uroczystości zaplanowaliśmy w dniach 10-11 września tego roku. Jeśli chodzi o kolejne inicjatywy, to w czerwcu w sali zamku krzyżackiego zaplanowaliśmy wystawę Biblii, monodram Cieszki Żółtko oraz koncert Tomka Żółtko, natomiast tuż przed głównymi uroczystościami planujemy koncert fortepianowy profesora Claudiusa Tansky’ego z Salzburga, który wystąpi w sali koncertowej Szkoły Muzycznej w Szczytnie. O tych wydarzeniach będziemy informować na bieżąco.

Wracając do sobotniego koncertu wyrażam radość z faktu, że spore audytorium wypełniło nasz kościół, by wysłuchać poważnych i głębokich w swojej treści pieśni zaczerpniętych z bogatej i różnorodnej tradycji chrześcijańskiej. Wszystkie utwory zaprezentowane na tym koncercie łączyła jedna główna myśl – mianowicie pasja miłości. Miłości Pan Boga do człowieka wyrażonej najpełniej w przyjściu na ziemię Jezusa Chrystusa, który pojawił się dwa tysiące lat temu na tej ziemi dobrowolnie, by poświęcić własne, święte i niewinne życie za nas, ludzi grzesznych. Jego męczeństwo i śmierć na krzyżu wciąż porusza i dotyka serc tych ludzi, którzy są wrażliwi i wyczuleni na głos Boga skierowany do nich również dzisiaj.

Jest to przesłanie uniwersalne i ponadczasowe oraz ponad wyznaniowe, wszak we wszystkich kościołach chrześcijańskich już za kilka tygodni odżyją te prawdy zaczerpnięte z kart Pisma Świętego. Będziemy bowiem znowu obchodzić tzw. Wielki Tydzień, a w nim szczególnie śmierć krzyżową naszego Zbawiciela, a potem, w poranek wielkanocny, chwalebne zmartwychwstanie Pana Jezusa Chrystusa po trzech dniach. Są to najważniejsze święta dla całego chrześcijaństwa i będziemy w nich uczestniczyć – jak Pan Bóg pozwoli – w skupieniu, powadze i głębokiej autorefleksji.

To dobrze, że mogliśmy oderwać się od zgiełku tego świata, od tragicznych realiów strasznej wojny, która dzieje się wcale nie tak daleko od nas, a poprzez obecność uciekinierów wojennych z Ukrainy, którzy pojawili się wśród nas, jest tak bardzo realna i dotkliwa. Przeżywamy tę traumę – każdy na swój własny sposób – razem z naszymi sąsiadami zza wschodniej granicy. Natomiast w ostatni, sobotni wieczór przenieśliśmy się oczami wyobraźni na Golgotę, by zobaczyć najbardziej hańbiący i jakże niesprawiedliwy obraz męczeńskiej śmierci samego Syna Bożego i Zbawiciela świata, który w swej niewinności i boskości jednocześnie ofiarował siebie samego za nas, grzesznych i upadłych ludzi. Uczynił to po to, by otworzyć nam drogę do pojednania i pokoju z Bogiem, którego tak bardzo wszyscy potrzebujemy, choć nie wszyscy ludzie zdają sobie z tego sprawę.

Śpiewaliśmy kiedyś zasłyszaną i głęboką pieśń, która dotarła do nas zza oceanu, a której refren głosił, że „Boga pragnie świat”. Często zastanawiałem się nad sensem tej frazy i pytałem samego siebie: czy rzeczywiście ludzie w tym świecie pragną i potrzebują Boga? Może ta fraza to tylko pobożne życzenie autora słów tej pieśni, nie mająca uzasadnienia w rzeczywistości? Może coś w tym jest, bo wokół nas wielu jest takich, którzy przynajmniej robią wrażenie ludzi niepotrzebujących Pana Boga w codziennym życiu.

Dożyliśmy jednak tak dziwnych, tak trudnych i wreszcie tak niepewnych czasów, że chyba czas najwyższy przypomnieć sobie o Bogu i szczerze zapragnąć bliższej, osobistej i niewymuszonej relacji z Nim. Czas najwyższy, by zacząć z Nim szczerze rozmawiać, modlić się o rozwiązanie naszych problemów, a także o zażegnanie tej strasznej wojny, która burzy nasz spokój i odbiera nam poczucie bezpieczeństwa. Tylko On – Pan i Władca wszechświata – jest bowiem władny, by zapanować nad tym wszystkim, czego dopuszczają się dzisiaj ludzie niegodziwi i podli. Diabeł szaleje w sercach i umysłach wielu ludzi dzisiaj, dlatego – może jak nigdy wcześniej – Boga potrzebuje świat, a więc i my wszyscy. Bo czy mamy lepszy pomysł, czy mamy lepszą alternatywę? Jako chrześcijanie – znamy odpowiedź na to retoryczne pytanie.

Jest to zresztą niezwykłe i wręcz niepojęte, że nasz Stwórca kocha nas ludzi mimo naszych grzechów, niedoskonałości, małości i nierzadko podłości. Oczekuje tylko od nas szczerego przyznania, że potrzebujemy przebaczenia naszych win, pokuty i prośby serdecznej oraz szczerej o łaskę naszego zbawienia, którą przyniósł na ten świat Jezus Chrystus. Jeśli w to na nowo uwierzymy, wtedy to zbawienie stanie się również naszym udziałem. Drzwi do nieba i do Boga Ojca są stale i wciąż otwarte dla każdego pokutującego człowieka. O tym wszystkim przypomniała nam wspaniała artystka chrześcijańska Beata Bednarz – dojrzała i autentyczna chrześcijanka, której życie odmienił kiedyś sam Zbawiciel. O tym śpiewała i mówiła nam z pasją i szczerością serca. Warto spotkać i posłuchać takich ludzi – oni są bowiem solą ziemi oraz światłością tego świata.

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

Read More →