Szpitalne seriale

arsiv

Home Category : Blog Pastora

Exemple

Szpitalne seriale


Dawno, dawno temu w naszych polskich domach były telewizory czarno-białe. Pamiętam, jak w dzieciństwie chodziło się do bogatszych sąsiadów pooglądać telewizję, bo wtedy nie było tak jak dzisiaj, kiedy w każdym domu jest telewizor, a nierzadko kilka odbiorników. O innych ekranach, w które gapią się dziś miliony ludzi, nie wspominając. Jak mawiał bohater kultowej polskiej komedii, mieliśmy w telewizorach aż dwa kanały, ale telewizja była jedna. Świat był o wiele prostszy, wszyscy oglądali to samo i było o czym pogadać z tymi, którzy mieli te pudła do oglądania w swoich domach.

Repertuar był również dość skromny, a możliwości do wyboru znacznie mniej niż dzisiaj, kiedy mamy różne telewizje, setki kanałów, a i tak nie ma co oglądać. Dawniej zaś oglądało się na przykład albo filmy wojenne, albo westerny, z kultową „Bonanzą” na czele. Czy ktoś z was, drodzy czytelnicy, pamięta jeszcze tamte czasy?

Potem przyszła moda na seriale, wśród których pojawił się nowy gatunek, który roboczo nazwałbym serialem szpitalnym. Chyba jedną z pierwszych tego typu produkcji jakie pamiętam, był serial pt. „Dr. Kildare” z Richardem Chamberlain’em w roli głównej. To było coś nowego i ekscytującego zarazem.

Dziś mamy bardzo wiele takich seriali medycznych, które cieszą się niesłabnącym powodzeniem, ponieważ w praktyce lekarzy szpitalnych czy na oddziałach ratunkowych dzieje się zawsze wiele dramatycznych zdarzeń, które są opowiadane bardzo dynamicznie, a każdy odcinek to oddzielna historia do opowiedzenia. I trzeba przyznać, że lubimy z żoną pooglądać czasem takie filmy, choćby również z tego powodu, że są bardzo życiowe i autentyczne. Ale także dlatego, że nie epatują przemocą, brutalnością lub nachalną erotyką, lecz podkreślają heroizm lekarzy, pielęgniarek lub ratowników medycznych, którzy często z bezprzykładnym poświęceniem starają się ratować ludzkie życie. Kiedy zaś przegrywają, a ich pacjenci umierają na stołach operacyjnych, przeżywają to silnie i bardzo po ludzku.

Nie jestem lekarzem i nie mam lekarzy w swojej najbliższej rodzinie, ale kiedy czasem oglądam te filmy, uświadamiam sobie, jak trudna jest praca ludzi pracujących w służbie zdrowia, a szczególnie chirurgów. W ich rękach spoczywa często ludzkie życie. Ryzykują, walczą o uratowanie pacjentów, robią wszystko, co w ich mocy, ale nie zawsze wygrywają. I tu pojawia się jeszcze jeden aspekt ich trudnej pracy. Muszą bowiem kontaktować się z bliskimi ofiar lub nieuleczalnie chorych ludzi, których trzeba powiadomić twarzą w twarz, że ich ojciec, żona, mąż, brat czy dziecko niestety zmarło, bo nie udało się uratować tego życia. Oglądanie rozpaczy najbliższych, to dla lekarzy wielka trauma i zwykle są to najbardziej przejmujące sceny w takich lekarskich serialach.

Zawsze lubimy szczęśliwe zakończenia, ale na oddziałach szpitalnych oraz na korytarzach klinik, w tym także onkologicznych czy psychiatrycznych, często rozgrywają się ludzkie dramaty i w środku tych emocjonalnych tajfunów znajdują się ludzie w białych fartuchach ze stetoskopami na szyi. Winniśmy mieć tego świadomość i tym bardziej cenić tych, którzy muszą mieć nerwy ze stali, by sprostać również tym emocjonalnym presjom i wyzwaniom.

Mam również świadomość, że ludzie zmagają się nie tylko z chorobami ciała, ale także z chorobami duszy. Jako pastor mam na myśli duchowe dolegliwości, a czasem ciężkie choroby, przez które przechodzą ludzie wokół nas, a może i my sami też… Ktoś musi również im pomagać, wspierać, „operować” ich chore dusze. Tego typu lekarzy potrzebujemy coraz bardziej i bardziej.

I trzeba przyznać, że zajmowanie się leczeniem duchowych chorób jest również bardzo stresujące. Wymaga odpowiedniej wiedzy, a także stalowych nerwów i odporności na stresy i emocjonalne presje. Dodatkowy problem polega również na tym, że ludzie często ukrywają swoje duchowe problemy i czasem przychodzą do swoich duszpasterzy wtedy, kiedy jest już za późno, albo nie informują ich wcale i walczą ze swoimi problemami duchowymi w samotności, w pojedynkę.

O prawdziwych i wiernych, a przy tym dyskretnych przyjaciół coraz trudniej. Chorób duchowych – jak i tych fizycznych – wciąż przybywa. Duchowa kondycja ludzi dzisiaj wyraźnie osłabła, spada zaufanie do duszpasterzy oraz do stosowanych przez nich sposobów pomocy. Ludzie wokół cierpią, rodziny i małżeństwa się rozpadają, kościoły pustoszeją i wydaję się, że jako grzeszni, upadli ludzie jesteśmy bez szans i nie ma dla nas realnego ratunku.

Tymczasem prawda jest taka, że ten ratunek duchowy jest możliwy i dostępny dla każdego. Chodzi tylko o to, by mieć świadomość, że potrzebuję ratunku, że jestem zagubiony i nieszczęśliwy, a doczesność doskwiera coraz bardziej. Otóż dziś wieczorem wraz z grupą ponad 30 osób rozważaliśmy online 17-ty rozdział Księgi Rodzaju, gdzie w wersecie 1 czytamy takie oto słowa: „Gdy Abram miał dziewięćdziesiąt dziewięć lat, ukazał mu się PAN i powiedział do niego: JA jestem Bogiem Wszechmogącym, żyj blisko Mnie i bądź nienaganny”.

W tych słowach Stwórcy zawiera się wielka prawda o możliwości odzyskania duchowego zdrowia. My ludzie jesteśmy słabi, ale Pan Bóg jest Wszechmocny. Ja sam nie dam rady, ale nasz Bóg da radę. Chodzi tylko o to, by przylgnąć do Niego wiarą, żyć blisko Niego, a wtedy zamiast naszych duchowych upadków i grzeszności pojawi się nienaganność. To po ludzku niemożliwe, ale z Bożą pomocą możliwe. Zapewniam i zachęcam do spróbowania! Naprawdę warto!

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

Read More →
Exemple

Po tamtej stronie


Tak się ostatnio składa, że wśród moich znajomych zdarzyło się kilka zgonów ludzi w podeszłym wieku, którzy z różnych powodów, nie tylko koronawirusa, odeszli z tego świata. Inni z kolei zmagają się z tą chorobą i przechodzą ją ciężej lub lżej. Jeden z moich kolegów po fachu wciąż zmaga się ze słabością i bardzo powoli wraca do zdrowia. Leżąc wcześniej w jednym z wojewódzkich szpitali zakaźnych na południu Polski, napatrzył się na nieszczęścia innych, którzy niestety przegrali walkę z tą wredną chorobą. Napisał do mnie takie oto przejmujące zdanie: „Mój powrót do sił fizycznych i mentalnych, po przebytej tak strasznej chorobie, należy rozpatrywać w kategoriach ewidentnego cudu. Podczas mojego pobytu w szpitalu zakaźnym, ludzie wokół mnie padali jak muchy. Metalowa skrzynia na wywożone ciała na długo pozostanie w mojej pamięci”.

Usłyszałem ostatnio, że w naszym powiecie również przybyło chorych na covid i sprawa ta nadal jest poważna. Nie należy zatem lekceważyć obostrzeń i ograniczeń, które nas mocno krępują, ograniczają, dla wielu są po prostu biznesową tragedią. Tak bardzo chcielibyśmy, aby jak najszybciej wróciła normalność i żebyśmy nie musieli martwić się o siebie oraz o zdrowie naszych najbliższych, a szczególnie seniorów. Módlmy się o to szczerze do Pana naszych losów!

Po raz kolejny uświadamiam sobie, jak kruche jest nasze życie. Może być zdmuchnięte jak płomyk świecy i to w każdej chwili. Powinniśmy zatem mieć więcej pokory wobec życia oraz wobec Dawcy życia – naszego Stwórcy! Przecież to, że jesteśmy zdrowi, należy rozpatrywać w kategorii łaski, czyli niezasłużonej dobroci Pana Boga, który nas chroni i trzyma z dala od tej choroby. Jako póki co zdrowi – nie jesteśmy przecież lepsi od tych, którzy chorują! Winniśmy doceniać ten fakt i powinniśmy stale dziękować Bogu za każdy dzień przeżyty w zdrowiu oraz w modlitwie o tych, którzy się źle mają. Tak czynimy indywidualnie oraz społecznie – w naszym kościele.

W tym kontekście zastanawiam się nad tym, jak mocno jesteśmy przywiązani do życia na tej ziemi. Pamiętam rozmowę z jedną z pensjonariuszek Domu Opieki, która kiedyś przyszła do mnie jako pastora poskarżyć się na swoje niedołęstwo, słaby słuch, ból w stawach i kręgosłupie oraz wszelkie inne dolegliwości i uciążliwości podeszłego wieku. Kiedy tak szczerze wyżaliła się i ponarzekała, a ja nie miałem jej nic do powiedzenia, bo byłem wtedy chyba jakieś trzy razy młodszy od niej, wtedy ku mojemu zaskoczeniu zakończyła swój wywód słowami: „Ale tak chce się żyć!”.

Jest w nas ludziach ogromna chęć do życia, które bardzo sobie cenimy i które jest najwyższą wartością. Oczywiście jeszcze wyższą wartością jest tylko nasze zbawienie – czyli pewność życia wiecznego, którego śmierć fizyczna nie jest w stanie przekreślić. Trzeba jednak mieć niewzruszoną wiarę w Boże obietnice i mimo świadomości, że śmierć przyjdzie wcześniej czy później, powierzać w ręce Pana Boga swoje życie doczesne i wieczne. A póki co, żyć mądrze, rozważnie i pobożnie, by podobać się Bogu, który nam to życie dał jako bezcenny dar!

Dlatego też – jako chrześcijanie – winniśmy myśleć poważnie o swojej wiecznej przyszłości i o tym, jaka ona będzie. Można o tym przeczytać w Piśmie Świętym, które przecież mamy dzisiaj niemal w każdym domu. Ono przypomni nam, że życie doczesne bardzo szybko się skończy, ale wieczne życie – nigdy!

Już wiele lat temu zaczęliśmy śpiewać pewną nową, chrześcijańską pieśń, której słowa w kontekście dzisiejszych rozmyślań chciałbym zacytować niemal w całości. Oto co napisał ktoś, kto miał w sercu żywą wiarę i prawdziwą, wieczną perspektywę:

Świat nie jest domem mym. Jam tu przechodniem jest.

Me skarby w niebie są, nie w tej dolinie łez.

Do siebie tam, do gwiazd, anieli wabią mnie.

Chciałbym stąd wyrwać się, obcym tu czuję się.

Już tylu bliskich mych na drugi przeszło brzeg.

Czekają na mnie tam, gdy ziemski skończę bieg.

Już uchylili drzwi, wołają także mnie.

Chciałbym stąd wyrwać się, obcym tu czuję się.

W chwalebnym kraju tym będziemy wiecznie żyć.

Z żywota drzewa jeść, ze źródła życia pić.

Tam uwielbienia pieśń z ust wszystkich wzniesie się.

Chciałbym stąd wyrwać się, obcym tu czuję się.

Lubię tę pieśń i często nucę ją sobie ku pokrzepieniu serca. Tak było również na cmentarzu w Elblągu kilka dni temu, kiedy to pożegnałem bardzo zacnego chrześcijanina, mojego duchowego brata. Mając 19 lat powierzył swoją przyszłość Bogu i przeżył z Nim w wierze i wierności kolejne 70 lat swojego życia. Śpiewał tę pieśń wiele razy. Odszedł do swojego Pana. No cóż, coraz lepsze towarzystwo jest już po tamtej stronie.

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

Read More →
Exemple

Zadośćuczynienie


Nowy tydzień rozpoczął się od wiadomości, że Tomasz Komenda, niesłusznie skazany za gwałt i zabójstwo młodej dziewczyny, decyzją sądu otrzymał prawie 13 milionów zadośćuczynienia za 18 lat spędzonych w więzieniu, choć był człowiekiem niewinnym. Na szczęście, choć to słowo w tym kontekście brzmi dość fałszywie, został on prawomocnym wyrokiem uniewinniony, a teraz otrzymał odszkodowanie za kawał zmarnowanego życia i do tego przeżytego w koszmarnych i upokarzających warunkach. Traktowano go bowiem jak mordercę i pedofila, a tacy za kratkami mają najgorzej.

No cóż, przykład osobistego dramatu tego człowieka i w końcu pozytywnego zakończenia jego przeszłości jest bardzo spektakularny, choć nie on jeden doznał ludzkiej niesprawiedliwości, braku obiektywizmu i rzetelności tych, którzy go przed laty niesłusznie oskarżali, potem skazali na długoletnie więzienie i odmawiali mu prawa rewizji tych niesprawiedliwych postanowień. Trudno się dziwić, że Komenda kilka razy próbował odebrać sobie życie, na szczęście wsparcie rodziny i jej wiara w jego niewinność pozwoliły mu przetrwać ten koszmar i doczekać uniewinnienia oraz wyjścia na wolność, a w końcu zadośćuczynienia.

Taki już jest ten świat, często niesprawiedliwy i nieobiektywny. Jak mawiał mój znajomy, nie ma sprawiedliwości na tym świecie i już. Natomiast wiele wokół nas win i ludzkich krzywd, niesprawiedliwych ocen i wyroków. Dzieje się tak dlatego, że ludzie są niesprawiedliwi i grzeszni, w tym również zdarzają się ludzie, którzy powinni stać na straży prawa i elementarnej ludzkiej sprawiedliwości, która powinna być niezbywalnym prawem każdego obywatela w każdym demokratycznym i cywilizowanym kraju.

Tymczasem Pismo Święte uczy nas, że kiedy dopuszczamy się krzywd i zła wobec kogoś drugiego, to należy te krzywdy naprawiać, o ile się da, czyniąc zadośćuczynienie lub płacąc odpowiednie odszkodowanie. Tak było w Starym Testamencie, gdzie Prawo (lub Zakon) nakazywało tak właśnie czynić ludziom, którzy zawinili. Te reguły były jasne i sprawiedliwe, nakazywały bowiem nie tylko zadośćuczynić krzywdzie, ale oddać z nawiązką to, co komuś zabrano czy skradziono. Jedno z Dziesięciu Przykazań mówiło: Nie kradnij! Inne z kolei przestrzegało, by nie składać fałszywego świadectwa, a więc nie składać w sądach fałszywych zeznań, które mogłyby kogoś niesłusznie obciążać i narażać na nieuchronną oraz dotkliwą często karę. 

Kiedy więc ludzie w czasach starotestamentowych słuchali Bożych nakazów, wtedy mogli mieć poczucie elementarnej sprawiedliwości społecznej. Nie mówiąc już o tym, że Prawo nakazywało sędziom, by byli obiektywni i jednakowo traktowali zarówno bogatych i wpływowych jak i biednych, bo za tymi ostatnimi wstawiał się sam Bóg, jeśli spotykała ich niezasłużona krzywda. Stwórca stawał zawsze po stornie słabszych, pokrzywdzonych i traktowanych niesprawiedliwie, wszak Boża sprawiedliwość jest doskonała i obiektywna. 

Dziś żyjemy w czasach, kiedy ze zdecydowanie mniejszą uwagą podchodzimy do Bożych nakazów i przykazań, zaś zdecydowanie bardziej polegamy na ludzkich przepisach, kodeksach i prawach, choć ich podstawowe podwaliny mają przecież swoje korzenie w zasadach biblijnych i Bożych przykazaniach. Jesteśmy wszakże mieszkańcami chrześcijańskiej Europy, choć staje się ona coraz bardziej niechrześcijańska i coraz bardziej niesprawiedliwa. Podobnie dzieje się również w Ameryce i na całym świecie. Niestety.

Pomimo tego, jako zwyczajni ludzie powinniśmy jednak pamiętać, że jak my będziemy czynić innym, tak inni odpłacą nam dokładnie tym samym. Jaką miarą będziemy mierzyć, taką samą miarą i nam odmierzą. Tak mówi Pismo Święte, tak nauczał Pan Jezus i tak pokazuje nam życie. Kiedy więc stajemy się winni jakiejkolwiek krzywdy czy niesprawiedliwego potraktowania drugiego człowieka, nie łudźmy się, że będziemy mogli z tym żyć szczęśliwie i bez wyrzutów sumienia. One nie dadzą nam spokoju, dopóki nie naprawimy krzywd, które komuś zadaliśmy, nieważne jak dawno temu.

Zadośćuczynienie – to nie tylko tytuł tego felietonu, ani też suma, jaką przysądzono dzisiaj Tomaszowi Komendzie za kawał zmarnowanego i koszmarnego życia. To również przypomnienie dla każdego z nas, że za każdą winą kryje się kara, która spotka nas wcześniej czy później. Chyba że będziemy pokutować, żałować za swoje winy lub zadane komuś krzywdy i zdobędziemy się na odwagę, by się do nich przyznać otwarcie i dla własnego dobra. Ale to nie wystarczy, bo trzeba będzie zapłacić, zadośćuczynić, pokryć koszty i straty, na które kogoś naraziliśmy. Lepiej jednak zapłacić i mieć czyste sumienie, niż ukrywać swoją winę i żyć w ułudzie, że mi się upiecze, nikt mi nie udowodni i nie ukarze za popełnione zło. 

Niech konkluzją tego felietonu będą trzy zdania zaczerpnięte z Pisma Świętego, które w Liście Apostoła Pawła do Rzymian przypomina nam: „Brzydźcie się złem, lgnijcie do dobra (…). Nie odpłacajcie nikomu złem za zło. Starajcie się o to, co jest dobre dla wszystkich ludzi” (Rz 12,9 i 17). Wtedy nie trzeba będzie płacić żadnego zadośćuczynienia!

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

Read More →
Exemple

Dojechał do mety


Nowy tydzień przywitał nas mrozem i piękną, lutową pogodą z coraz mocniej świecącym słońcem, którego tak nam ostatnio brakowało. Ale jak to w życiu bywa, dobre wieści mieszają się z tymi smutnymi i oto w poniedziałkowy poranek dotarła do nas informacja o śmierci Ryszarda Szurkowskiego, który ostatnie lata spędził na wózku inwalidzkim, a ostatecznie przegrał walkę z nowotworem. Dojechał do mety w wieku 75 lat.

Dla dzisiejszego pokolenia to nazwisko mówi niewiele albo z niczym się nie kojarzy. Każde pokolenie ma swoich idoli i bohaterów – czy to na arenie międzynarodowej, czy to w polityce lub sporcie. O ile jednak wielu politycznych bohaterów znika po latach w niebycie historii, o tyle sława wielkich sportowców nigdy się nie dewaluuje, a dla młodych adeptów danej dyscypliny sportu są oni natchnieniem i przykładem do naśladowania. Może dlatego, że ich trenerzy stanowią często pomost pamięci pomiędzy tymi wielkimi sportowcami sprzed lat, a tymi, których oni teraz trenują, aby ci młodzi w przyszłości stali się kolejnymi mistrzami.

Ryszard Szurkowski – dla ludzi mojego pokolenia to był niezwykły sportowiec. Chłopcy jeździli i ścigali się na swoich rowerkach po podwórkach i placach, często z koszulkami, na których widniało to nazwisko. Bo Pan Ryszard należał do najbardziej utytułowanych sportowców w powojennej historii polskiego sportu. Był niezwykłym kolarzem i liderem polskiej reprezentacji kolarskiej – tak jak dzisiaj Robert Lewandowski w polskiej kadrze piłkarskiej.

Ryszard Szurkowski aż czterokrotnie w swojej karierze wygrywał indywidualnie Wyścig Pokoju. Było to w latach 1970, 1971, 1973 i 1975. Był to największy wtedy amatorski wyścig kolarski na świecie. Rozgrywany był w trzech krajach: w Polsce, Czechosłowacji i Niemieckiej Republice Demokratycznej. Był to bardzo trudny, wieloetapowy wyścig, z etapami i premiami górskimi, a także etapami jazdy na czas. Najdłuższe z nich liczyły ponad 200 kilometrów i były wręcz mordercze, jeśli chodzi o wysiłek kolarzy. Nasi kolarze należeli wtedy do najlepszych, jak dzisiaj nasi skoczkowie narciarscy i na początku lat 70. ubiegłego wieku kolarstwo to był obok piłki nożnej nasz sport narodowy.

Przybiegaliśmy ze szkoły, by usiąść przy odbiorniku radiowym i słuchać relacji etapowych z wypiekami na twarzy. Jak to było dawno, aż trudno uwierzyć! Dzisiejsze transmisje telewizyjne realizowane z wielu kamer, z helikopterów i dronów pozwalają miłośnikom kolarstwa (np. mojemu synowi) śledzić zmagania zawodowych kolarzy przez cały przebieg wyścigu. Wtedy, w czasach „panowania króla Ryszarda” czekało się właściwie na finisze, które miały miejsce na stadionach i jakże często to właśnie on przecinał linię mety jako pierwszy! To były wzniosłe chwile triumfu i satysfakcji, kiedy nasi zwyciężali także drużynowo!

Z wielkim sentymentem wspominam więc dzisiaj pana Ryszarda Szurkowskiego – wielkiego i najbardziej utytułowanego polskiego kolarza, legendę polskiego sportu. Był on bowiem także dwukrotnym srebrnym medalistą olimpijskim w drużynowej jeździe na czas, trzykrotnym mistrzem świata w kolarstwie szosowym, a także 12-krotnym mistrzem Polski.  Lista jego osiągnięć sportowych jest oczywiście znacznie dłuższa. Wspominam tylko te najbardziej spektakularne. Razem z wielką lekkoatletką Ireną Szewińską – stanowili parę najwybitniejszych indywidualności sportowych w Polsce drugiej połowy XX wieku.

Mam osobiście jeszcze jeden powód, by Ryszarda Szurkowskiego wspominać w sposób szczególny. Otóż był to sportowiec, który jeździł fair play, a więc ścigał się z innymi w sposób zgodny z przepisami, doceniając jednocześnie kolegów z drużyny, którzy jeździli „na swojego lidera”. A on był swoistym „dżentelmenem szos” i mimo ogromnych osiągnięć nie przeszedł na zawodowstwo. Później zresztą, już po zakończeniu kariery, pełnił funkcję Prezesa Polskiego Związku Kolarskiego.

Pamiętam jednak jego wypowiedzi i wywiady, w których widać było również jego kulturę osobistą i pozasportową inteligencję. Nie tylko jego sukcesy, ale również jego osobowość przyciągała wielu i była przykładem dla innych kolarzy. To był nie tylko wielki sportowiec, ale również wspaniały i bardzo sympatyczny człowiek. Podobnie jak pani Irena Szewińska.

Jako młodzi ludzie podziwialiśmy idoli naszego pokolenia, również ich uczciwość w sporcie, kiedy nie mówiło się o dopingu czy nieuczciwych zagraniach w czasie rywalizacji. Jakże inny był wtedy sport… Dobrze więc, że dzisiejsza młodzież może naśladować inne, dobre wzory, które mogą dostrzec w Robercie Lewandowskim, Kamilu Stochu i kadrze naszych skoczków czy w Idze Świątek. Warto jednak dostrzec nie tylko ich sportowe osiągnięcia, ale także ich charakter, inteligencję i pokorę oraz dystans do siebie, swoich sukcesów i porażek. To są ludzie, którzy bardzo ciężką pracą dochodzą do wielkich sukcesów i wielkich pieniędzy!

Tacy ludzie mogą być dla nas chrześcijan również przykładami wytrwałości, ciężkiej pracy oraz uczciwości w codziennym życiu. Apostoł Paweł napisał takie oto zdanie: „Kto staje do zawodów, nie zdobywa wieńca, jeżeli nie walczy prawidłowo” (2 List do Tymoteusza 2,5). W innym miejscu dodaje: „Czy nie wiecie, że biegacze na stadionie wprawdzie wszyscy biegną, ale tylko jeden zdobywa nagrodę. Tak biegnijcie, abyście ją zdobyli” (1 List do Koryntian 9,24). W tym naszym życiowym biegu nie chodzi o medal czy puchar, lecz o nagrodę w niebie! Do tej mety warto dobiec!

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

Read More →
Exemple

Ważne spotkanie


Pierwszą korespondencję, jaką otrzymałem w tym tygodniu, w poniedziałek z samego rana, był list od pana Burmistrza Krzysztofa Mańkowskiego z wiadomością, że organizowane co roku w styczniu spotkanie noworoczne władz miasta i powiatu z przedstawicielami duchowieństwa nie odbędzie się. Z powodów oczywistych, czyli obostrzeń sanitarnych, które wykluczają wszelkie spotkania w szerszym gronie – zarówno te oficjalne jak i te prywatne.

Myślę, że wszyscy duchowni zapraszani co roku na spotkanie z Burmistrzem i Starostą żałują, że tym razem nie spotkamy się w tym gronie, jakkolwiek rozumiemy powody, jakimi kierował się w tym roku gospodarz tego spotkania. Żałujemy dlatego, że te coroczne spotkania organizowane również przez poprzednią Panią Burmistrz były okazją do budowania dobrych relacji nie tylko z lokalną władzą samorządową, ale także relacji osobistych duchownych wszystkich kościołów działających na terenie naszego miasta.

Choć raz w roku mieliśmy więc okazję nie tylko porozmawiać ze sobą, ale również poczuć się współgospodarzami naszej małej ojczyzny. Mogliśmy bowiem usłyszeć o najważniejszych sprawach naszego miasta i powiatu, o sukcesach i dalszych zamierzeniach naszego miejskiego ratusza, ale również o problemach i trudnościach, z którymi przychodzi nam zmagać się zarówno na płaszczyźnie władzy samorządowej jak i w realiach życia kościelnego.

Dobry klimat relacji kościołów z lokalnymi przedstawicielami władzy samorządowej jest zresztą budowany i podtrzymywany od lat i może być także dobrą wizytówką oraz przykładem dla innych miast i gmin. Można żyć różniąc się w wielu sprawach, ale jednocześnie spotykać się – choćby okazjonalnie – by wykazać się wspólną troską o dobro mieszkańców Szczytna i okolic oraz zastanawiać się, jak moglibyśmy współpracować i wspierać się nawzajem we wszelkich działaniach, które służą naszemu wspólnemu dobru.

Jestem przekonany, że kiedy tylko nadarzy się okazja i Covid-19 ustąpi, wtedy będziemy mogli odbyć to zaległe spotkanie, które zawsze przebiegało w dobrej i przyjaznej atmosferze. Nie zawsze bowiem my, Polacy, musimy się spierać, kłócić i walczyć ze sobą na wszelkich frontach. Jeśli się tylko chce, to można i dlatego za wszystkie poprzednie spotkania noworoczne duchownych z władzami naszego miasta i powiatu ja osobiście serdecznie dziękuję. Jestem przekonany, że pozostali duchowni podzielają moją opinię, którą niniejszym wyrażam.

Te spotkania noworoczne miały jeszcze jeden walor, mianowicie dawały nam okazję do składania sobie noworocznych życzeń, by nasi włodarze sprawowali swoją służbę publiczną z rozwagą, mądrością i troską, a wszystko po to, by żyło nam się tutaj spokojnie i bezpiecznie – zarówno wierzącym, jak i niewierzącym, katolikom jak i protestantom. W naszym kościele baptystycznym, który sąsiaduje z Urzędem Miasta, często modlimy się zresztą o pomyślność naszego miasta i o tych, którzy sprawują tutaj władzę. Jest to ewangeliczna powinność, o której mówi nam Pismo Święte.

Apostoł Paweł pisał bowiem tak: „Przede wszystkim więc zachęcam, aby zanosić błagania, modlitwy, prośby wstawiennicze i podziękowania za wszystkich ludzi, za królów oraz wszystkich na wysokich stanowiskach, abyśmy wiedli życie ciche i spokojne, z całą pobożnością i godnością. To jest wspaniałe i miłe Bogu, naszemu Zbawcy, który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 List do Tymoteusza 2,1-4).

Prośby wstawiennicze i podziękowania – to dwa aspekty chrześcijańskiej modlitwy o ludzi sprawujących władzę. Z jednej strony powinniśmy więc docenić i dziękować Bogu za to, co dobre i słuszne, za każdą mądrą decyzję tych, którzy zresztą w naszym imieniu i z naszego wyboru decydują o ważnych dla nas sprawach życia codziennego. Z drugiej zaś wstawiać się u Boga za nich, by Pan Bóg obdarzył ich mądrością, obiektywizmem, rozwagą i odwagą, kiedy będzie trzeba. Oni z pewnością tego potrzebują. A my, duchowni, też potrzebujemy wsparcia i zachęty, nie tylko od swoich wiernych, ale od lokalnej władzy też. Niech tak się dzieje nadal!

Andrzej Seweryn

andrzej.seweryn@gmail.com

Read More →
Exemple

Pamiętaj i uważaj!


Przełom starego i nowego roku to naturalny moment, kiedy patrzymy wstecz i oceniamy rok, który jest już za nami, ale również patrzymy z nadzieją w przyszłość – te dni, które są przed nami. Takie refleksje towarzyszą nam zresztą na początku każdego roku. Dla mnie osobiście jest to szczególny początek roku, jako że wiąże się on z okrągłym jubileuszem 40-lecia mojej służby w Kościele.

Otóż od początku stycznia 1981 roku rozpocząłem swoją pierwszą służbę duszpasterską w Kościele Chrześcijan Baptystów w Białymstoku. Miałem wtedy niespełna 28 lat, kiedy wraz z żoną przeprowadziliśmy się do Białegostoku, by tam służyć przez prawie 11 lat. Był to nasz debiut jako rodziny pastorskiej. Mieliśmy wtedy pierwszego, niespełna 2-letniego synka, drugi syn był w drodze i urodził się w tym mieście prawie siedem miesięcy później.

Kiedy dzisiaj, w poniedziałkowe przedpołudnie piszę ten felieton, mija dokładnie 40. rocznica pierwszego nabożeństwa, jakie przeprowadziłem w tym kościele i wtedy też wygłosiłem swoje pierwsze kazanie jako świeżo upieczony pastor. Do dziś mam zachowane konspekty wszystkich kazań i programy niemal wszystkich nabożeństw, jakie prowadziłem przez prawie 11 lat mojej posługi w tym mieście. Potem Pan Bóg prowadził nas swoimi drogami aż do dzisiaj, kiedy to służymy w kościele baptystycznym w Szczytnie.

Te cztery ostatnie dekady to pasmo wielu błogosławieństw i cudownego Bożego prowadzenia, jakiego doświadczaliśmy i doświadczamy każdego dnia. Piszę o tym dlatego, żeby u progu Nowego Roku zachęcić Was, Drodzy Czytelnicy, do prawdziwego i niewymuszonego życia z Panem Bogiem w sercu. Składaliśmy sobie bowiem życzenia wszelkiej pomyślności, powodzenia, zdrowia i wielu innych ważnych rzeczy, a także tego, aby ten Nowy Rok był lepszy, spokojniejszy i bezpieczniejszy od tego, który już się skończył. Oby te życzenia spełniły się – tego pragniemy i tego chcielibyśmy doświadczyć w najbliższych miesiącach.

Pan Bóg poprowadzi nas w przyszłość, pod warunkiem jednak, że my sami damy się Mu prowadzić i pozwolimy, by to On decydował za nas w najważniejszych kwestiach naszego życia. Chyba, że zignorujemy Go i będziemy o sobie decydować sami. Jeśli tak będzie, to całą odpowiedzialność będziemy musieli wziąć na siebie – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Mówię o tym dlatego, że dość często uprawiamy w życiu totalną samowolę, a kiedy problemy z powodu naszych błędów i bolesne skutki naszych upadków się spiętrzą, wtedy mamy tendencję zwalania winy na Boga, co jest po prostu nie fair. Nam, chrześcijanom, nie wypada grać z naszym Stwórcą nie fair, bo Bóg jest święty i nie da się z siebie naśmiewać! Pamiętajmy o tym.

Swój pastorski jubileusz świętowałem w pierwszą niedzielę 2021 roku tam, gdzie zaczynałem swoją pracę duszpasterską, a więc w zborze baptystycznym w Białymstoku. Miałem przywilej głosić tam Słowo Boże i w czasie tego kazania przywołałem ósmy rozdział Księgi Powtórzonego Prawa, w którym Mojżesz w imieniu Pana Boga skierował do narodu izraelskiego bardzo ważne przesłanie. Ważne dlatego, że kończył się 40-letni okres pobytu Izraelitów na pustyni po uprzednim wyjściu z niewoli w Egipcie i teraz naród był już blisko Ziemi Obiecanej, do której zdążał i za którą tęsknił pond cztery stulecia.

„Zapamiętaj całą drogę, którą Pan, twój Bóg prowadził cię przez te 40 lat po pustyni” – wołał Mojżesz do swoich rodaków. Dlaczego tak długo? „Aby nauczyć cię uległości, wypróbować i poznać, co jest w twoim sercu, czy będziesz przestrzegał Jego przykazań czy nie” – czytamy w wersecie 2. „Upokarzał i głodził, ale też karmił manną, której nie znali ojcowie. Chciał ci przez to dać poznać, że nie samym chlebem żyje człowiek, lecz wszystkim, co pochodzi z ust Pana” – o czym czytamy w wersecie 3. Potem Mojżesz przypomniał im, że przez 40 lat nie zużyła się odzież i nie opuchła ich noga, co było dowodem Bożej troski i opieki nad nimi w tych ekstremalnie trudnych warunkach. Dlatego mieli oni o tym stale pamiętać i okazywać Bogu wdzięczność za Jego obecność, prowadzenie i cudowne zaopatrzenie w pokarm fizyczny i duchowy!

Jak my doświadczaliśmy naszego Boga w ubiegłym, 2020 roku? Czy nasz Bóg był innym, gorszym Bogiem dla nas? On prowadził nas – jeśli dawaliśmy się prowadzić i trzymaliśmy Go za rękę. On zaspokajał nasze potrzeby i odpowiadał na te nasze modlitwy, które były zgodne z Jego wolą – jeśli o spełnianie Jego woli zabiegaliśmy świadomie i z wiarą. Może nie raz my zawiedliśmy Boga, ale On nie zawiódł nas! Bo jest Bogiem wiernym!

Jest jeszcze jedno ważne słowo kluczowe w tym rozdziale: „Uważaj”. Użyte zostało aż trzy razy (w wersetach 11,14 i 15). Na co mieli uważać w przyszłości? Pan Bóg powiedział: „Wprowadzę was do pięknej ziemi (w. 7-9a), będę was „w przyszłości darzyć tym, co dobre” (w. 16c), ale pod trzema warunkami: „Uważaj, abyś nie zapomniał o Panu, twoim Bogu” (w. 11a,15a,18a). „Uważaj, aby nie uniosło się twoje serce” (w. 14a) i ‘byś nie myślał w swoim sercu: To moja siła, moje męstwo zapewniły mi to bogactwo” (w. 17) oraz „pamiętaj, abyś nie przestał przestrzegać Jego przykazań, Jego praw, Jego ustaw”(w. 11 – podobnie w w. 2c i 6).

Bóg jest Panem mojej i twojej przyszłości! Jakakolwiek ona będzie – uważaj i nie zapomnij o Bogu oraz o codziennym, wiernym wypełnianiu Jego przykazań. Wtedy On – Bóg wierny i zawsze ten sam – będzie w przyszłości darzyć ciebie tym, co dobre.

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Czas dla ludzi dobrej woli


Okres świąteczny to czas szczególny i wyjątkowy. Nie tylko ze względu na kolorowe dekoracje wokół domów czy w centrach handlowych, ale także, a może przede wszystkim dlatego, że ludzie stają się wtedy jakby trochę bardziej przyjaźni i życzliwi. W tym okresie roku zaczynamy dostrzegać innych ludzi wokół siebie, uśmiechać się do siebie i życzyć sobie wszystkiego najlepszego na zbliżające się święta. W różnych miejscach publicznych, szkołach, kościołach czy instytucjach zwykle organizowano spotkania wigilijno-kolędowe, które integrowały ludzi pracujących ze sobą i na co dzień zaganianych. W czasie takich okolicznościowych „wigilijek” czy „adwentówek” można było razem usiąść, porozmawiać, podzielić się przygotowanymi na tę okazję potrawami i po prostu poznać się bliżej. Bo prawda jest taka, że czasem mieszkamy w tym samym budynku, pracujemy w tym samym miejscu pracy lub chodzimy do tego samego kościoła, ale znamy się tylko z widzenia lub wcale.

Szkoda bardzo, że w tym roku ograniczenia epidemiologiczne pozbawią nas wielu takich,  pięknych chwil! Niestety. Niczego bowiem nie brakuje ludziom dzisiaj tak bardzo, jak autentycznych relacji, bezinteresownej życzliwości, dobrego słowa na „dzień dobry” czy też zwykłego zainteresowania tym, co aktualnie przeżywamy. Okres świąteczny pokazuje nam, że można inaczej niż zwykle żyć nie tylko obok siebie, ale ze sobą – jako rodzina ludzi dobrej woli. Mimo ograniczeń niech nie wygaśnie w nas ta niezwykła, świąteczna bliskość serc!

Tak niewiele czasem trzeba, żeby ktoś nie czuł się między innymi ludźmi osamotniony, wykluczony, napiętnowany czy pozbawiony elementarnego poczucia bezpieczeństwa. Okazuje się bowiem, że mimo zróżnicowania kulturowego, religijnego czy narodowościowego, coraz bardziej obecnego również w naszym kraju, można się pięknie różnić, a przy tym uważać naszą różnorodność za walor i wspaniałą jakość, która ubogaca i rozwija ludzi o otwartych sercach na innych. Przypominam sobie, jak siedem lat temu byłem na bankiecie bożonarodzeniowym zorganizowanym przez jeden z Kościołów chrześcijańskich koło Toronto w Kanadzie, na który zostałem zaproszony wraz z żoną. Mogliśmy tam spotkać ludzi z niemal wszystkich kontynentów świata, którzy dzielili się muzyką chrześcijańską, różnorodnie brzmiącymi kolędami oraz potrawami pochodzącymi z ich własnych i różnorodnych tradycji. W tym tyglu językowym i narodowościowym czuło się jednak bardzo miłą atmosferę i klimat, którego chcielibyśmy doświadczać nie tylko kilka czy kilkanaście dni w roku – tuż przed Świętami Bożego Narodzenia – ale częściej i dłużej. W naszym kraju również.

Zapewne w tym okresie – mimo obostrzeń – będą się odbywały różne imprezy o charakterze charytatywnym. Różne instytucje, fundacje, kościoły – przy licznym udziale oddanych swojej pasji pomagania innym wolontariuszy – będą karmić głodnych czy bezdomnych, a więc ludzi na co dzień wykluczonych i często zapomnianych. Będą też rozdawane paczki świąteczne dla dzieci, szczególnie biednych oraz dla sierot z domów dziecka i z rodzin patologicznych. Piękne to i ważne gesty świadczące o tym, że są w nas nie wykorzystane do końca pokłady ludzkiej dobroci, które ujawniają się w takim właśnie przedświątecznym czasie. Nie możemy tego zaprzestać, bo utracimy coś bardzo ważnego – ludzką wrażliwość i resztki wiary w ludzką dobroć i bezinteresowność.

Może by tak postarać się zachować ten klimat międzyludzkiej życzliwości i przenieść go na następne tygodnie i miesiące? Chodzi przecież o to, by zachować człowieczą wrażliwość i pamiętać o ewangelicznej zasadzie: „Jak byście chcieli, aby wam ludzie czynili, tak wy im czyńcie”. Wszyscy bowiem potrzebujemy szacunku, zachęty, dobroci i ciepła w tym często zbrutalizowanym i emocjonalnie chłodnym świecie, w którym żyjemy.

Kiedy oboje z żoną spacerowaliśmy po ulicy jakiś czas temu, zobaczyliśmy starszą i nieco przygarbioną panią, która ze znakiem „Stop” w ręku pomagała dzieciom z okolicznej szkoły przechodzić bezpiecznie przez przejście dla pieszych. Moja żona zwróciła się do niej ze słowami: „Podziwiamy panią, jak codziennie – mimo chłodu czy niepogody – wykonuje pani pracę, która jest bardzo ważna i potrzebna”. Byłem autentycznie wzruszony, kiedy zobaczyłem, jak jej pomarszczoną twarz rozjaśnił uśmiech, a potem usłyszałem z jej ust szczere słowo „dziękuję”.

Jako chrześcijanie winniśmy być naśladowcami Jezusa, który przychodząc na tę ziemię przyniósł ze sobą miłość Bożą, radość, pokój do ludzkich serc i wreszcie to co najważniejsze – zbawienie! Postarajmy się naśladować naszego Zbawiciela w tym, co jest w zasięgu naszych możliwości. Czasami bowiem trzeba tak niewiele dać z siebie, by kogoś podnieść na duchu i wywołać uśmiech na jego twarzy. Tego samego my również potrzebujemy. Oby spełniły się słowa Czesława Niemena, który w niezapomnianej pieśni „Dziwny jest ten świat” wierzył przed laty, że „ludzi dobrej woli jest więcej”. To od nas zależy, czy tak będzie również teraz w naszym najbliższym otoczeniu. Niech nas, ludzi dobrej woli, będzie coraz więcej – w święta i w Nowym Roku. „Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli” (Ew. Łukasza 2,14).

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Lekcja życia


Bardzo wielu rzeczy uczymy się w szkołach, na uniwersytetach czy politechnikach, ale jeszcze więcej możemy się nauczyć z życia, jeśli oczywiście do tej nauki przyłożymy się odpowiednio. Są bowiem tacy ludzie, którzy niczego nie są w stanie się nauczyć, bo lekceważą sobie edukację, a i z życia nie biorą żadnych lekcji dla siebie. Chyba, że po szkodzie, bo każdy Polak wtedy mądry. Głupia to mądrość, okupiona własnymi błędami, lekkomyślnością i konsekwencjami tego wszystkiego, co sobie grabimy w życiu, a potem musimy za to wszystko słono zapłacić.

Warto więc uczyć się, korzystając z doświadczenia innych, słuchać mądrzejszych od siebie, pod warunkiem jednak, że jesteśmy na tyle pokorni, by przyznać się do tego, iż nie jesteśmy tacy mądrzy i nieomylni, jak nam się często wydaje. Co prawda trudno dzisiaj odróżnić prawdziwą mądrość od manipulacji, fałszywych treści i poglądów, którymi zalewa nas Internet i nie tylko. Tym bardziej więc potrzebujemy być mądrzy w codziennym życiu, bo ono nie jest łatwe i proste.

Ostatnio ktoś umieścił na Facebooku post pod tytułem: „Lekcje z COVID-19”. Zawiera on siedem ważnych życiowych lekcji, z którymi się zgadzam i które przytaczam w wolnym tłumaczeniu. Oto one: 1) Życie jest krótkie, 2) Śmierć jest pewna, 3) Praca jest tymczasowa, 4) Zdrowie jest skarbem, 5) Jutro nie jest pewne, 6) Wieczność jest w zasięgu ręki, 7) Tylko Bóg może uratować. Oto lekcje płynące z naszego życia – szczególnie aktualne w dzisiejszych czasach. Czy przerobiliśmy już te lekcje i czy nauczyliśmy się z nich czegoś konkretnego dla siebie osobiście?

Dziś dowiedziałem się, że wczoraj zmarł nagle jeden z moich dawnych znajomych. Silny mężczyzna w moim wieku. Co prawda nie z powodu wirusa, ale nie ma go już między żywymi. Ktoś z wierzących napisał: „Szkoda, że odszedłeś. Wkrótce zobaczymy się w Niebiańskiej Ojczyźnie”. Życie jest krótkie, a śmierć pewna. Dlatego musimy cenić sobie życie własne i cudze, bo to jest od Boga dar bezcenny. Czas nam dany na tej ziemi jest więc równie bezcenny i niepowtarzalny. Szkoda byłoby go zmarnować na błahostki i niegodziwe działania.

Kolejna lekcja głosi, że zdrowie jest skarbem, czymś bardzo drogim i nieocenionym. W tym dziwnym roku, kiedy wreszcie uświadomiliśmy sobie, że coraz więcej konkretnych i bliskich nam ludzi naprawdę zachorowało i naprawdę przecierpiało tę nową chorobę, na nowo zdaliśmy sobie sprawę z tego, jak wielką łaską od Boga jest to, kiedy rano wstajemy zdrowi i silni, by podjąć codzienne obowiązki. Szczęście mieli też ci, którzy przeszli tę chorobę ze stosunkowo łagodnymi objawami, ale było i jest nadal wielu, którzy walczą o życie i zdrowie i ta walka potrafi trwać kilka tygodni, zanim wrócą siły, wigor i gotowość do pracy.

Byłem pod silnym wrażeniem świadectwa pewnego człowieka, który szczerze i otwarcie opowiedział o swojej walce z chorobą. Na szczęście Pan Bóg był z nim, bo i on sam bardzo zbliżył się do swojego Boga. Kiedy ten silny mężczyzna słabł i był taki moment w czasie jego choroby, że nie był pewny dotrwania do rana, całe swoje życie powierzył w ręce Stwórcy i powiedział mniej więcej takie słowa w swojej modlitwie: „Cokolwiek stanie się ze mną, moje życie jest w Twoich rękach, ja nie mam żadnego wpływu na tę sytuację, ale pragnę, aby Twoje imię było uwielbione i wywyższone”. I Pan Bóg okazał swoją łaskę, uzdrowił go, przywrócił do życia i do normalności, oczyszczając jego organizm z tego wirusa. Tylko Bóg może wyratować i czyni to według swojej suwerennej woli oraz na podstawie swojej łaski. Tej prawdy i lekcji życia też trzeba się nauczyć i doświadczyć na własnej skórze.

Obecna sytuacja przypomina nam jeszcze jedną prawdę, że jutro do nas nie należy. Jutro nie jest pewne, choć chcielibyśmy, by wszystkie nasze zamiary i plany, te krótko- i długoterminowe, spełniały się w 100 procentach, w naszym czasie i w nasz sposób. Z jednej strony to wielki dyskomfort, szczególnie dla ludzi, którzy mają swoje biznesy, często małe firmy rodzinne, a przedłużający się kryzys gospodarczy zagląda im w oczy i grozi bankructwem. Jak więc planować przyszłość, skoro jest ona dzisiaj tak niepewna i nie daje – póki co – żadnej gwarancji stabilizacji?

Dlatego też liczy się to, na co mamy realny wpływ dzisiaj i co może zależeć od naszej pracowitości, mądrości, rozsądku i pokory wobec życia. Ono bowiem może nas zaskoczyć. Dlatego też przypominam chrześcijańską zasadę, która głosi, że „przecież nawet nie wiecie, co wam przyniesie jutro. Czym jest wasze życie? Jesteście jak mgła, która pojawia się na chwilę, a następnie znika. Powinniście raczej mówić: Jeśli Pan [Bóg] pozwoli, to dożyjemy i zrobimy to lub owo” (List Jakuba 4,14-15). Nie wszystko zależy od naszej woli i chcenia, ale od woli naszego Stwórcy. A to jest kolejna lekcja życia, którą powinniśmy zrozumieć i zastosować.

Życie uczy nas pokory. Pokory wobec życia i pokory wobec Pana naszego życia. Zbyt często wydaje nam się, że to my jesteśmy panami swoich losów, ale tak niestety nie jest. Jednych taka konstatacja może załamać, ja jednak zachęcam z głębi serca, abyśmy naszą nadzieję na dziś i na jutro pokładali w Bogu, który jest Panem naszych losów. Nadzieję, która jest pewnością Bożego prowadzenia i tego, że Bóg chce stale działać na rzecz naszego dobra. A to już jest kwestia wiary, czyli bezwarunkowego zaufania Bogu i poddania się Jego kierownictwu. Jeśli takiej wiary brak – to kim właściwie jesteśmy? Czy jeszcze chrześcijanami…?

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Trzymajcie się ciepło!


Minął nam listopad – w tym roku wyjątkowo ciepły, bez zimy i bardzo niskich temperatur, które potrafią pojawiać się o tej porze roku. Nie ma co liczyć jednak na dalszą łaskawość aury, jako że mamy już początek grudnia, a to nie przelewki. W niektórych miejscach naszego kraju pojawił się pierwszy zauważalny śnieg, pojawiło się wiele pierwszych zimowych fotek w Internecie. Czy tego chcemy czy nie, zima do nas zawita, a czy będzie sroga czy też łagodna jak wiele poprzednich, o tym zadecyduje Pan pogody, a nie meteorolodzy.

Z niemałym zaskoczeniem czyta się więc, że na południowej półkuli, na przykład w Australii, przyszła pierwsza fala dużych upałów, kiedy to temperatura skoczyła powyżej 40 stopni i ludzie masowo kąpią się w oceanie. Jak łatwo im zazdrościć, kiedy u nas za oknami szaruga, chłód, mgły i nie w głowie nikomu kąpiel w jeziorze. Choć nie wszystkim, bo dla morsów zbliża się rajski czas, kiedy będą mogli zanurzać się w lodowatej wodzie.

Tak właśnie zrobiło kilku moich znajomych, którzy pochwalili się już na Facebooku zdjęciami z pierwszych morsowych kąpieli, nawet wraz ze swoimi małymi dziećmi i wyglądają na bardzo szczęśliwych. Nam, zmarzlakom zwyczajnie cierpnie skóra na samą myśl o zanurzeniu się w takiej wodzie, kiedy na co dzień chodzimy opatuleni w szale i do tego jeszcze maseczki na twarzach, a o upalnych letnich dniach możemy sobie, póki co jedynie pomarzyć. Z morsami jest jednak inaczej. To odważne i odporne na zimno ludziska, które im mają zimniej, tym czują się lepiej.

Tak to już jest z nami, że nie jesteśmy zmiennocieplni i czujemy się najlepiej w przedziale 20-27 stopni, bo poniżej tej granicy temperatury jest nam już zimno, zaś powyżej – za gorąco. Są oczywiście tacy, którzy wolą chłodniejszą aurę, jak na przykład moja córka, która od dawna lubi nucić sobie piosenkę z takim oto tekstem: „Kiedy zimą pada śnieg, to ja bardzo cieszę się”. Pamiętam również moją mamę, która podobnie jak moja córka ciężko znosiła wysokie temperatury.

Są jednak inni, jak na przykład moja żona, która lubi ciepełko w każdej postaci i o każdej porze roku. Kiedy pewnego razu skorzystaliśmy u naszych przyjaciół z sauny, ja niemal wyzionąłem ducha, a ona wyszła z tej „parówki” i nadal miała chłodne stopy. Na morsa nie nadaje się zupełnie, a kiedy obserwujemy w czasie spacerów nasze kaczuszki na Jeziorze Domowym Małym, które rozkosznie chlupią się w wodzie nawet zimą, kiedy jeszcze nie zamarza całkowicie, albo chodzą po lodzie człapiąc różowymi nóżkami w kształcie małych płetw, to ciarki przechodzą nam po plecach.

Osobiście lubię chłodne, zimowe dni, kiedy dobrze ubrany wybieram się na spacer, z którego miło wracać do ciepłego mieszkania, by napić się gorącej herbaty lub kawy i zasiąść w ciepłych, wygodnych pieleszach albo zabrać się do pracy bez drżenia z zimna. Pamiętam nasz krótki pobyt w Kanadzie przed laty, kiedy spędziliśmy tam dwie srogie zimy. Codziennie wychodziłem na spacery po dwa razy, by wzmocnić serce i kondycję. Po raz pierwszy w życiu kupiłem i używałem na co dzień grubej zimowej kurtki i do tego z kapturem, bo wiele zimowych dni w Toronto było mroźnych choć pogodnych. Ludzie dziwili się potem, jak opaloną miałem twarz od zimowego mrozu i słońca jednocześnie.

No cóż, temperatura to również rzecz względna. Jednym jest w danej chwili za gorąco, innym za ciepło i jakoś trzeba sobie radzić z naszymi przyzwyczajeniami. Zmarzlakom życzę więc siły i ducha przetrwania okresu zimowego, a wszystkim morsom, alergikom i ludziom preferującym chłodniejszą aurę życzę udanych kąpieli w przeręblach, miłych spacerów na śniegu i mrozie, byle tylko bez przesady. Kiedy bowiem przychodzą mrozy, wtedy żal mi ludzi bezdomnych i nieszczęśliwych, którym doskwiera nie tylko fizyczny chłód, ale także emocjonalny, bo ten ostatni jest chyba jeszcze bardziej dotkliwy i groźny.

Chodzi więc również o to, by temperatura naszego ciała była prawidłowa, bo to świadczy o zdrowiu naszego organizmu. Równie ważna jest także temperatura naszych serc – to emocjonalne ciepło, którego potrzebujemy doświadczać również w naszym codziennym życiu. Bycie kochanym i kochać – to esencja naszej emocjonalnej równowagi i zdrowia. Oby nie brakowało nam ciepłych uczuć, odruchów dobroci, wrażliwości na potrzeby i cierpienia innych i ducha modlitwy o chorych, których mamy wokół siebie. Tego ciepła nie może nam zabraknąć. Trzeba więc do naszego wspólnego ogniska dokładać wciąż nowe drwa, aby płonęło, ogrzewało nas, dawało radość i nadzieję – aż do wiosny!

Pomyślmy również o temperaturze naszych uczuć do naszego Stwórcy. Człowiek może mieć serce zimne jak głaz albo gorące i wdzięczne Bogu za każdy dzień w zdrowiu i spokoju. Zbyt wielu jest wokół nas ludzi oddalonych od swojego Boga, malkontentów, ignorantów, ludzi ślepych na Bożą miłość i dobroć, która przecież dotyka również ich życia. „Deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” – jak nauczał nas Pan Jezus, uświadamiając nam ogrom Bożej łaskawości i miłosierdzia. Czy nasz Ojciec w niebie nie zasługuje na odrobinę ciepła, miłości i wdzięczności z naszych serc? Jeśli tego nie czujemy, jesteśmy zimni i duchowo martwi, a taki stan nie uczyni nas ludźmi szczęśliwymi. Obyśmy byli gorący a nie zimni – dla siebie nawzajem, a także dla naszego Stwórcy – źródła wszelkiego ciepła, bez którego tak trudno żyć! Tak więc – trzymajcie się ciepło!!

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Siła i piękno marzeń


Na przekór paskudnej, listopadowej aury bez słońca i błękitnego nieba, chcę dzisiaj napisać coś pogodnego i krzepiącego serca. Mamy bowiem równie ponurą aurę polityczną, religijną i zdrowotną, o nastrojach kibiców piłkarskich po ostatnim meczu naszej reprezentacji z Włochami nie wspominając. Mamy więc wszelkie dane ku temu, by pogrążyć się w depresyjnych myślach i nastrojach.

Ja jednak – jako wciąż niepoprawny optymista – chcę dzisiaj napisać coś o marzeniach, o ich sile i pięknie. Może warto usiąść w fotelu, włączyć sobie na przykład koncert fortepianowy f-moll Fryderyka Chopina w wykonaniu Krystiana Zimermana, jak to właśnie czynię teraz i pomarzyć po prostu. Nie tylko o cieple, słońcu i długich pogodnych dniach, o uspokojeniu sytuacji epidemiologicznej w kraju i na świecie, albo o spokoju w polityce czy życiu religijnym w Polsce.

Pomyślmy o naszych osobistych marzeniach, które drążą zakamarki naszej wyobraźni, rozpalają nadzieję i sprawiają, że rano chce się znowu wstać z łóżka i nie tylko przeżyć kolejny dzień wykonując swoje obowiązki, ale również by znowu marzyć i oczekiwać na to upragnione, na co czekamy czasem bardzo długo. Chyba każdy z nas ma jakieś marzenia, małe czy wielkie. Wszystkie one są piękne i mają w sobie siłę, która napędza nas do działania, przełamywania barier strachu czy wreszcie poczucia niemożliwości, które to poczucie jest wrogiem wszystkich marzeń.

Ostatnio dostaliśmy z żoną wiadomość od naszej przyjaciółki, która nie tak dawno, dwa lata temu wyszła za mąż za obywatela Nowej Zelandii i miałem przywilej udzielić im ślubu. Ona przez wiele lat marzyła o tym kraju i po latach jej marzenia się spełniły. Nie tylko zamieszkała w Nowej Zelandii, ale również doczekała się z mężem własnego domu oraz zdrowej i pięknej córeczki, która właśnie niedawno się urodziła. Oboje są przeszczęśliwi, a my razem z nimi, bo możemy dzielić z nimi kształt i piękno spełnionych marzeń.

Mamy dziś do czynienia z wieloma ludźmi, których marzenia nie są może aż tak wzniosłe i śmiałe, bo leżą chorzy w domach na kwarantannie lub w szpitalach i marzą o tym, by wreszcie po dniach w gorączce i bólach mięśni zacząć wreszcie swobodnie oddychać i czuć nadchodzące wyzdrowienie. Jeden z moich znajomych mieszkających w innej części Polski napisał jakiś czas temu, jak w nocy walczył o każdy oddech i zrozumiał w tych trudnych chwilach, jak straszna może być śmierć przez uduszenie. Dziś czuje się już dobrze, wyzdrowiał, choć nadal jest słabszy niż to było przed chorobą.

Wielu ludzi spędza czas przed ekranami komputerów między innymi również po to, by pomarzyć na przykład o nowym aucie, nowym meblu w mieszkaniu czy nowym ubraniu. Inni szukają ciekawych ofert pracy, jeszcze inni grają w przysłowiowego „totka” i marzą o dużej wygranej, która pozwoliłaby im zrealizować wiele marzeń i niespełnionych pragnień. Chętnie oglądamy teleturnieje w rodzaju „Milionerów”, w których ludzie walczą o duże pieniądze. Czasem prowadzący pyta uczestników jeszcze na początku gry, co zrobią z milionem, który mogą potencjalnie wygrać, jeśli odpowiedzą poprawnie na zestaw konkursowych pytań. Odpowiedzi są różne: kupiłbym sobie mieszkanie, samochód albo pojechałabym w podróż życia dookoła świata lub pomógłbym innym członkom rodziny, w szczególności swoim dzieciom. Jeśli nie jesteśmy zawistni i zazdrośni, to kibicujemy tym ludziom, a kiedy wygrywają duże pieniądze, niekoniecznie cały milion, cieszymy się razem z nimi. Zazdrośnicy i zawistnicy tymczasem zgrzytają zębami… Ale to już ich problem.

Gdybym spytał każdego z was, Drodzy Czytelnicy, czy macie jakieś marzenia, jestem przekonany, że każdy zdrowo myślący człowiek odpowiedziałby bez namysłu: Pewnie, że mam. Marzę o zdrowiu w przyszłych latach, o szczęściu swoich dzieci i wnuków, o spokojnej emeryturze, albo o zrobieniu doktoratu, jak powiedziała mi wczoraj pewna młoda i zdolna kobieta. Czy wszystkie te marzenia się spełnią? Nie wiadomo i z pewnością nie wszystkie, ale życzę marzycielom jak najlepiej.

My jako ludzie wierzący w nieograniczone możliwości naszego Stwórcy, mamy dodatkowe uprawnienia, by marzyć śmiało i odważnie. Pan Bóg wie o naszych marzeniach, a my mamy prawo i odwagę mówić Mu o nich w naszych codziennych modlitwach. Chodzi tylko o to, by nasze marzenia były zgodne z wolą i planem Boga dla naszego życia, a wtedy spełnią się wcześniej czy później – w Bożym czasie i w Boży sposób. Może nawet spełnią się w jeszcze pełniejszy sposób, niż to sobie zaplanowaliśmy czy wymarzyliśmy, bo nasz Ojciec w niebie lubi sprawiać nam miłe niespodzianki.

Wiele moich marzeń i pragnień spełniło się, bo zaufałem mojemu Bogu. Wiele – nie znaczy, że wszystkie i że spełniały się automatycznie, bo Pan Bóg jest suwerenny i czyni co chce również z naszymi marzeniami. On wie, co nam dać i kiedy, żebyśmy byli Mu wdzięczni za to, co otrzymamy i żeby spełnienie naszych marzeń nie odwiodło nas od Niego. Albo żebyśmy nie stali się zachłanni i roszczeniowi, bo to Mu się z pewnością nie spodoba.

Marzymy więc z żoną o własnym dachu nad głową, którego nie udało nam się dotychczas zbudować. Zapatrzeni w plany i wizualizacje tego, co chcielibyśmy mieć na resztę naszego życia, już cieszymy się tym, co Pan Bóg zrobi z naszym marzeniem. W Nim bowiem tkwi siła i piękno tego, czego się spodziewamy – z wiarą.

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Ulotność władzy


W ostatnich dniach nie tylko Amerykanie, ale też wielu ludzi na świecie emocjonowało się finiszem kampanii wyborczej w USA, która w końcu zakończyła się wyborem nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Co prawda, kiedy piszę te słowa, wciąż nie ma ostatecznych oficjalnych wyników wyborów prezydenckich oraz przesądzającej o wszystkim decyzji Sądu Najwyższego USA, ale wszystko wskazuje na to, że w końcu stycznia przyszłego roku nowy prezydent zostanie uroczyście zaprzysiężony i w Białym Domu w Waszyngtonie zamieszka jego kolejny lokator.

Nie mam kompetencji ani woli komentowania tego ważnego dla całego świata wydarzenia, bo w końcu prezydent USA to najpoważniejsza persona w tym świecie, z którą muszą się liczyć wszyscy światowi przywódcy. Trzeba się więc znać na geopolityce, by takie wydarzenia komentować w sposób kompetentny. Chcę jednak pokusić się o rozważania ogólniejszej natury, które jednak powinniśmy również potraktować poważnie i z rozmysłem. Chodzi mi bowiem o prostą obserwację dotyczącą faktu, że każda ludzka władza ma swój początek oraz swój koniec i nic nie jest dane raz na zawsze nawet największym i najpotężniejszym ludziom tego świata.

Dzieje się tak nie tylko dlatego, że takie są reguły demokracji oraz ustrojów wielu państw, które w swoich konstytucyjnych zapisach zawierają klauzule kadencyjności różnych władz i stanowisk państwowych. One to właśnie sprawiają, że kończy się czyjaś kadencja lub dwie i po ich upływie dana osoba nie może dłużej sprawować swojego urzędu. Poza tym wyborcy poprzez głosowanie również wyrażają swoją wolę i czasem ktoś kończy urzędowanie już po pierwszej kadencji, ponieważ tak zadecydował naród danego państwa.

Tak stało się ostatnio w Stanach Zjednoczonych. Dotychczasowy prezydent Donald Trump musi ustąpić miejsca temu, kto w ostatnich wyborach prezydenckich zebrał więcej głosów elektorskich od niego, czyli Joe Bidenowi. Jednak również władza tego ostatniego, choć rozpocznie się prawdopodobnie 20 stycznia 2021 roku też nie będzie trwała bez końca, bo albo zakończy się po pierwszej kadencji, albo maksymalnie po dwóch i koniec. Zresztą słuszny wiek prezydenta-elekta też nie pozostaje w tym kontekście bez znaczenia.

Były i nadal są na świecie takie kraje, gdzie władza ich przywódców może trwać dłużej, jak na przykład w przypadku Rosji, gdzie taką możliwość daje znowelizowana konstytucja. Są również takie kraje, gdzie panujące reżimy zdają się sprawować władzę niemal bez końca. Tak było przez dziesięciolecia na przykład na Kubie, czy też obecnie w Korei Północnej albo niektórych krajach afrykańskich. Ale prawda jest taka, że każdy reżim czy dynastia kiedyś się skończy, bo taka jest kolej rzeczy.

Kiedy czytamy Stary Testament, możemy przeczytać w Księdze proroka Daniela o wielkim, starożytnym Imperium Babilońskim, które wydawało się niezwyciężone, a jednak upadło za sprawą Imperium Medo-Perskiego, które potem zawładnęło światem na kolejne dziesięciolecia. Ale i ono nie trwało wiecznie, bo za sprawą Aleksandra Macedońskiego zostało zdobyte i podporządkowane Grecji, zaś po niej nastała epoka Cesarstwa Rzymskiego.

Nie trzeba być historykiem, by mieć świadomość, że w przeszłości imperia upadały, ustroje się zmieniały, przemijały cywilizacje, zmieniały się granice i strefy wpływów poszczególnych potęg i władców tego świata. Tak to już jest, o czym powinni pamiętać rządzący również w naszym kraju. Dlaczego tak się dzieje? Otóż dlatego, że „nie ma władzy, która nie pochodziłaby od Boga. Wszystkie one zostały ustanowione przez Niego” – jak pisał Apostoł Paweł (Rzym 13,1). Już w starotestamentowej Księdze Daniela czytamy, że to Pan Bóg „jest źródłem mądrości i mocy. On zmienia pory i czasy, On strąca królów i On ich ustanawia” (Dan 2,20b-21a).

A ponieważ nie każda władza nam się podoba, bo nie spełnia wszystkich naszych oczekiwań, a ponadto jest sprawowana przez niedoskonałych, grzesznych przecież ludzi („Nie ma sprawiedliwego ani jednego”), więc mamy w Piśmie Świętym zalecenie, by modlić się „za królów oraz wszystkich na wysokich stanowiskach, abyśmy wiedli życie ciche i spokojne, z całą pobożnością i godnością” (1 Tym 2,2).  Taką powinność mamy również teraz, kiedy trzeba modlić się o wszystkich, którzy próbują opanować ten ogólnoświatowy chaos informacyjny i epidemię, która doskwiera tak wielu ludziom dzisiaj, a także o to, by Pan Bóg powstrzymał działania tych, którzy chcą nam szkodzić i nami świadomie manipulować.

Na koniec bardzo ważna prawda, która wynika z Pisma Świętego. Otóż przyjdzie dzień, kiedy ludzkie królestwa, władze i ustroje przeminą, a w końcu nastanie era Królestwa Bożego, które będzie doskonałe i będzie trwało wiecznie. I to jest nadzieja ludzi wierzących, którzy oczekują nastania tej Bożej ery pod panowaniem naszego Zbawiciela. Jezusa Chrystusa. On będzie rządził laską żelazną – sprawiedliwie i doskonale, zapewniając wieczne szczęście tym, którzy będą tego królestwa wiecznymi obywatelami.  Tym, którzy już tu na ziemi i w doczesnym życiu uznali Jezusa Chrystusa za Króla królów i Pana panów, a więc swojego Króla i Pana (Obj 19,16). To On będzie sprawiedliwie sądził, walczył i rządził duszami dzieci Bożych. Będzie to królestwo wieczne i niezniszczalne! Tej władzy i pozycji nikt Mu nigdy nie odbierze! Przyjdź Królestwo Twoje!

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Jak wzburzone morze


Kiedy patrzę na to, co dzieje się wokół nas dzisiaj, jestem wręcz porażony faktem, iż nasz współczesny świat staje się coraz bardziej niespokojny, niestabilny, a ludzie nieprzewidywalni i coraz bardziej wrodzy wobec siebie nawzajem. Wściekłość, wrogość, eskalacja wszelkiego rodzaju napięć i różnych punktów widzenia na wiele spraw wylewa się na ulice miast i miasteczek, powodując wrażenie, że współczesny świat coraz bardziej przypomina bardzo wzburzone morze, które nie tylko nie może się uspokoić, ale ten sztorm społecznych emocji i napięć wciąż się wzmaga i wzmaga. Do czego to wszystko doprowadzi? Oto naprawdę poważne pytanie, jakie rodzi się w moim sercu.

Tymczasem przed wiekami Pan Jezus powiedział do swoich naśladowców: „Pokój zostawiam wam, mój pokój wam daję; daję wam go inaczej niż daje świat. Nie ulegajcie trwodze, nie bójcie się” (J 14,27). Nieco wcześniej czytamy inne wielkie słowa Mistrza z Nazaretu, który powiedział: „Daję wam nowe przykazanie: Kochajcie się wzajemnie; kochajcie jedni drugich tak, jak Ja was ukochałem. Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli jedni drugich darzyć będziecie miłością” (J 13,34-35).

Kiedy zderzymy te prawdy Słowa Bożego z dzisiejszą rzeczywistością, to rodzi się uzasadnione pytanie: Gdzie my żyjemy? Bo niby jesteśmy narodem o wielowiekowych, chrześcijańskich korzeniach, a tymczasem coraz bardziej zanika w naszych sercach pokój i chrześcijańska miłość jednych do drugich. Dlaczego tak jest i jest coraz gorzej? Czy nie wynika to z bolesnego faktu, że my jako ludzie współcześni tak bardzo rozminęliśmy się z Bożymi prawdami i zasadami postępowania, a swoje własne poglądy, filozofie, style życia i przekonania o naszych prawach oraz nieograniczonej niczym wolności postawiliśmy na pierwszym miejscu?

Doświadczamy bardzo boleśnie skutków postmodernistycznego myślenia, że każdy może mieć własną prawdę, a prawda absolutna i obowiązująca nas wszystkich po prostu nie istnieje. Tak więc moje własne przekonania i poglądy stawiam ponad jakiekolwiek prawa i ograniczenia, ulegając przy tym złudnemu przekonaniu, że hołdowanie tym subiektywnym prawdom i wartościom uczyni mnie po prostu szczęśliwym człowiekiem. Ale, niestety, tak to nie działa, choć nadal żyjemy tą iluzją, że nieskrępowana niczym wolność osobista to droga do prawdziwego szczęścia człowieka.

Z jakąż łezką w oku niektórzy z nas oglądają filmy z dawniejszych epok, kiedy to świat był na swój sposób uporządkowany, choć nigdy ten porządek nie był idealny, bo był tworzony przez grzesznych przecież ludzi. Ci jednak w zdecydowanej większości kierowali się zasadami sprawiedliwości, ładu społecznego, pielęgnowaną w sercach przez pokolenia bojaźnią Bożą oraz zasadami przyzwoitości i honoru. Szanowano autorytety i ustalone społeczne porządki i prawa, a jeśli były one wywiedzione z Pisma Świętego, wtedy zapewniały ludziom pokój w sercach, jakąś harmonię społeczną, uczyły poszanowanie bliźniego, którego należało kochać jak siebie samego. Gdzie to się wszystko podziało, gdzie i dlaczego wywietrzało z ludzkich serc i umysłów?

Ożyły ze zdwojoną siłą wszelkie demony buntu, sprzeciwu, jawnego odrzucania praw i wartości, które sprawdzały się przez wieki i teraz wszyscy buntują się przeciwko wszystkim. Mamy już coraz mniej tematów, o których moglibyśmy spokojnie podyskutować, zgodzić się ze sobą, a nie spierać, zwalczać, obrażać siebie nawzajem, nie przebierając w środkach – zarówno w słowach jak i czynach, w Internecie, w debacie publicznej, na forach społecznościowych, na ulicach i placach, a nawet w kościołach.

Czy świat zatrzyma się w tym szaleńczym, chocholim tańcu choćby na chwilę, by dać nam odpocząć emocjonalnie i w sensie społecznym? Czy też doprowadzimy siebie do autodestrukcji, a nasza cywilizacja upadnie i przepadnie z kretesem, jak to było na przykład przed potopem albo w przypadku bardzo grzesznych miast, jakimi były: Sodoma, Gomora czy Niniwa. We wszystkich tych przypadkach – jak czytamy w Piśmie Świętym – grzechy ludzi tamtych pokoleń dosięgły aż nieba, a Pan Bóg nie mógł już dalej patrzeć na ludzkie zło i degenerację rodzaju ludzkiego. Dlatego też pokarał grzeszną ludzkość potopem, miasta Sodomę i Gomorę zniszczył straszliwy ogień z nieba, zaś Niniwa została zniszczona najpierw przez powódź, która podmyła jej potężne mury, a potem przez wrogów, którzy dokonali totalnego zniszczenia zarówno jej mieszkańców jak też całego dumnego i zdeprawowanego miasta.

Co nas czeka w przyszłości? Czy łudzimy się myśląc, że Pan Bóg nie widzi grzechów ludzi obecnego pokolenia? Czy naiwnie myślimy, że nam się upiecze i nie dotknie nas Boży gniew? Może wmówiono nam, że Pan Bóg jest łaskawy i miłosierny, ma miękkie serce i przymyka swoje niedowidzące ze starości oko na ludzką podłość i bezkarność panoszącą się na każdym kroku. Jeśli ktoś tak myśli, to jest w wielkim błędzie, a bardzo bolesnych skutków tego błędnego myślenia doświadczy na własnej skórze – wcześniej czy później!

Ja osobiście nie chciałbym tego doświadczyć. Dlatego liczę się z Bogiem, Jego przykazaniami oraz wartościami i wiem z Pisma Świętego, że Bóg nie da się z siebie naśmiewać, „nasz Bóg bowiem jest ogniem, który może strawić wszystko” (Hebr. 12,29). Modlę się więc o to, by ludzie przynajmniej z mojego otoczenia rozumieli to i tak jak ja starali się uniknąć gniewu Boga.

 pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Duchowni też umierają


Tak się jakoś złożyło, że w ostatnich dniach dowiedziałem się o śmierci kilku duchownych, którzy odeszli w dość młodym wieku i to nie z powodu koronawirusa. W diecezji żywieckiej zmarło ostatnio dwóch księży rzymskokatolickich, a jeden z nich zmarł w trakcie nabożeństwa po udzieleniu komunii swoim wiernym. Upadł nieprzytomny przed ołtarzem w kościele i wręcz trudno wyobrazić sobie szok, jaki przeżyli uczestnicy tego nabożeństwa patrząc na śmierć swojego duszpasterza.

Ostatnio usłyszałem również o dwóch zgonach duchownych Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Jeden z nich również odszedł w kwiecie wieku, choć mógł jeszcze wiele lat służyć w swoim Kościele. Drugi zmarł w słusznym wieku, ale znałem go osobiście jakiś czas temu i mogłem obserwować również jego działalność międzykościelną w ramach Polskiej Rady Ekumenicznej.

Odejście każdego człowieka to ból i strata, szczególnie dla jego najbliższych i przyjaciół. Zwykle też uroczystości pogrzebowe prowadzą duchowni różnych wyznań. Sam osobiście jako pastor przeprowadziłem wiele takich uroczystości, które również dla nas duszpasterzy są bardzo stresujące i kosztują wiele. Trzeba bowiem stanąć na wysokości zadania, pokrzepić ludzi Słowem Bożym, okazać współczucie i empatię oraz nie ulec głębokiemu wzruszeniu, szczególnie wtedy, kiedy żegnamy kogoś również nam bardzo bliskiego.

Pamiętam, jak w czasie pogrzebów moich rodziców, którzy już kilkanaście lat temu odeszli w odstępie kilku tygodni, Pan Bóg udzielił mi wielkiej siły duchowej, bym jako pastor a nie tylko ich syn mógł głosić kazania pogrzebowe dla moich bliskich oraz przyjaciół naszych rodziców. Nie było to łatwe, ale trzeba było zmierzyć się z tymi wyzwaniami, bo skoro chowałem tylu moich duchowych braci i sióstr, to dlaczego nie miałbym pochować swoich własnych rodziców? Oczywiście inni pastorzy prowadzili te uroczystości, ale miałem w nich również swój aktywny udział. Dałem rady, kiedy na przykład chowałem moją mamę w dniu swoich urodzin.

Dlaczego o tym piszę w dzisiejszym felietonie? Nie tylko dlatego, że zbliża się Święto Zmarłych, ale przede wszystkim dlatego, żeby przypomnieć nam wszystkim, że księża i pastorzy to też tylko ludzie. Śmiertelni – jak my wszyscy. Wrażliwi – jak my wszyscy. Jednak wykonują oni pracę, która obciąża ich czasem ponad miarę – duchowo i emocjonalnie. O tym bardzo często zapominamy. Niech więc informacja, że w jakiejś parafii lub zborze zmarł kolejny duszpasterz zachęci nas do wdzięczności Panu Bogu za naszych duchowych przewodników, za ich posługiwanie nam oraz do modlitwy za ich zdrowie i siły duchowe i emocjonalne, których oni tak bardzo potrzebują.

Nie tylko bowiem pogrzeby są bardzo stresującym przeżyciem dla duchownych wszystkich wyznań, ale także śluby, choć ich udzielanie odbywa się w zupełnie innej atmosferze. Czasem śmiejemy się oglądając filmiki z uroczystości ślubnych w kościele, w czasie których dochodzi do przejęzyczeń i językowych lapsusów, które wypowiadają zestresowani nowożeńcy, ale nierzadko również duchowni udzielający ślubów. To są momenty bardzo stresujące, bo chcemy wykonywać te posługi z powagą i jak najstaranniej, szczególnie w przypadku udzielania ślubów ze skutkami prawnymi. Wtedy bowiem ksiądz czy pastor pełni podwójną rolę: zarówno duchownego jak i urzędnika Urzędu Stanu Cywilnego, musi więc wykonać wszystko zgodnie z przyjętymi standardami formalno-prawnymi.

Czy myślimy czasem o tym, jak niełatwa jest praca naszych duszpasterzy? Ile ich ona kosztuje w sensie emocjonalnym i duchowym? Ile trzeba mieć w sercu odporności, a jednocześnie wrażliwości na ludzkie problemy, grzechy i upadki, z którymi zmagają się nasi parafianie? Wszystko to niesie na swoich barkach ich duszpasterz, a on ma również swoją wytrzymałość i ograniczone siły. Czy jako chrześcijanie zdajecie sobie sprawę, że czasem my nie śpimy po nocach i w swoich zamkniętych gabinetach spędzamy godziny na usilnych modlitwach, zmagając się ze złem i nieprzejednaniem swoich sióstr i braci, ich czasem bardzo krytycznymi ocenami, lekceważeniem naszego autorytetu i nie braniem sobie do serca naszych porad duchowych itd.

Praca z ludźmi nie jest łatwa wszędzie, ale chyba najbardziej w kościele. Nie dziwmy się zatem, że czasem księża czy pastorzy umierają mając 50 lub 60 lat. Tak zdarzyło się i w naszym kościele jakiś czas temu, kiedy zmarło kilku bardzo doświadczonych duszpasterzy w dość młodym jeszcze wieku. Dawniej niektórzy z naszych starszych duszpasterzy wręcz marzyli o tym, by zakończyć życie za kazalnicą. Uważali bowiem, że trzeba pracować bez przestanku i żadnych wakacji czy urlopów, bo „odpoczywać będziecie w niebie” – mówili do nas, młodych wtedy pastorów.

Apostoł Paweł, wzywając wierzących do modlitwy o siebie nawzajem dodał na końcu jednego ze swoich listów: „Wstawiajcie się przy ty i za mną” (Ef 6,19). W innym miejscu Nowego Testamentu czytamy: „Pamiętajcie o waszych przewodnikach, którzy wam zwiastowali Słowo Boże” (Hbr 13,7). Nie zapominajmy wspierać w swoich modlitwach swoich duszpasterzy, bo oni niosą odpowiedzialność za nas przed Bogiem. Nie utrudniajmy im życia, bo oni też są śmiertelni i czasem słabi. Niech nie wypalają się, niech nie upadają na duchu, niech nie umierają zbyt wcześnie, bo często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo ich potrzebujemy.  Może zrozumiemy to dopiero wtedy, kiedy ich zabraknie.

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

Lubię dobre wiadomości


Nie tylko dlatego, że jestem optymistą i nie dlatego, że złe wiadomości zalewają wszystkie serwisy informacyjne w radiu, telewizji czy Internecie, a dobrych jest tak niewiele, bo nie są tak sensacyjne i nie przyciągają uwagi słuchaczy, widzów i czytelników. Dość brutalnie brzmiąca zasada dotycząca funkcjonowania mediów na całym świecie, że „zła wiadomość to dobra wiadomość”, bo taka sprzedaje się lepiej – sprawia, że trudniej znaleźć dobre wiadomości i cieszyć się nimi. A szkoda.

Przeglądając wieści ze świata, które w zdecydowanej większości dotyczą tragedii, nieszczęść, skandali i konfliktów międzyludzkich na różnych szczeblach, moją uwagę przykuwają raczej te dobre, miłe, wzruszające i podtrzymujące wiarę w człowieka i dobro. Wzruszam się na przykład, gdy oglądam niezwykłe, dziecięce talenty, gdy małe dzieci pięknie śpiewają lub profesjonalnie grają na koncertach z towarzyszeniem wielkiej orkiestry symfonicznej. Wzrusza mnie, gdy ktoś remontuje ludziom będącym w potrzebie zaniedbane i obskurne domy i w ten sposób wnosi do ich życia świeże światło i wiarę w człowieczą dobroć.

Niewiele jest takich dziedzin, w których świadomie promuje się dobre wiadomości i pozytywne w swej wymowie relacje lub korespondencje. A przecież warto nagłaśniać sukcesy ludzi dobrej woli, pokazywać społeczników, pasjonatów, ludzi zdolnych i nieprzeciętnych oraz momenty ich triumfów, sukcesów, kiedy odbierają nagrody i wyróżnienia, bo ktoś ich trud zauważył i właściwie docenił. Ze świecą szukać takich „newsów”, bo kto się nimi zainteresuje? Może paru takich dziwaków jak ja na przykład? To za mało, by odnieść medialny sukces.

Sport jest tu chyba jednym z nielicznych wyjątków, bo tam podkreśla się przede wszystkim tych, którzy zwyciężyli, którym się powiodło, którzy zdobyli tytuły, medale i stanęli na podium. Owszem, wspomina się przegranych i ich dramaty, ale przede wszystkim informuje się opinię publiczną o zwycięzcach i ich radości z sukcesów, które w sporcie są spektakularne i chętnie oglądane przez kibiców.

Mieliśmy więc ostatnio trzy takie dobre wiadomości z dziedziny sportu, które przyniosły nie tylko kibicom sporo radości i satysfakcji. Wielu Polaków kibicowało w tym roku Robertowi Lewandowskiemu i w końcu udało mu się zdobyć tytuł piłkarza roku, przyznany przez FIFA – Światową Federację Piłki Nożnej. Kapitan naszej reprezentacji narodowej z godnością znosił porażki w plebiscytach z poprzednich lat, nadal ciężko pracował, a jego ostatni, fantastyczny sezon sprawił, że wygrał wszystko, co dało się wygrać wraz drużyną Bayernu Monachium, w tym upragnioną Ligę Mistrzów. To była bardzo dobra wiadomość!

W ostatnich dniach dotarły do nas dwie kolejne, fantastyczne wieści. Pierwsza z nich głosi, że nasza tenisistka Iga Świątek ograła w pięknym stylu aktualnie drugą rakietę świata – Rumunkę Simonę Halep i awansowała do ćwierćfinału wielkoszlemowego turnieju French Open w Paryżu. Dziennikarz sportowy „New York Timesa” napisał w mediach społecznościowych, że trzeba nauczyć się jak najszybciej nazwiska tej Polki, bo z pewnością jej kariera nabiera tempa. Czy stanie się godną następczynią Agnieszki Radwańskiej? Zobaczymy. Życzymy jej tego serdecznie!

Druga wiadomość cieszy szczególnie kibiców żużla, bo oto w ostatnią sobotę nasz świetny zawodnik Bartosz Zmarzlik obronił tytuł mistrza świata na żużlu i został pierwszym polskim żużlowcem, który dwa razy z rzędu okazał się najlepszy na świecie w swojej dyscyplinie sportu. Jego wielki sukces jest tym bardziej spektakularny, jako że mieliśmy w przeszłości wielkich mistrzów, którzy na torach żużlowych deklasowali swoich najgroźniejszych rywali. Mamy więc powody do dumy z naszych sportowców na światowym poziomie, którzy godnie reprezentują Polskę nie tylko w kraju, ale i na świecie! To są przykłady dobrych wiadomości.

Mówiąc o dobrych wiadomościach, chcę jako pastor odwołać się do biblijnego języka Nowego Testamentu, napisanego po grecku. W tym języku dobra wiadomość to „ewangelia”. To słowo występuje nie tylko w nazwie czterech ewangelii opisujących życie i działalność Pana Jezusa. Dobra wieść lub wiadomość – ewangelia – to przesłanie mówiące o tym, że my jako ludzie grzeszni i daleko niedoskonali możemy dostąpić przywileju bliskiej relacji ze świętym i doskonałym Bogiem. Niestety, nie możemy tego dokonać sami – i to jest zła wiadomość! Ale dobra wiadomość jest taka, że ktoś wziął na siebie odpowiedzialność za nasze grzechy, upadki i niewiarę, zapłacił za nie własnym życiem, nasze długi przed Bogiem zostały więc zapłacone i teraz przez wiarę i powierzenie swojego życia Bogu możemy stać się Jego adoptowanymi dziećmi. Jako chrześcijanie nie możemy zapomnieć, że wszystko to uczynił dla nas Jezus Chrystus.

Zamiast więc doświadczać gniewu Bożego, jeśli ktoś lekceważy Boga i odrzuca szansę na życie zgodne z Bożymi standardami, każdy człowiek ma potencjalną szansę i możliwość pojednania z Bogiem poprzez pokutę i nawrócenie, a potem szlachetne życie zgodne z wolą Stwórcy. Czyż to nie jest najlepsza wiadomość dla człowieka? Wszak nie chodzi w niej tylko o nasze doczesne życie, ale także o naszą wieczność, którą będziemy spędzać albo w obecności Boga Ojca, albo z dala od Niego, w towarzystwie szatana i wszystkich niepojednanych z Bogiem ludzi. Poczytaj o tym w Piśmie Świętym. Chyba, że wolisz złe wiadomości. Pamiętaj jednak, że karmienie się nimi nie zapewni ci szczęścia i spokoju ducha – ani tu na ziemi, ani tym bardziej w wieczności.

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →
Exemple

W pułapce

W Internecie można znaleźć wiele filmików, które pokazują, jak różni ludzie ratują zwierzęta z przeróżnych opresji. Zanim zacząłem pisać ten felieton, obejrzałem sobie dwa takie przykłady. Pierwszy z nich dotyczył dużego żółwia, który zakleszczył się w skalnej szczelinie nad brzegiem jakiegoś morza albo oceanu. Przechodząca plażą młoda kobieta zobaczyła wyczerpane i bezradne zwierzę. W humanitarnym odruchu próbowała go uwolnić z tej pułapki, ale żółw był za duży i za ciężki jak na jej możliwości. Wkrótce na tym filmiku pojawił się jakiś młody mężczyzna, który przyłączył się do tej akcji ratunkowej, ale i on sam nie był w stanie wydobyć żółwia z tej szczeliny. Dopiero wspólnymi siłami oboje dali radę i po chwili ten miły gad o własnych siłach dostał się do wody i uwolniony odpłynął.

Na drugim filmiku obejrzałem maleńką, zieloną jaszczureczkę, która weszła przez otwór w puszce po napoju do środka, ale jej tylne nóżki zakleszczyły się i to małe zwierzątko znalazło się w śmiertelnej pułapce. Na szczęście ktoś to zauważył, znalazł tę puszkę z żywą, ale uwięzioną zawartością, następnie nożem odkroił denko tej puszki i ostrożnie pomógł wydostać się temu maleństwu na wolność. Takie filmiki ze szczęśliwym zakończeniem są zawsze wzruszające.

Czasem w serwisach informacyjnych oglądamy naszych dzielnych strażaków, jak ściągają wylęknione i spłoszone koty z czubków drzew, albo małe pieski uwięzione w jakichś rurach czy innych zakamarkach, z których te zwierzątka nie mają szans same się uwolnić. Gdyby nie pomoc człowieka, a czasem całego zespołu ludzi, te zwierzęta zginęłyby niechybnie. Kiedy jednak ludzie przyjdą im z pomocą, są uratowane i wracają szczęśliwe do swojego naturalnego środowiska.

Tak się jakoś złożyło, że to już mój drugi felieton o zwierzętach dużych i małych, które czasem – podobnie jak ludzie – wpadają w pułapki, a czasem wręcz w zastawione na nie sidła i wiele z nich ginie, czasem w męczarniach albo z głodu. Kiedy więc ogląda się wspaniałych ludzi: przypadkowych świadków, czasem strażaków, weterynarzy, leśników czy strażników przyrody, którzy ratują uwięzione zwierzęta z wielkim poświęceniem i determinacją, to robi się nam ciepło na sercu. Kiedy bowiem więzy zostają przecięte, a zwierzę wydobyte z opresji, strachu czy bezsilności i odzyskuje wolność – oddychamy z wielką ulgą i cieszymy się, że jeszcze jeden zwierzak został uratowany. Takie filmiki to dobre lekcje ukazujące ludzką wrażliwość i przypominające nam, jak wielką wartością jest wolność w odniesieniu nie tylko do człowieka, ale i zwierząt również.

Uwięzienie, zakleszczenie, związanie, zaplątanie się w sieć lub wpadnięcie do bagna, szczeliny czy do puszki po napoju – wszystkie takie obrazki ukazują nam nieszczęście, bezradność i bezsilne oczekiwanie na najgorsze. Takich traumatycznych przeżyć doświadczają nie tylko zwierzęta, ale również ludzie. Kiedy więc ratunek przychodzi na czas i następuje cudowne uwolnienie, czasami niemal w ostatniej chwili, wszyscy ratownicy, a także my, obserwatorzy, odczuwamy wielką ulgę i radość, której nie sposób opisać słowami.

Chylę więc czoła przed wszystkimi, którzy mają to szczęście uratować czyjeś życie. Mam na myśli lekarzy i pielęgniarki, którzy walczą o życie pacjentów na izbach przyjęć czy na salach operacyjnych, albo strażaków lub ratowników medycznych, którzy ratują życie ludzi w czasie wypadków na drogach. Liczy się wtedy każda sekunda, która może zaważyć na sukcesie lub porażce akcji ratunkowej. W tym kontekście myślę o moim przyjacielu, który kilka dni temu doznał bardzo poważnego zawału serca i przez 20 minut był reanimowany w pracy, zanim nadeszła profesjonalna pomoc. Kiedy piszę ten tekst, jest prawdopodobnie wybudzany ze śpiączki farmakologicznej. Modlimy się o niego w gronie naszych przyjaciół i znajomych, żeby Pan Bóg w swej łasce przywrócił mu zdrowie i pozwolił jeszcze cieszyć się życiem.

Myśląc zaś o uwięzionych zwierzętach, przypominają mi się teksty biblijne mówiące o tym, że i my ludzie możemy znaleźć się w pułapkach lub w zastawionych sidłach. Pan Bóg ostrzegał swój naród wybrany, by nie zawierał przymierza z pogańskimi narodami, bo „jeśli będziesz służył ich bóstwom, wpadniesz przez to w pułapkę” (Ks. Wyjścia 23,33). W innych miejscach Pismo Święte mówi o sidłach, jakie zastawiają ludzie niegodziwi, by krzywdzić innych, a szczególnie tych, którzy żyją w bojaźni Bożej (np. Psalm 124,6-7). Inny tekst mówi natomiast, że „strach przed człowiekiem jest niczym sidła, lecz kto ufa Panu, jest bezpieczny” (Przyp. Sal. 29,25). Albo jeszcze jeden przykład: kiedy mężczyzna daje się uwieźć grzesznej kobiecie, to „jest jak ptak, który śpieszy prosto w sidła, nieświadom, że przybliża swoją śmierć” (Przyp. Sal. 7,23).

Poza tym mamy wiele ostrzeżeń w Piśmie Świętym przed sidłami, jakie zastawia na nas diabeł, by przymusić nas do pełnienia jego woli (2 Tym. 2,26). Dlatego też tak wielu ludzi jest uwikłanych w różne grzechy, uzależnienia, niezdrowe relacje i nie widzi możliwości wyrwania się z tych strasznych sieci. Apostoł Paweł ostrzegał też tych, którzy tak bardzo chcą być bogaci, bo tacy „wystawiają się na pokusy i zasadzki, mogą paść ofiarą bezsensownych i szkodliwych pragnień, które pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie” (1 Tym. 6,9).  Ilu ludzi dzisiaj dało się wkręcić w spiralę kredytową, w niekończące się zadłużenie, które staje się jak pętla zaciskająca się wokół szyi?

Tak jak zwierzęta nieświadomie wpadają w różne pułapki, sieci i sidła, tak również nam ludziom grozi wiele pułapek i niebezpieczeństw. Tym jednak między innymi różnimy od zwierząt, że mamy więcej mądrości, rozsądku i rozwagi, które mogą nas ustrzec przed pułapkami, z których nie ma ucieczki. Nasz Stwórca pragnie bowiem, abyśmy byli wolni i nieskrępowani złem. Może się tak jednak stać pod jednym warunkiem: „Jeśli więc Syn was wyzwoli, wtedy będziecie naprawdę wolni” – jak powiedział o sobie sam Pan Jezus (Ew. Jana 8,36). Nie dajmy się zatem schwytać diabłu!

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

Read More →